Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

Retromaniak: Atak klonów, czyli krótka historia o tym jak IBM niechcący ograł garażową konkurencję i co z tego wynikło

Co jakiś czas słychać głosy, że rynek komputerów osobistych się kończy, że do grania to są konsole, do oglądania filmów duży telewizor + Netflix, a do konsumpcji treści w Internecie tablety albo smartfony. Jest w tym trochę prawdy, słupki sprzedaży nowych komputerów faktycznie wyglądają coraz mniej imponująco, my za to coraz częściej jesteśmy wręcz przyklejeni do swoich smartfonów. Sam jestem tego świetnym przykładem...

Statystyki sprzedaży przekłamują jednak ten obraz ponieważ cykl życia komputerów w ostatniej dekadzie znacznie się wydłużył. Nadal posiadamy w swoich domach notebooki lub stacjonarne jednostki, tyle że często są to sprzęty nawet sprzed kilku lat (piszę to na MacBooku Pro z 2014 roku). Nadal bowiem są rzeczy których na smartfonie czy tablecie zwyczajnie nie zrobimy. Zresztą te ostatnie zwykle kurzą się już gdzieś na półce, choć prorokowano, że zrównają PC z ziemią.

Mało tego, równolegle w ekspresowym tempie rozwija się rynek komputerów dla graczy, a karty graficzne biją kolejne rekordy w zakresie wydajności i... tego ile trzeba za nie zapłacić. Idę o zakład, że będzie w tym zakresie coraz lepiej, jest to bowiem pokłosie zmian jakie już nastąpiły wśród młodszych pokoleń, gdzie e-sport zastąpił sport, a idolami nie są już ci, którzy najlepiej kopią piłkę po trawie, ale ci, którzy wygrywają widowiskowe turnieje w rodzaju Intel Extreme Masters.

r   e   k   l   a   m   a

To wszystko napędza oczywiście sprzedaż coraz wydajniejszego sprzętu, takiego jak np. poniższe monstrum.

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego wszystko to jest możliwe? Jak to się stało, że to właśnie pecety stały się najpopularniejszymi komputerami osobistymi na świecie, a nie np. makówki Apple'a albo konstrukcje niegdysiejszych potentatów takich jak np. Commodore, Atari, Xerox i całej masy innych, które zniknęły w odmętach historii?

Stało się tak za sprawą jednego, jak się później okazało mistrzowskiego, posunięcia firmy IBM - postawienia na otwartą architekturę swojego pierwszego komputera osobistego IBM Personal Computer (IBM PC) zaprezentowanego w 1981 roku.

Takie posunięcie wydawało się niedorzeczne i prawdopodobnie nigdy by do niego nie doszło gdyby nie zostało podyktowane zdroworozsądkowym wyborem, co... biznesową koniecznością. Dziś trudno w to uwierzyć, ale w owych czasach IBM był w skrajnych powijakach jeżeli chodzi o komputery osobiste.

Pod koniec lat 70-tych XX w. niebieski gigant nadal myślał jedynie o wielkich maszynach dla biznesu kompletnie nie przeczuwając nadchodzącej rewolucji. Tymczasem konkurencja nie próżnowała wprowadzając do sprzedaży całkiem nowy rodzaj (mikro)komputerów wywracając cały rynek do góry nogami. Już w pierwszej połowie lat 70-tych pojawiły się jaskółki zmian postaci takich komputerów jak Xerox Alto (notabene naprawdę wizjonerska konstrukcja), Wang 2200, czy Altair 8800.

W drugiej połowie tej dekady, Commodore masowo sprzedawało już swój model PET, Atari modele 400 i 800, Apple model II, Tandy serię TRS-80. Nie miały one kosmicznych możliwości, nie nadawały się do zaawansowanych zastosowań, ale zmieniały myślenie o komputerach. Koniec z wielkimi maszynami zajmującymi całe piętra w biurowcach, komputery wkraczały "pod strzechy".

IBM był zaś daleko w tyle. Co prawda od 1975 IBM oferował stosunkowo niewielki (bo w założeniach przenośny) komputer IBM 5100, ale nie dorównywał on możliwościami produktom konkurencji, a był od nich znacznie droższy. Dopiero w 1978 roku podjęto prace nad pierwszym mikrokomputerem firmy (System/23 Datamaster ), ale wciąż nie nie szedł on z duchem czasu. Był wielki, ważył około 43 kg, ale co najgorsze kosztował małą fortunę (około 10 tys. dolarów, co na dzień dzisiejszy stanowi ekwiwalent około 27 tys. dolarów).

To nie był ten kierunek (choć i tak można powiedzieć, że nastąpił duży progres bo minikomputery IBMa startowały od 90 tys. dolarów).

