Jak łatwo zarobić 135 tys. zł w rok? Można na przykład pograć w PUBG... na cheatach

Strona główna Aktualności
Źródło: Materiały prasowe PUBG Corp
Źródło: Materiały prasowe PUBG Corp

O autorze

W miniony czwartek PUBG Corp, autorzy niezwykle popularnego Playerunknown's Battlegrounds, rozpoczęli zmasowany atak na cheaterów, czyli osoby wykorzystujące podczas rozgrywki zabronione oprogramowanie wspomagające. W efekcie zbanowanych zostało ponad 30 tys. graczy. Co niespodziewane, wśród zablokowanych znalazło się także kilku znanych e-sportowców. I nie, nie jest to błąd algorytmu – zawodowcy naprawdę próbowali oszukiwać.

Prawdziwą plagą w PUBG stały się tzw. radar hacki. Są to aplikacje, które pobierają z serwera dane o pozycji innych graczy na mapie i poprzez szyfrowane połączenie VPN wysyłają je do oszusta. Ten, korzystając z drugiego monitora, smartfonu lub nakładki ekranowej, otrzymuje dokładny wgląd w działania rywali. Deweloper przez długi czas nie mógł uporać się z tego rodzaju narzędziami. Z odsieczą przyszła dopiero najnowsza wersja oprogramowania anty-cheatowego BattleEye, które wreszcie potrafi wykryć aktywność większości radar hacków.

Znane ksywki wśród zbanowanych

Efekt okazał się co najmniej zaskakujący. Pod topór trafiła spora grupa zawodowych graczy z Europy i Ameryki Północnej. Często są to osoby utytułowane, jak Can „TEXQS” Ozdemir grający w zespole Pittsburgh Knights, który przez ostatni rok zebrał nagrody o łącznej wartości 36 tys. dol. Śledztwo przeprowadzone przez organizację wykazało, że Ozdemir rzeczywiście stosował niedozwolone wspomagacze. Na Twitterze wydano oficjalne oświadczenie z przeprosinami.

Podobny los spotkał „Sezk0” i „Houlowa” z francuskiego teamu SDF. Partner z zespołu, Nicolas Vincent “Fr_Steph” Fayon, przyznał, że doskonale wiedział o hackach. – Zadecydowali o tym [używaniu cheatów – przyp. red.] bez konsultacji z resztą – stwierdził, dodając jednak, że „ich zachowanie podczas gry i nieposłuszeństwo wobec rozkazów wskazywały na użycie wspomagaczy”. Sami zainteresowali zamilkli. Za to z własnej woli do cheatowania przyznała się dwójka zawodników z Copenhagen Flames, „Hoffmann88” i „Player Jones”. Przy czym ten drugi okazał się bardziej zmartwiony faktem wykrycia komercyjnie oferowanego cheatu, niż własnym oszustwem. – Używałem narzędzia Xradar, które miało być w 100 proc. bezpieczne. Cóż, nie było – napisał.

Pewną ciekawostkę stanowi natomiast zachowanie Aleksandra „S1D” Sidorova z Russian Red Diamonds. Pomimo zakwalifikowania się do European Pro League, na kilka godzin przed wypłynięciem fali banów Rosjanin ogłosił koniec e-sportowej kariery. Usunął jednocześnie swoje konto, więc nie można potwierdzić, czy brał udział w procederze oszustw, a był o to podejrzewany.

Cios w scenę e-sportową

Na nieszczęście fanów PUBG, a także wszystkich innych zwolenników e-sportu, niniejsza sytuacja nie przysporzy sportom elektronicznym dobrej prasy. Rodzi się bowiem oczywiste pytanie: w jakiej kondycji jest scena innych gier i ile sportowego ducha tkwi w e-sporcie, skoro prostym narzędziem można kompletnie zaburzyć wyniki rywalizacji? Oczywiście tak jak farmakologiczny doping jest problemem klasycznego sportu, tak cheaty są problemem e-sportu, tyle że w przypadku rozgrywek online oszuści są znacznie trudniejsi do wytropienia i usunięcia.

A sytuacje jak ta mogą tym bardziej zachęcić nieuczciwych graczy do wzmożonej aktywności. Przypomnę, Can „TEXQS” Ozdemir w ciągu ostatniego roku wygrał sumarycznie 36 tys. dol., czyli ponad 135 tys. zł. Utracił przy tym szacunek na scenie, ale pieniędzy nikt mu nie odbierze.

© dobreprogramy