Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Dziennikarscy klakierzy. Polemika z komentarzami dot. recenzji Battlefielda 4

Uwaga: poniższy tekst jest wyłącznie przedstawieniem opinii autora i w żadnym przypadku nie może być potraktowany jako stanowisko redakcji dobrychprogramów.

Studia dziennikarskie, mimo szumnych zapowiedzi, nie nauczyły mnie zbyt wiele. Głównie spowodowane jest to faktem, iż zajęcia były (i są obecnie) prowadzone nie przez praktyków dziennikarstwa, którzy mogą dzielić się ze studentami swoim doświadczeniem, lecz przez teoretyków skupiających swoją uwagę na medioznawczym aspekcie zajęć. Niemniej jednak zdarzyło mi się trafić na prawdziwe autorytety – za taki z perspektywy czasu uważam m.in. Mariana Maciejewskiego, autora książki „Kulisy dziennikarstwa, czyli granice wolności kija” i wieloletniego redaktora wrocławskiego działu „Gazety Wyborczej”. Z zajęć tych wyniosłem najważniejszą naukę: dziennikarz nie może być tubą, która brzmi tak, jak się w nią dmie. Dziennikarz powinien dążyć do poznania i zaprezentowania prawdy nawet wtedy, gdy grozi mu za to odpowiedzialność karna. Powinien być uczciwy wobec czytelników, bo darzą go zaufaniem. Jeśli sprzeciwi się tym zasadom, prędzej czy później jego profesjonalizm obumrze, a razem z nim skończy się jego kariera.

„Dziennikarstwo nie jest sztuką ładnego pisania. To sztuka polegająca na tym, aby nie dać się zrobić w konia. Bo informator nie zawsze ma czyste intencje, a informacja jest towarem kryjącym wiele tajemnic i pułapek, które czynią ten zawód tak pasjonującym. [...] Czytelnik bierze do ręki gazetę, przegląda stronę pierwszą, drugą... A co jest między nimi? Nic? Cienka kartka papieru? Między tymi stronami zawiera się niewidoczny świat drapieżnej walki prawdy z manipulacją, etycznych rozterek oraz zabawnych gaf” M. Maciejewski.

Wspominam o tym wszystkim nie bez przyczyny. W komentarzach pod recenzją Battlefielda 4 część z Was zarzuca mi brak profesjonalizmu, nieobiektywność, niedouczenie, a także szereg innych cech, które mogą dyskwalifikować mnie jako recenzenta. Być może jest to spowodowane moim młodym wiekiem, stosunkowo niedługim stażem w redakcji lub tym, że na łamach dobrychprogramów nie ukazało się zbyt wiele recenzji gier mojego autorstwa. Nie będę się z tym kłócił, bo jak mawia Maciej Tesławski, jeden z guru polskiego (ufam, że także światowego) marketingu, „najbardziej zmarnowane pieniądze w marketingu to próba zmiany czyjegoś zdania”.

Nadawca recenzji, czyli recenzent, to z założenia osoba kompetentna, która wciela się w rolę przewodnika, polemisty – stanowiącego ogniwo pośrednie między recenzowanym dziełem i jego twórcą a odbiorcami. Osoba nadawcy, jej wiedza, doświadczenie, zmysł estetyczny są punktem odniesienia dla obrazu opisywanej rzeczywistości. [...] Podstawą wygłaszanych przez niego sądów jest fachowość, która wynika ze znajomości specjalistycznej terminologii, a umiejętność posługiwania się nią jest ważnym narzędziem opisu (za: Wikipedia.org).

Jestem świadomy tego, że w oczach niektórych z Was (a może i większości) nie spełniam tej definicji. Tu również postawię sprawę jasno: przed zaczepieniem się w dobrychprogramach pracowałem zawodowo przez ponad dwa lata tylko dla jednego, zdecydowanie bardziej niszowego portalu o grach, publikując w tym czasie 25 recenzji. To bez wątpienia niewiele, zwłaszcza w przypadku tak odpowiedzialnej roli, która ma realny wpływ na sprzedaż opisywanego dzieła. Mam świadomość tego, że na markę nazwiska pracuje się całymi latami i człowiek znikąd nie stanie się nagle wiarygodny tylko dlatego, iż pracuje dla jednego z najbardziej rozpoznawalnych portali w polskim Internecie.

r   e   k   l   a   m   a

Posiłkując się raz jeszcze Wikipedią:

recenzja (z łac. recensio oznaczającego ‘spis ludności, przegląd’, w jęz. pol. za pośrednictwem niem. Recension) – analiza i ocena dzieła artystycznego [...]. Pełni funkcję informacyjną, wartościującą i postulatywną, nakłaniającą lub zniechęcającą.