Legendarny producent komputerów potrzebował więc swojego komputera osobistego dosłownie na gwałt. Nie ze względu na biznes, bo ten nadal robił na dużych maszynach, ale chociażby ze względu na wizerunek, który wpływał na notowania akcji. Potrzeba posiadania w ofercie IBM takiego sprzętu była tak oczywista dla wszystkich, że w końcu nawet Atari w lipcu 1980 roku złożyło propozycję gigantowi, że to ono... opracuje i wyprodukuje dla niego komputer osobisty. Propozycja została oczywiście odrzucona, ale skłoniła zarząd firmy do rozpoczęcia intensywnych prac nad komputerem osobistym z prawdziwego zdarzenia, IBM Personal Computer.

Opracowanie projektu jak tego dokonać wziął na swoje barki Bill Lowe, jeden z dyrektorów giganta. Dostał na to... miesiąc. To, co stało się potem zmieniło rynek raz na zawsze.

Szefem projektu został Don Estridge, który wyszedł z założenia, że jeżeli ma współzawodniczyć z firmami garażowymi, musi zacząć w garażu.

W tym miejscu mała dygresja. Już w tamtych czasach firma IBM była niewyobrażalnie wielkim przedsiębiorstwem zatrudniającym 337 tys. pracowników i osiągającym 23 mld dolarów rocznego przychodu. Tak olbrzymie organizacje są zwykle mało obrotne, więc rozważano też przejęcie jednej z konkurencyjnych firm sprzedających komputery za nieprawdopodobnie niskie (jak na standardy IBM) ceny. Jak wspomniałem, wybrano jednak inną drogę. Fani Atari zwykle nie zdają sobie sprawy jak niewiele brakowało aby ich ukochana firma została wówczas wchłonięta przez błękitnego giganta.

Wróćmy jednak do głównego wątku. Powołanie do życia, pracującego całkowicie niezależnie, zespołu to był dopiero początek nieszablonowych decyzji. Dotychczas IBM był producentem w zasadzie wszystkich komponentów używanych w swoich komputerach. Ta zasada dotyczyła także oprogramowania. IBM kupowało jedynie transformatory i półprzewodniki. Działając pod presją czasu zespół Don Estridge'a zdecydował się zastosowanie istniejących już na rynku rozwiązań, zamiast projektowania nowych.

W ten oto sposób, w odróżnieniu od serii komputerów IBM 5100/5110/5120, pod maskę nowo projektowanego komputera osobistego trafił procesor firmy Intel (8088 4,77 MHz), a nie jakaś ulepszona wersja procesora IBM PALM. Wśród młodych, dynamicznie rozwijających się konkurentów takich jak Atari, Commodore, Apple, czy Tandy była to normalna praktyka - ich komputery oparte były na procesorach zewnętrznych firm MOS (6502 ) lub Zilog (Z80 ). IBM działał dotąd inaczej. Co prawda model IBM System/23 Datamaster (o którym wspominałem wcześniej) także oparty został o procesor Intela (8085 ), ale w chwili tworzenia projektu IBM PC jeszcze nie zadebiutował, poza tym 8085 miał 8-bitową architekturę.

Wybór takiego, a nie innego procesora był nieprzypadkowy. Komputery "garażowej" konkurencji oparte były na procesorach 8-bitowych, zdolnych do zaadresowania jedynie 64kB pamięci. Przykładowo, w przypadku komputera Apple II, który posiadał 16kB ROM, do dyspozycji użytkownika mogło zostać oddane maksymalnie 48kB RAM, już wówczas było to istotne ograniczenie z którym należało się liczyć. Tymczasem Intel 8088 miał hybrydową, 8/16-bitową architekturę i mógł adresować do 1MB pamięci, co wówczas było wielkością iście kosmiczną.

Oprócz istniejącego procesora zdecydowano się też na gotowy model monitora oraz drukarki igłowej - tę ostatnią miał dostarczać japoński Epson. Od podstaw zaprojektowana została jednostka centralna oraz klawiatura. Prawdziwą rewolucją było jednak uczynienie całej architektury otwartej tj. opublikowanie specyfikacji technicznych oraz kodów źródłowych niezbędnych aby zewnętrzne firmy mogły produkować komponenty oraz oprogramowanie. Wiele jest kamieni milowych w historii rozwoju komputerów i to był właśnie jeden z nich.

Analogicznie postąpiono z systemem operacyjnym. Dotychczas komputery miały najczęściej zaszyty na stałe w pamięci ROM interpreter języka BASIC. Zespół Don Estridge'a zdecydował się na rozwiązanie bardzo nowatorskie. Najbardziej elementarne funkcje systemu zapewniające współpracę oprogramowania ze sprzętem obsługiwał BIOS (Basic Input/Output System), natomiast różne systemy operacyjne mogły być załadowane z dyskietki. Przy tym wszystkim komputer nadal posiadał wbudowany interpreter języka BASIC. Bardziej istotny okazał się jednak sam flagowy system PC-DOS...

