Huawei MateBook X Pro – test długodystansowy, czyli zamierzam spędzić tydzień tylko z Mate'em

Strona główna Aktualności

O autorze

Huawei na rynku laptopów poczyna sobie coraz śmielej. Ekonomiczne MateBook D biją w Polsce rekordy popularności, a model MateBook 13 z funkcją zbliżeniowej wymiany danych swego czasu wywarł na mnie naprawdę dobre wrażenie. Pamiętam, z uwagi na dopracowaną klawiaturę nazwałem go świetną maszyną dla dziennikarza. Nowy MateBook X Pro tymczasem ma być sprzętem jeszcze lepszym. Wielozadaniowym kombajnem, który nie uznaje kompromisów.

Zaproponowano mi, abym na tydzień odłożył na bok wszystkie komputery, z których korzystam, i przesiadł się na Huawei MateBook X Pro. Tak w celach zarobkowych, jak i do rozrywki. Myślę, co mi szkodzi. Co z tego wyszło, dowiecie się już po Nowym Roku.

W tej chwili kluczem jest zarys faktograficzny, a także garść wrażeń na gorąco. Bo trzeba przyznać, że Huawei MateBook X Pro rzeczywiście ma prawo zaintrygować.

Drugie podejście do komputerowego hi-endu, czyli bardziej funkcjonalnie i wydajniej

Technicznie rzecz ujmując, nowy Huawei MateBook X Pro zastępuje swego imiennika z roku 2018, czyli pierwszy notebook klasy premium w ofercie producenta z Shenzhen. Mówią, że początki bywają trudne, ale Huawei poradził sobie lepiej niż nieźle, i to w unikatowym stylu.

Zaoferował sprzęt 13,9-calowy, a więc dysponujący nieco większą przekątną niż statystyczny ultrabook, a jednak nieszczególnie większy od rywali. Wszystko za sprawą niezwykle cieniutkiego obramowania. Wprowadził przy tym kilka nowatorskich rozwiązań, które wtedy jeszcze nie były tak powszechne jak dzisiaj. Tu warto wymienić chociażby kamerkę chowaną w klawiaturze, a także czytnik linii papilarnych we włączniku. Mało tego, MateBook X Pro był jednym z pierwszych laptopów ultramobilnych oferujących samodzielną kartę graficzną.

Całkiem efektowny debiut, można by rzec. A teraz na scenę wkracza nowy model, który oferuje kilka dodatkowych możliwości, w tym bardziej wydajne podzespoły i odświeżony układ chłodzenia.

Jak premium, to premium

Nowy Huawei MateBook X Pro ma wymiary 304 x 217 x 14,6 mm i masę 1,33 kg licząc z wbudowanym akumulatorem 57,4 Wh. Tak jak u poprzednika, jego obudowa jest wykonana w całości ze stopu aluminium, aczkolwiek ten cechuje się ciemniejszym, bardziej dystyngowanym odcieniem – nie jest już typowo srebrny, a bardziej myszowaty á la gwiezdna szarość.

13,9-calowa matryca jest typu IPS i może poszczycić się rozdzielczością 3000 x 2000 pikseli, a ponadto powłoką antyrefleksyjną i obsługą wielopunktowego dotyku. Jednocześnie pochłania aż 88 proc. powierzchni klapy, przez co sprzęt prezentuje się doprawdy futurystycznie.

Klawiatura ma nieco wyższy skok niż w przypadku poprzednika, co stanowi bezpośrednią odpowiedź Huawei na zarzuty użytkowników w tej kwestii. Zachowano natomiast cechy powszechnie chwalone, a mianowicie duży touchpad, chowaną kamerkę i przycisk zasilania z sensorem biometrycznym.

