Huawei oszukuje w benchmarkach. Ich smartfony aktywują wówczas specjalny tryb pracy

Strona główna Aktualności
Źródło: Depositphotos
Źródło: Depositphotos

O autorze

Przez lata namnożyło się firm próbujących zawyżać wyniki swych urządzeń w benchmarkach. Jak podaje serwis AnandTech, do tego „elitarnego” grona właśnie dołączył chiński Huawei, będący zarazem właścicielem marki Honor. Dziennikarze ustalili, że smartfony z układami Kirin 970 oraz Kirin 960, uruchamiając znane aplikacje testowe, wchodzą w specjalny tryb pracy, w którym znacząco zwiększony zostaje budżet energetyczny. Tym sposobem, dzięki wywindowaniu do granic możliwości częstotliwości zegara taktującego, osiągane rezultaty idą znacząco w górę.

Przygotowano opasły test, w którym obrazowo przedstawiono obowiązujący mechanizm, na bazie modeli Huawei P20 Pro oraz P20, a także Honor Play – wszystkie z Kirinem 970.

Technicznie rzecz biorąc, każdy współczesny procesor, zwłaszcza mobilny, ma określony budżet energetyczny, stanowiący bezpośrednio o jego charakterystyce pracy. Na przykładzie – za wydajność Kirina 970 w scenariuszach wymagających wysokiej wydajności odpowiadają cztery rdzenie ARM Cortex-A73. Ich maksymalne taktowanie wynosi 2,36 GHz, ale tak naprawdę rzadko kiedy wynosi aż tyle. Zdecydowanie częściej częstotliwość zegara taktującego jest obniżana tak, aby utrzymać umiarkowane zużycie energii i temperaturę. Ponadto Kirin 970 ma cztery wysoce energooszczędne rdzenie Cortex-A53 o szybkości 1,80 GHz, na co dzień wykorzystywane do mniej wymagających zadań (konfiguracja big.LITTLE). Ich użycie również pozwala przedłużyć czas pracy na akumulatorze, zmniejszając zużycie energii, oczywiście kosztem spadku wydajności.

Ekipa AnandTech ustaliła natomiast, że współczesne smartfony Huawei i Honor, po uruchomieniu jednego ze znanych benchmarków, na przykład GFXBencha, przechodzą w tryb bezwzględnie forsujący jak najwyższą wydajność. Mówiąc kolokwialnie, w takim przypadku procesor zaczyna działać ile fabryka dała, ale zużycie energii potrafi wzrosnąć nawet dwukrotnie, z niespełna 4,4 do blisko 8,6 W. Podczas rzeczywistego użytkowania tego typu sytuacje nie występują, nawet w obliczu korzystania z najbardziej wymagających gier i narzędzi, co udało się zweryfikować poprzez użycie spreparowanych wersji benchmarków, których system telefonu nie był w stanie rozpoznać.

Co ciekawe, dostrzegłszy niniejszą tendencję, AnandTech zwrócił się ponoć do Wanga Chenglu z Huaweia, dyrektora generalnego sekcji software. – W ekosystemie Androida inni producenci również oszukują w kwestii cyferek – skomentował przedstawiciel, dodając, że nawet jeśli Huawei chciałby uczciwie postawić sprawę, to ich krajowa konkurencja dalej kontynuować będzie niechlubny proceder, utrudniając rywalizację. Innymi słowy: producent twierdzi, że zawyżanie wyników wydajności to naturalny element marketingu. Dopiero naciśnięty przez dziennikarzy Chenglu obiecał „weryfikację podawanych rezultatów testów syntetycznych przez firmy trzecie w przyszłości”.

Niestety trudno się oprzeć wrażeniu, że to my sami, konsumenci, jesteśmy w pewnym sensie winni działaniu korporacji. Bardzo chętnie dajemy ponosić się wszelkim cyferkom, decydując o zakupie konkretnego sprzętu, choć często potem nawet ich nie weryfikujemy, bo nie odczuwamy takiej konieczności. Skoro więc setki teraflopów nie są w smartfonie niezbędne, to czemu w ogóle przykuwamy do nich jakąkolwiek uwagę? To pytanie do wszystkich.

© dobreprogramy