Google i Microsoft przeciw broni palnej: zamiast rewolweru dają pistolecik na wodę

Strona główna Aktualności
image
Rewolwer kalibru .38 z depositphotos

O autorze

Wyższością starych dobrych emotek ASCII nad uwielbianymi dziś emoji na pewno było to, że nikt nie był w stanie wykorzystać ich do celów politycznych. Tymczasem dzisiaj największe firmy IT przerzucają na cały świat problemy swojego rodzimego amerykańskiego podwórka, dopasowując używane na swoich platformach emoji do wartości obowiązujących w kręgach amerykańskiej lewicy. Najwyraźniej widać to w kwestii broni, która po lutowej strzelaninie w szkole na Florydzie jest chyba najbardziej zapalną kwestią – wszyscy najwięksi przerabiają w pospiechu emoji pistoletu (U+1F52B) na śmieszną zabawkę. Czy jednak taka infantylizacja przemocy nie przyniesie efektu odwrotnego od zamierzonego?

Emoji o nazwie „pistol” zostało przyjęte jako element standardu Unicode 6.0 w 2010 roku i dodane do standardu Emoji 1.0 w 2015 roku. W założeniu miała to być piktograficzna reprezentacja broni palnej. Nigdy nie ustalono, jak broń ta miała wyglądać, w większości producenci oprogramowania, mimo nazwy pokazywali tu piktogramy rewolwerów. Zbrojeniowi puryści mogliby oczywiście zwrócić uwagę, że rewolwer to nie pistolet, ale dajmy tutaj designerom swobodę artystycznej fantazji – funkcjonalnie pistolet i rewolwer są w jakimś stopniu zamiennikami, a rewolwer ze swoim bębenkiem jest po prostu wizualnie ciekawszy.

W 2016 roku Apple ze swojego komiksowego, ale realistycznie wyglądającego Smith&Wessona .38 zrobiło zabawkowy zielony pistolecik na wodę. Usunęło też z listy emoji karabin. W tym samym czasie Microsoft zrobił ruch w drugą stronę: zastąpił dotychczasowy futurystyczny, kolorowy pistolecik energetyczny konkretnym szarostalowym rewolwerem. Rzecznik firmy asekurował się wówczas tłumaczeniem, że wcale nie chodzi o promowanie broni, ale o dostosowanie każdego glifu do standardów Unicode. Wkrótce po tym kierunek wskazany przez Apple’a przyjął WhatsApp, ale na tym się skończyło. Google ogłosiło, że wierzy w interoperacyjność, a więc zachowa normalną broń.

Po strzelaninie na Florydzie najwyraźniej albo standardy przestały być standardowe, albo przestały kogokolwiek obchodzić. Ostatnie tygodnie to fala masowego przerabiania wizualizacji emoji pistoletu na jakieś plastikowe zabawki. Samsung w aktualizacji Samsung Experience do wersji 9.0 zastąpił rewolwer pistolecikiem na wodę. Twitter wprowadził nowy standard Twemoji 2.6, w którym zrobił to samo, tylko brzydziej. Facebook, który od samego początku korzystał z obrazka rewolweru, by w ostatnich latach go jedynie urealistycznić, zapowiedział że zastąpi go czymś bardziej odpowiednim (piktogramu jeszcze jednak nie pokazano).

Przyszedł w końcu czas na tych, którzy tak deklarowali przywiązanie do interoperacyjności i standardów. Wczoraj, 25 kwietnia Google wydało aktualizację swojego katalogu emoji, w którym klasyczną spluwę zastępuje przekombinowany pistolet na wodę. Kilka godzin później Microsoft, nie chcąc być gorszym, ogłosił, że pracuje nad zmianą windowsowych emoji, tak aby odzwierciedlały wartości firmy i opinie użytkowników. Jak wyglądają te wartości? Oczywiście pistolecik na wodę.

Może po prostu pistolecik na wodę stał się nowym standardem, może konsorcjum Unicode powinno zmienić nazwę U+1F52B na „water pistol”? Niestety, mamy do czynienia z przykładem inżynierii społecznej. Nie można dziś zignorować znaczenia emoji dla globalnej kultury jako uniwersalnie zrozumiałej formy komunikacji. Te wszystkie działania amerykańskich firm na rzecz uwidocznienia w emoji różnorodności rasowej, równości płci i akceptacji związków homoseksualnych są formą kształtowania takiego uniwersalnego języka, bazującego na pewnej ograniczonej liczbie zestandaryzowanych słów.

Z jednej strony możliwe więc staje się mówienie-pokazywanie rzeczy, na których decydentom firm IT zależy, z drugiej zaś strony inne rzeczy stają się niemożliwe, albo po prostu komiczne. Jak o prawie do broni dziś mówić za pomocą emoji, które na praktycznie każdej platformie rysuje się jako pistolecik na wodę? Co najwyżej mówimy wtedy o prawie do pistolecików na wodę – hoplofobia wygrywa już na starcie w warstwie symbolicznej.

© dobreprogramy