Jack Sams, który odpowiadał za część software'ową projektu skontaktował się z Billem Gatesem i poprosił go o niezobowiązujące spotkanie. Miał ponoć powiedzieć aby szef Microsoftu nie był zbyt podekscytowany i nie oczekiwał jakiegoś wielkiego wydarzenia. Czas pokazał jak bardzo się mylił - był to bowiem punkt zwrotny w historii firmy Microsoft. Sams nie mylił się jednak w ocenie potrzeb swego pracodawcy. Już wcześniej przekonywał aby kupić od Microsoftu BASIC do komputera IBM System/23 Datamaster, słusznie argumentując, że tworzenie oprogramowania własnymi siłami będzie droższe i zajmie znacznie więcej czasu.

Do IBM PC trafił więc system QDOS (86-DOS) dostarczony przez Microsoft, a przemianowany przez IBM na PC-DOS. Technicznie rzecz biorąc nie był to autorski produkt Microsoftu gdyż firma kupiła go za... 75 tys. dolarów od Seattle Computer Products, która z kolei swój system stworzyła na bazie... CP/M, ale to już temat na inny wpis (pierwotnie IBM chciało użyć w PC właśnie CP/M). W każdym bądź razie Microsoft wygrał na tym podwójnie - nie tylko sprzedając PC-DOS IBMowi, ale rezerwując sobie prawo do sprzedawania własnego MS-DOS stworzył podwaliny późniejszego sukcesu.

IBM PC, w nomenklaturze producenta oznaczany pierwotnie jako IBM 5150, został oficjalnie zaprezentowany na konferencji prasowej 12 sierpnia 1981 roku - rok po rozpoczęciu prac. Pierwotna specyfikacja nie powalała na kolana. Komputer wyposażony był jedynie w 16 kB pamięci RAM, nie miał dysku twardego, ani choćby jednej stacji dyskietek. Za pamięć masową służyły bowiem... kasety (swoją drogą mało kto wie, że ich obsługa była jeszcze możliwa w MS-DOS 5). Podstawowa konfiguracja kosztowała jednak mityczne półtora tysiąca dolarów. Rozszerzony model miał 256 kB pamięci i dwie stacje dyskietek 5,25" 180 kB.

Dzięki nowatorskiej konstrukcji oraz świetnie poprowadzonej kampanii reklamowej IBM PC zaczął zdobywać dla firmy całkowicie nowych klientów. W dalszym ciągu nie było jednak wcale pewne, że stanie się rynkowym standardem i zepchnie praktycznie wszystkich (poza Apple) dynamicznie rozwijających się "garażowych" konkurentów w niebyt.

Stało się tak za właśnie za sprawą otwartej architektury. Technicznie rzecz biorąc komputery konkurencji często też posiadały otwarte specyfikacje np. portów rozszerzeń, jednak żaden z nich nie został od podstaw zaprojektowany z myślą o tak szerokich możliwościach rozbudowy, czy wymiany komponentów. Dziś zwiększenie ilości pamięci, wymiana karty graficznej, dysku twardego itp. wydaje się oczywistą oczywistością (no może poza notebookami, bo tu bywa z tym różnie). W tamtych czasach oczywiste to jednak nie było.

Ta przełomowa filozofia doprowadziła do dynamicznego rozwoju producentów dostarczających własne komponenty kompatybilne z IBM PC. Przykładowo Seagate początkowo stał się dla IBM dostawcą OEM dysków twardych ST-412 o pojemności 10MB, a później sam zaczął dostarczać dyski ST-225 20MB już pod własną marką, które były masowo (jak na owe czasy) wykorzystywane w różnych klonach IBM PC XT/AT.

I tu dochodzimy do sedna tej historii. W mojej ocenie to właśnie klony przypieczętowały tę rewolucję. Gdyby komputery klasy IBM PC produkował tylko IBM, ze swoją wygórowaną polityką cenową oraz korporacyjną bezwładnością, kto wie czy w tych rynkowych przepychankach zwycięzcą nie okazałoby się mimo wszystko Apple, Commodore, Atari albo jeszcze jakiś inny producent, który zniknął w otchłaniach historii...

Tymczasem otwartość architektury spowodowała, że zaczęły pojawiać się komputery niezależnych producentów będące w 100% kompatybilnymi odpowiednikami IBM PC (XT/AT). Na początku mniej lub bardziej wierne imitacje, a następnie zwyczajne składaki. Ich siłą była zwykle niższa cena, często też lepsza specyfikacja. I to właśnie one zaczęły zalewać rynek i go napędzać. Czy z punktu widzenia IBM było to pożądane zjawisko?
(podobne pytanie można sobie zadawać w stosunku do Microsoftu: czy gdyby nie piractwo system Windows albo pakiet biurowy Office osiągnąłby taki sukces?)

Jak to bywa z rewolucjami w końcu zjadła ona i własne dzieci. IBM szybko wrócił do korporacyjnego myślenia o otwartej architekturze PC i usiłował zamknąć tę swoistą puszkę Pandory. Było już jednak za późno. Za epilog tej historii niech posłuży komentarz użytkownika ilili, który znajdziecie pod tym tekstem. IBM nie produkuje już dziś komputerów klasy PC.  

sprzęt hobby inne

Komentarze