Koniec 18-miesięcznej batalii. Fortnite ląduje w Google Play

Strona główna Aktualności

O autorze

To już koniec telenoweli pt. "problemy z Fortnite'em na Androida". Serial z punktu widzenia graczy zakończył się happy endem, choć nie można powiedzieć, by doszło do pięknego pojednania zwaśnionych stron.

Fortnite zadebiutował na Androidzie w sierpniu 2018, ale do tej pory nie był dostępny w Sklepie Play. Najpierw użytkownicy samsungów mogli go pobrać z Galaxy Store'a, a w listopadzie tegoż roku pozostali dostali instalator dostępny na stronie Epic Games.

Dlaczego twórcy unikali Google Play jak ognia? Cóż, chodziło o - a jakże - pieniądze.

Fortnite na Androida i spór o 30 proc.

Na mocy umów licencyjnych Google pobiera od wydawców 30 proc. przychodów ze sprzedaży gier i aplikacji, a także mikropłatności.

Fortnite - choć darmowy - generuje ogromne pieniądze ze sprzedaży wirtualnych, opcjonalnych dodatków. W 2019 roku było to łącznie 1,8 miliarda dolarów. Za znaczną część tej kwoty odpowiadają wersje mobilne.

Gra toczyła się więc przynajmniej o dziesiątki milionów dolarów, które Epic Games musiałoby oddać Google'owi tylko za obecność w jego sklepie. Wydawca postanowił więc postawić na własne kanały dystrybucji, by zachować dla siebie 100, a nie 70 proc. zysków.

Google'owi było to oczywiście nie w smak i to z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze - koło nosa przechodziły mu ogromne pieniądze. Po drugie - cała sytuacja wyglądała źle ze względów czysto wizerunkowych. Oto posiadacze iPhonów mogli bez problemu pobierać najpopularniejszą grę świata z konkurencyjnego App Store'a, a użytkownicy Androida musieli kombinować.

Ofiarą wojny Google'a i Epic Games było bezpieczeństwo graczy

Epic Games omijając Sklep Play w oczywisty sposób naraziło graczy na potencjalne niebezpieczeństwo. Jego działania okazały się zachętą dla hakerów, którzy zalali sieć fałszywymi instalatorami ze złośliwym oprogramowaniem. Ponadto użytkownicy musieli odblokować w systemie instalację aplikacji z nieoficjalnych źródeł, co zwiększa podatność urządzenia na ataki.

Co więcej, Google prześwietlił instalator Fortnite'a pod kątem bezpieczeństwa i wykrył poważną lukę. Okazało się, że przez dziurawy instalator dowolna zainfekowana aplikacja była w stanie podmienić zawartość zainstalowaną na pamięci zewnętrznej. Zdolny haker przejąłby w ten sposób kontrolę nad urządzeniem.

Google poinformował Epic Games o znalezionym błędzie, ale też szybko upublicznił informacje na jego temat wraz z dokumentacją techniczną. A taka dokumentacja do broń obosieczna. Można ją wykorzystać zarówno do uczenia się na cudzych błędach i załatania luk w innych aplikacjach, jak i do przeprowadzenia ataku.

Część obserwatorów rynku było zdania, że Google chciał skompromitować niedoszłego partnera, narażając przy tym bezpieczeństwo graczy. Wielu nie zdążyło bowiem pobrać stosownej łatki przed upublicznieniem dokumentacji luki.

Ostatecznie Fortnite trafił do Sklepu Play, ale spór Google'a i Epic Games trwa

Przeszło 1,5 roku po debiucie androidowej wersji Fortnite'a ta wylądowała w sztandarowym sklepie z aplikacjami. Ale.

Epic Games w opublikowanym przez siebie oświadczeniu zarzuca Google'owi, że stawia oprogramowanie dostępne poza Sklepem Play w "niekorzystnej sytuacji". Chodzi m.in. o wyświetlanie monitów o potencjalnym zagrożeniu związanym z instalacją aplikacji z nieoficjalnych źródeł.

Gracze z finału całej historii powinni być zadowoleni, ale happy end nie oznacza bynajmniej, że dwaj giganci się po ludzku dogadali.

Najnowszą wersję gry Fortnite na Androida, iOS, Windowsa i macOS znajdziecie w naszej bazie programów.

© dobreprogramy
s