Nie odkryję Ameryki pisząc, że skala ocen w branży gier komputerowej stanęła na głowie i fiknęła hołubca. Biorąc na warsztat jej standardową, 10-stopniową odmianę (w przypadku dobrychprogramów – pięć gwiazdek dzielonych na pół), recenzenci korzystają głównie z cyfr 7-10. Gra oceniona na 6 zdarza się nieczęsto, natomiast 5 jest już uważane za beznadziejną notę. Wszystko, co znajdzie się poniżej niej, w powszechnym mniemaniu jest crapem, który powinien zostać zakopany gdzieś w piaskach pustyni (pozdrawiam w tym miejscu Atari i ich E.T., oczywiście o ile nie jest to miejska legenda ;). Każdy zdroworozsądkowy człowiek od razu zauważy patologię – typowe „średniaki” dostają noty od 6 wzwyż, a więc plasujące je powyżej średniej. Nienaturalnie rozciąga się za to dół skali, do którego jednak – postawmy sprawę jasno – gry głównego nurtu nieczęsto trafiają.


(Samoistnie aktywujący się na ułamek sekundy tryb 3D tudzież artefakty graficzne).

Gdy zacząłem pracę dla dobrychprogramów, nie miałem żadnych wątpliwości co do postawy, jaką powinienem przyjąć. Muszę być uczciwy wobec czytelników, bo to Wy stanowicie o istnieniu tego portalu. Nie reklamodawcy, nie agencje PR-owe i nie producenci, którzy o swoich dziełach wypowiadają się wyłącznie w superlatywach. Uczciwość wobec Was zmusza do rzetelnego informowania o faktach, niepoświęcania miejsca na plotki i domysły, a wreszcie krytycznej oceny i wartościowania tego, o czym mówi i pisze świat. W moim wyobrażeniu dziennikarz pełni rolę przewodnika, którego zadaniem jest przeprowadzić bezpiecznie czytelników przez ciemny las, chroniąc ich od czyhających w krzakach zbójów. Przekładając to na recenzje i odrzucając barwne metafory, pisać i mówić o tym, co warto kupić, a czym nie warto się interesować. Tekst dotyczący Battlefielda 4 pokazał, jak bardzo potrafimy różnić się pod tym względem.

Jakie wnioski płyną z komentarzy pod tekstem? Wybrane przykłady postanowiłem omówić osobno, w niektórych miejscach dla dodatkowej klarowności porównując grę do samochodu – w moim bowiem odczuciu oba produkty są dostatecznie skomplikowane, by zauważyć między nimi pewne podobieństwo. Mój komentarz niżej, kursywą.


  • 1. (set4812) „Wystawianie złej opini dla gry po miesiącu to zły pomysł zwłaszcza że cieżko dopracować gre nie dając jej przetestować przez mase graczy.”

    Problem polega na tym, że większość przychodów ze sprzedaży odnotowywana jest w pierwszych tygodniach po premierze. Potem znacznie maleją, bo grę kupują głównie osoby nią zainteresowane bez względu na oceny lub mogące zdobyć ją po bardzo korzystnej cenie, np. podczas wyprzedaży. Widać to choćby na przykładzie pudełkowej sprzedaży Battlefielda 3, gdzie wyniki szybko malały z krótką przerwą na okres świąteczny.

  • 2. (Siarczysław) „Mało kompetentna recenzja, człowiek który ją pisał grał prawdopodobnie na żelazku”

    Analogicznie żaden dziennikarz w Polsce nie może przetestować ferrari, bo nasz stan dróg na to nie pozwala. Na autostradach obowiązuje ograniczenie szybkości do 140 km/h, co stoi w sprzeczności z możliwościami auta rozwijającego prędkości powyżej 250 km/h.

  • 3. (m0th0r) „Trzeba być niezłym ignorantem, żeby oczekiwać od tak złożonego projektu jak BF4 bezbłędnego działania od razu po starcie.”

    Czy jeśli kupuję nowe auto prosto z salonu, to czy powinienem zakładać, że hamulce nie będą działać, klimatyzacja wysiądzie po godzinie pracy, a koła odpadną po najechaniu na dziurę? Czy powinienem przyjąć za dobrą monetę zapewnienia producenta, że w następnym roczniku będzie już lepiej i w razie problemów mogę przecież przyjechać do ASO?

  • 4. (Rawi) „To nie jest recenzja tylko prywatne wylanie zalow na lamach portalu”

    Czy więc recenzent powinien na siłę doszukiwać się zalet, byle tylko złagodzić negatywny obraz, który sprawi, że twórcom dzieła będzie z tego powodu przykro?

  • 5. (gry-online.pl (niezalogowany)) „jak grasz na laptopie z zintegrowaną grafiką to ci się sypie, możesz od razu poprawić recenzję i ocenę a nie sypiesz negatywem”

    Nieważne, na czym była testowana gra. Jeśli recenzent miał problemy, to na pewno spowodowane jest to wiekiem sprzętu. Wymogi stawiane przez producenta są bez znaczenia.