Pozytywnie zaskakuje dobór złączy wejścia-wyjścia. Po lewej stronie mamy gniazdo słuchawkowe i dwa USB-C, w tym jedno z obsługą protokołu Thunderbolt 3, po prawej zaś – USB 3.1 Gen 1 typu A. Ni mniej, ni więcej oznacza to, że wraz z Huawei MateBook X Pro nie trzeba nosić żadnych przejściówek, aby podłączyć do niego chociażby zwykły pendrive. Inna sprawa, że w zestawie z laptopem znajduje się adapter MateDock 2, który pozwala wyciągnąć z jednego USB-C znacznie więcej: USB-A, USB-C, D-Sub oraz HDMI. Tak, takie akcesorium zostało wliczone w cenę urządzenia.

A co pod maską? Przykład zdrowego rozsądku

Przechodząc do komponentów, Huawei stawia na procesor Intel Core i5-8265U, czterordzeniową i ośmiowątkową jednostkę o taktowaniu do 3,9 GHz. Niemniej w przyszłym roku ma pojawić się także wersja z Core i7. Ktoś pewnie pomyśli teraz: łee, przecież już są procesory Core 10. generacji. Jasne, tylko korzystają z dokładnie tej samej technologii 14 nm++ i mikroarchitektury. Pomijam oczywiście superniskoprądowe Ice Lake, mając na myśli wyłącznie wydajne Comet Lake.

Intel podbił częstotliwości zegara taktującego, ale to wiąże się ze zwiększoną emisją ciepła, co w filigranowych notebookach, takich jak MateBook X Pro, kończy się przeważnie throttlingiem. Realnie taktowanie spada. Para idzie w komin, mówiąc kolokwialnie. Natomiast Huawei twierdzi, że dzięki nowemu układowi chłodzenia, Shark Fin 2.0, Core i5-8265U zyskuje warunki optymalne, a co za tym idzie nie gubi megaherców. Oczywiście to jest do weryfikacji podczas testów.

Oprócz wspomnianego procesora, MateBook X Pro ma kartę grafiki Nvidia GeForce MX250 z 2 GB własnej pamięci GDDR5, 8 GB RAM typu DDR3-2133 i dysk półprzewodnikowy o pojemności 512 GB. Łączność zapewniają Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth oraz OneHop, znana już z modelu MateBook 13 funkcja przesyłania danych pomiędzy laptopem i smartfonem Huawei lub Honor z EMUI 9 za pomocą dotknięcia panelu roboczego. A zwieńczeniem całości są cztery głośniki w konfiguracji stereo i taka sama liczba mikrofonów, całość zgodna z Dolby Atmos.

Wbudowany akumulator wystarcza ponoć na nawet 15 godzin przeglądania internetu lub 12 godzin oglądania filmów, a technika fast charge według producenta umożliwia napełnienie w ciągu 30 minut baterii tak, aby wystarczyła na około 6 godzin pracy. To także do zweryfikowania.

Na papierze to brzmi naprawdę interesująco

Nie da się ukryć, że Huawei MateBook X Pro to sprzęt potrafiący się wyróżnić. Smukły, ale przy tym z ponadstandardowym ekranem, klasycznym USB-A i pojemną baterią. Biznesowy u podstaw, o czym świadczy duży nacisk producenta na urządzenia wprowadzające, zabezpieczenie biometryczne czy fizycznie chowana kamera, ale zarazem mogący sprawdzić się w rozrywce. W końcu nie bez kozery znalazła się tu samodzielna karta graficzna i głośniki z Dolby Atmos.

Na co liczę? Na komputer, który rzeczywiście pozwoli mi zapomnieć o wszystkich innych. Zdeklarowanym graczem nie jestem, zdecydowanie częściej piszę, ale jakąś grę chętnie czasem odpalę. Do tego często podróżuję oglądając filmy, więc ekran pełni rolę w dwójnasób kluczową. Musi zarówno zapewnić dostateczną widoczność w każdych warunkach, jak i zaoferować przyzwoitą jakość. Dobrze też, gdy akumulator ma długą żywotność, a sama obudowa nie brudzi się ani nie rysuje przy pierwszym lepszym kontakcie. Ciąg dalszy za tydzień...

© dobreprogramy