Drodzy wydawcy, mam nadzieję, że wojna z GeForce Now odbije się wam czkawką

Strona główna Aktualności

O autorze

Kolejni wydawcy rezygnują z obecności w GeForce Now. Tylko gdzie tu sens? Gdzie logika?

Najpierw Activision Blizzard, później Bethesda, teraz 2K Games. Jak tak dalej pójdzie, niedługo użytkownicy platformy GeForce Now w ogóle nie będą mieli w co grać. Tylko w ciągu kilku ostatnich tygodni stracili dostęp do takich serii jak Fallout, The Elder Scrolls, Doom, Call of Duty czy Borderlands.

Powody takiego stanu rzeczy? Można się jedynie domyślać, że wydawcy oczekują dodatkowych profitów z obecności w GeForce Now. Takich, które oferuje Google za obecność na platformie Stadia.

Tylko że to nie ma sensu. Absurdem jest, że wydawcy w ogóle mogą się domagać usunięcia gier z biblioteki GeForce Now

Stadia i GeForce Now to dwie konkurencyjne usługi chmurowe, które działają na zupełnie innej zasadzie.

Stadia jest de facto nową platformą do grania, która wymaga przygotowania gier stricte pod nią. Ponadto to Google jest dystrybutorem gier. To wszystko sprawia, że portowanie i udostępnianie tytułów na Stadię to dla wydawców ryzyko, do którego podjęcia mogą zachęcić jedynie korzystne warunki współpracy.

GeForce Now z technicznego punktu widzenia jest jedynie usługą oferującą zdalny dostęp do peceta, na którym uruchamiane są gry zakupione przez gracza w niezależnych sklepach. Z perspektywy wydawcy gry nie ma w zasadzie żadnej różnicy, czy odpalę ją na własnym komputerze, w chmurze czy na laptopie pożyczonym od sąsiada.

O tak, to dobre porównanie. Wycofywanie gier z GeForce Now to jak zakazywanie graczom odpalania zakupionych przez siebie tytułów na pożyczonym komputerze.

Dziwi mnie, że prawnicy Nvidii w ogóle skonstruowali umowy licencyjne w taki sposób, że GeForce Now traktowane jest przez wydawców jako nowa platforma do grania, a nie usługa zdalnego udostępniania sprzętu na godziny. Skoro nikt w świetle prawa nie może mi zabronić grania w zakupione przeze mnie tytuły na wynajętym laptopie to dlaczego nie mogę ich odpalić w wynajętej chmurze?

Przecież GeForce Now to dla twórców i wydawców gier zbawienie

Jak się tak głębiej zastanowić, ta jedna jedyna usługa chmurowa z puntu widzenia wydawców ma prawdopodobnie więcej zalet niż wszystkie pozostałe razem wzięte.

Po pierwsze - GeForce Now pozwala dotrzeć do nowych klientów. Jestem konsolowcem, nie mam i nie chcę mieć peceta. To za sprawą usługi Nvidii pierwszy raz w życiu zostawiłem pieniądze na Steamie.

Po drugie - GeForce Now pozwala zwalczyć piractwo. Kupno peceta może się wiązać z pokusą zdobywania gier z "nieoficjalnych źródeł". A chmura? Nawet jeśli komuś jakimś cudem uda się odpalić pirata na serwerze, Nvidia dysponuje narzędziami, by ukrócić ten proceder w 3 sekundy.

Po trzecie - GeForce Now może ułatwić tworzenie gier. Aktualnie twórcy muszą brać pod uwagę setki, jeśli nie tysiące konfiguracji sprzętowych. Przy założeniu, że GeForce Now zdobędzie szybko dużą popularność, optymalizacja pod jedną konkretną konfigurację z miejsca zapewni stabilne działanie u sporego odsetka graczy.

Po czwarte - GeForce Now pozwala tanio cieszyć się grami w wysokiej jakości. Nie jest tajemnicą, że twórcy dwoją się i troją w celu zapewniania jak najlepszej grafiki, po czym znaczna część graczy odpala tytuł na minimalnych ustawieniach. Chmura to gwarancja dostępu do świeżych technologii w ramach niewygórowanego abonamentu. Już teraz serwery Nvidii obsługują ray tracing, o czym większość pecetowców może pomarzyć. A przecież im lepsze wrażenia z gry, tym większa szansa na polecenie jej innym lub/i kupienie kolejnych.

A to wszystko przy praktycznie zerowym wysiłku. Wystarczy nie przeszkadzać Nvidii w - jak już ustaliliśmy - "wynajmowaniu sprzętu", a na takim układzie korzystają wszystkie strony.

Paradoksalnie wysoka popularność GeForce Now najbardziej może zaszkodzić... Nvidii

Tak, wyjąwszy bezpośrednią konkurencję, to Nvidia, a nie wydawcy, zdaje się mieć interes w tym, by GeForce Now nie było zbyt dobre.

Pamiętajmy, że ważnym filarem biznesu firmy jest sprzedaż kart graficznych. Teraz alternatywą dla karty za minimum 1500 zł - która za 2 lata będzie się nadawać do wymiany - jest usługa wyceniona na 25 zł miesięcznie.

Nie zdziwiłbym się więc, gdyby to Nvidia troszczyła się o to, by biblioteka gier nie była zbyt atrakcyjna. Tak jednak nie jest i to wydawcom nie podobają się warunki współpracy.

Mam nadzieję, że na dłuższą metę walka z GeForce Now się nikomu nie opłaci

Zazwyczaj stronię od wytykania firmom pazerności, bo to normalne, że każde przedsiębiorstwo chce maksymalizować zyski. W mojej ocenie w tym konkretnym przypadku mamy jednak do czynienia z pazernością absolutnie nieuzasadnioną.

Wydawcy najpewniej zwęszyli, że Nvidia stworzyła genialną usługę, którą dostępność ich gier mocno uatrakcyjniała, dlatego chcą coś na tym ugrać. Tylko że takie podejście jest nielogiczne, bo GeForce Now - jak wspomniałem - samo w sobie robi im olbrzymią przysługę.

Trzymam za Nvidię kciuki. Mam nadzieję, że niedługo nieobecność w GeForce Now będzie oznaczała, że to nie Nvidia ma problem, lecz wydawca.

© dobreprogramy
s