Internet według USA: administracja Trumpa cenzurę zwalcza cenzurą

Strona główna Aktualności
Doanld Trump (Cheriss May/NurPhoto/Getty Images)
Doanld Trump (Cheriss May/NurPhoto/Getty Images)

O autorze

Internet miał być medium wolnym, gdzie każdy może się wypowiedzieć i dyskutować. Miał, ale nie będzie. Mamy kolejny dowód – stacja CNN dotarła do projektu administracji Trumpa, który może doprowadzić do nowego typu cenzury internetu. Konsekwencje znów odczuje cały świat.

Administracja Donalda Trumpa zamierza walczyć ze stronniczymi mediami społecznościowymi. Korzystając z Facebooka, Twittera i podobnych platform odnieśli wrażenie, że konserwatywne poglądy są tam częściej krytykowane i moderowane. Jako że mówimy o mediach o globalnym zasięgu, konsekwencje zmian są trudne do przewidzenia.

Facebook i Twitter wyjęci spod prawa

Z materiałów, do których dotarli dziennikarze CNN, wynika, że niektóre firmy działające w internecie mają zostać pozbawione ochrony Sekcji 230 Communications Decency Act. Długofalowym celem miałoby być stworzenie internetu neutralnego politycznie, choć to kłóci się z wolnością wypowiedzi.

Platformy społecznościowe nie mają przejąć odpowiedzialności za wszystkie materiały i poglądy użytkowników. Realizacja takiego wymogu byłaby niemożliwa. Ta część Sekcji 230 zostaje bez zmian.

Administracja Trumpa poprosiła Federalną Komisję Handlu i Federalną Komisję Komunikacji o nową interpretację przepisów w kontekście moderacji treści. Zmiany miałyby zapobiec moderacji stronniczej politycznie, która jest niekorzystna dla konserwatywnych poglądów.

Cenzura zwalczy cenzurę

Dochodzi tu do paradoksu. Rzekoma cenzura treści na portalach społecznościowych będzie zwalczana dalszą cenzurą. Ujawnione dokumenty zakładają, że w Sekcji 230 CDA wprost wymienione zostaną praktyki niesprawiedliwe, zwodnicze, antykonkurencyjne i wykonywane w złej wierze. Portale społecznościowe, usuwające lub ograniczające widoczność treści bez informowania użytkowników, będą naruszać ten zapis.

Internet jest stronniczy, ale nie tak, jak myślą politycy

Głosy osób o konserwatywnych poglądach rzeczywiście bywają uciszane, ale nie z tego powodu, o którym mówi administracja Trumpa. Problem leży w zupełnie innym miejscu. Amerykańscy konserwatyści są banowani na platformach społecznościowych z powodu naruszeń regulaminu. Popularnym powodem jest nawoływanie do przemocy, szerzenie nienawiści i ataki personalne. W Polsce z podobnych powodów z Facebookiem pożegnali się działacze ONR i NOP.

CNN dotarł do dokumentów z bardzo wczesnych etapów projektu „Protecting Americans from Online Censorship”. Jeszcze sporo może się zmienić, jeśli FCC i FTC wyrażą inne zdanie.

© dobreprogramy