  • 6. (Anonim (niezalogowany)) „Panowie, w dzisiejszych czasach poprawna recenzja powinna miec 2 oceny - za gre i za bugi.”

    Czy błędy są czymś osobnym od samej gry? Według mnie stanowią razem jeden produkt, wrzucony do tego samego pudełka, więc sztuczne ich rozdzielanie jest wbrew logice. Gra oceniana jest w takim kształcie, jaki klient znajdzie w sklepach.

  • 7. (serwis12 (niezalogowany)) „Jeśli BF4 wysypuje ci się do pulpitu to znaczy że masz niestabilnie podkręconego kompa”

    Analogiczny przykład: jeśli samochód nie jedzie, to znaczy, że nie ma paliwa. Owszem, to może być prawda, ale nie musi – wpływ na działanie gry ma znacznie więcej czynników, także kod jej samej.

  • 8. (@Wilczeek (niezalogowany)) „masz i5 2500K i nie podkręconego? coś mi tu kłamstwem zalatuje”

    Nie bardzo rozumiem, jaki ma to związek z recenzją. Ale jeśli ktoś ma procesor przeznaczony do podkręcania, a mimo to twierdzi, iż tego nie robi – pewnie jest kłamcą. Bo po co zaprzątać sobie głowę takimi wytłumaczeniami, że ktoś może tego po prostu... nie potrzebować?

  • 9. (Anonim (niezalogowany)) „Większość osób która na nią narzeka to ludzie ze starymi systemami typu Vista lub Windows 7”

    A to niespodzianka. Po długich miesiącach narzekania na Windows 8 i udowadniania, że różnice wydajności w grach między systemami są znikome, okazuje się, że poprzednia wersja jest już stara. Trudno jednak znaleźć potwierdzenie tej tezy w statystykach – według Steama z Windows 7 wciąż korzysta 51,43 proc. osób. Całkiem sporo grono, które można zlekceważyć.

  • 10. (cola12345 (niezalogowany)) „podnieś vcore skoro ci wywala BF4, pewnie BF3 też ci wywalało.”

    No proszę: na kłopoty z wyrzucaniem jednej, jedynej gry do pulpitu pomoże podniesienie napięcia na procesorze. Niestety, jak na złość, BF3 działa bez żadnego problemu i za diabła nie chce się wysypać w podobny sposób, jak jego młodszy brat.

Po co więc ma powstawać recenzja? Czy jej celem jest przymilenie się gustom odbiorców i producentów, poprzez wychwalanie zalet i pomijanie milczeniem wad? Czy jeśli problem dotyczy tylko części osób, należy o nim nie wspominać?

Gdy zasiadam do pisania tekstu, przyświeca mi jedna zasada – to ja (wybaczcie egocentryzm i pewne uproszczenie) decyduję o tym, w jaki sposób wydacie pieniądze. Co za tym idzie, na mnie spadnie odpowiedzialność za to, jeśli recenzowana rzecz nie przypadnie Wam do gustu. Gdybym napisał, że gra jest wspaniała, natomiast napotkalibyście na problemy jak opisane w tekście – mielibyście pełne prawo do obwiniania mnie i tylko mnie o to, że doradziłem Wam kupno rzeczy nienadającej się do użytku.

Właśnie dlatego obok tekstu widnieje taka, a nie inna ocena. W moim odczuciu postąpiłem tak uczciwie, jak to tylko możliwe – odradzając kupno produktu, który w momencie wydania jest niekompletny, niedopracowany i niegrywalny. W tym miejscu nie liczą się osobiste sympatie i antypatie, bo w grę wchodzą Wasze ciężko zarobione pieniądze. Jeśli jakikolwiek portal lub dziennikarz nie przestrzegają tej zasady, świadczy to o ich stosunku do czytelników. Jeśli natomiast wydawca tej czy innej gry obrazi się o to, że w Internecie ukaże się nieprzychylna recenzja jednej z oferowanych przez niego produkcji, będzie to świadczyć tylko o nim samym. A także o stosunku do Was, klientów. Pośrednio mówią o tym także opinie w Internecie: tylko w polskim Battlelogu dział dotyczący problemów technicznych Battlefielda 4 na PC liczy sobie 30 stron osobnych wątków, w tym jeden zawierający blisko 800 postów !

Poprzez recenzję Battlefielda 4 chcę zachęcić Was do szanowania swoich pieniędzy. Nie ma sensu oddawać ich w zamian za obietnice naprawienia produktu, który już w momencie sprzedaży jest uszkodzony. Płacimy tu i teraz, wymagajmy tu i teraz. 

internet gry hobby

Komentarze