Google wspiera policję: znajduje smartfony, które były w pobliżu miejsc zbrodni

Strona główna Aktualności
Google wspiera policję: znajduje smartfony, które były w pobliżu miejsc zbrodni
Google wspiera policję: znajduje smartfony, które były w pobliżu miejsc zbrodni

O autorze

Google śledzi i zapisuje położenie naszych urządzeń z Androidem, nawet jeśli ta funkcja zostanie wyłączona. Historia lokalizacji będzie zapisywana przez Mapy Google, pogodynkę i inne aplikacje. Google twierdzi, że te dane pomagają lepiej dopasować usługi do naszych potrzeb, ale to nie koniec. Jeśli policja przedstawi nakaz sądowy, otrzyma dostęp do historii lokalizacji osób podejrzanych.

Baza SensorVault pomaga policji

Google utrzymuje, że wykorzystuje historię lokalizacji smartfonów, by spersonalizować rekomendacje, mapy, lepiej informować o korkach, pomóc znaleźć smartfon i oczywiście proponować lepsze reklamy. Jednak ogromna baza danych SensorVault jest też nieocenioną pomocą podczas prowadzenia dochodzenia kryminalnego. Google może pomóc służbom odnaleźć podejrzanych. Wystarczy, że z ogromnej bazy znajdzie identyfikatory smartfonów, które znajdowały się w pobliżu miejsca popełnienia przestępstwa w zbliżonym czasie. Oczywiście wszystko odbywa się na mocy nakazu sądowego (tzw. geofence) z odpowiednimi informacjami o czasie i miejscu zdarzenia.

Trzeba tu zaznaczyć, że Google nie udostępnia danych osobowych od razu. Zamiast tego przekazuje w ręce śledczych anonimową historię i prosi o zawężenie listy. To na śledczych spoczywa obowiązek odnalezienia wzorców i identyfikacji podejrzanych zapisów i w tym celu mogą poprosić o kolejne porcje danych, pokazujące ruchy potencjalnych podejrzanych w dłuższym wycinku czasu. Jeśli im się uda znaleźć kilka takich śladów, mogą otrzymać imię, nazwiska i adresy e-mail podejrzanych osób.

Baza ma prawie 10 lat, ostatnio liczba zapytań wzrosła

Według informacji uzyskanych przez New York Times, Google od prawie 10 lat utrzymuje bazę danych, znaną wewnętrznie jako SensorVault, przechowującą historię lokalizacji setek milionów smartfonów z niemal całego świata.

Dlaczego dowiadujemy się o tym dopiero teraz? Pierwszy nakaz tego typu został wydany w 2016 roku. Od tamtej pory informacja o takiej metodzie pozyskiwania danych rozeszła się między amerykańskimi funkcjonariuszami, także na poziomie lokalnym. W ciągu ostatnich 6 miesięcy znacznie wzrosła liczba takich zapytań. Rekordem było 180 nakazów, które firma Google otrzymała w ciągu zaledwie jednego tygodnia.

Technika nie daje gwarancji sukcesu

Metoda jest bardzo przydatna między innymi podczas badania serii zamachów, ale nie gwarantuje sukcesu. Przynajmniej jedna niewinna osoba spędziła w więzieniu czas niesłusznie. Mężczyzna został oskarżony o zabójstwo i pozbawiony wolności na cały tydzień. Obserwatorzy martwią się też o poszanowanie prywatności i gromadzenie danych jako takie.

© dobreprogramy