Retromaniak: Wielkie produkcje nie mają w sobie tej duszy, czyli jak powstawały grafiki do Freda, Misji i Lasermanii

Wczoraj zakończyło się Last Party 2017, wspominkowa impreza dla miłośników Atari, zorganizowana z okazji 20. rocznicy pierwszego copy-party w Opalenicy. W tym kameralnym, ale bardzo sympatycznym spotkaniu miałem okazję uczestniczyć raptem przez parę godzin, szczęśliwie nie ominęły mnie dwie największe atrakcje.

Pierwsza z nich to oczywiście tzw. kompoty, czyli przegląd prac przygotowanych specjalnie na Last Party, połączony z głosowaniem na najlepsze. Bodaj najciekawsze z nich pojawiły się w kategorii Crazy. W ramach niej została zgłoszona gra "Great Green Adventure" (autorstwa tandemu Dely + Zlew), wymagająca refleksu i sporej zręczności, której przejście okazało się wcale niebanalne. Mnie jednak bardziej spodobał się "nieenmodr" (pgru) - przygotowany z przymróżeniem oka, taki a'la emulator starego komputera Odra. Niestety byłem w mniejszości, bo poległ w starciu z Great Green Adventure ;)

Po tylu latach naturalnie nikt nie spodziewał się zatrzęsienia prac, dlatego też organizatorzy przygotowali małą niespodziankę. Wybór najlepszych produkcji jakie pojawiły się na przestrzeni lat, podczas wszystkich party organizowanych w Opalenicy. Trzeba tu bowiem zaznaczyć, że było ich całkiem sporo - oprócz zimowego Last Party (1997-2003) odbywało się tu bowiem także Lato Ludzików (1999-2002). W tym konkursie oglądania i słuchania było już znacznie więcej. Najbardziej spektakularne (zważywszy na ograniczenia) były oczywiście intra w kategoriach 256 bajtów i 16 kB - dziś byle wyświetlacz w kuchence ma więcej pamięci...

Przyczynkiem do tego wpisu nie były jednak "kompoty", ale to co jest esencją takich spotkań - ludzie. Last Party było bowiem okazją do spotkania się i porozmawiania Krzysztofem "Kazem" Ziembikiem - szefem AtariOnLine.pl, Piotrem "Piterem" Krużyckim - naczelnym reaktywowanego magazynu Atari Fan i wieloma innymi ciekawymi osobami. Prawdziwą gwiazdą wieczoru był jednak Marek Siewior, postać dla atarowców bez mała legendarna.

Marek Siewior był bowiem współtwórcą grafik i animacji do gier wydawanych na małe Atari przez - istniejące zresztą do dziś - Laboratorium Komputerowe Avalon. I to gier nie byle jakich, bo mówimy tu o takich tytułach jak Fred, Misja i Lasermania. Podczas Last Party, Marek opowiadał jak one powstawały.

Zdolności plastyczne przejawiał już od najmłodszych lat, rysując rzeczy najprzeróżniejsze. Od bohaterów bajek poprzez różne postaci szkicowane w wolnych chwilach, w domu i w szkole (jego szkolny szkicownik był rozrywany przez kolegów i koleżanki). Rysował też wymyślone okładki gier komputerowych. Była to bowiem końcówka lat 80-tych, czasy głębokiego piractwa, kiedy to gry hurtowo przegrywało się na kasety magnetofonowe podczas giełd komputerowych, a oryginałów praktycznie nikt nie widział na oczy. Może poza jedną czy dwoma kasetami dorzuconymi w zestawie z komputerem, kupowanym na osławionym "Zachodzie", ale i to nieczęsto. Marek oczami wyobraźni nastolatka rysował więc okładki takie, jakie sobie wyobrażał, że powinny być.

Grami i ich grafiką zafascynował się od pierwszego kontaktu z komputerem. Jego kolega posiadał ZX Spectrum na którym grali bez opamiętania. Komputer stał włączony przez 2-3 dni z załadowaną jedną grą, bo wczytywanie z taśmy magnetofonowej wymagało anielskiej cierpliwości. Do momentu gdy mama odkurzała pokój i wyłączyła go "tylko na chwilę" - wtedy trzeba było zabawę zaczynać od początku.

W końcu, po długim wierceniu dziury w brzuchu, Marek doprosił się od rodziców własnego komputera, a traf chciał, że było to Atari 800XL. Wówczas to zaczął też tworzyć grafikę na komputerze, przy czym szkicował najpierw na papierze milimetrowym, a następnie przenosił dzieło na ekran - zachowując skalę, piksel po pikselu. Wiele z takich szkiców było pokazywanych podczas Last Party, w tym m.in. szkice do Freda.

Rozpoczęcie pracy nad grafiką do Freda to skutek jego umiejętności, ambicji, ale i niemałego zbiegu okoliczności. Któregoś razu trafił na grę Robbo, która tak go zachwyciła, że postanowił ją jak najszybciej ukończyć. Na zakończenie gry pojawiły się napisy końcowe z informacjami o twórcach, Marek postanowił do nich napisać z pytaniem czy nie potrzebują kogoś do tworzenia grafiki. Potrzebowali, został zaproszony do biura LK Avalon, przy czym "biuro" okazało się 3-pokojowym mieszkaniem w bloku z wielkiej płyty, w którym zarówno się tworzyło, jak i mieszkało. W progu powitał go Janusz Pelc i nie bawiąc się w zbędne ceremoniały zapytał:

- potrafisz narysować jaskiniowca?
- pewnie!
- no to siadaj i rysuj

Marek jaskiniowca narysował, a chodziło oczywiście o tytułowego bohatera powstającej właśnie gry Fred. Projekt spodobał się na tyle, że dostał angaż. Musiał narysować postać Freda, a także przygotować animację jego postaci. Sztuka ta nie była prosta, bowiem żeby odwzorować ruch, mając do dyspozycji kwadrat składający się z bardzo ograniczonej liczby pikseli, trzeba się było naprawdę mocno nagimnastykować. Oprócz tego, Marek przygotowywał także projekty plansz i znajdujących się na nich obiektów.

Prace graficzne były podzielone pomiędzy Marka i Janusza. W przypadku Freda, po stronie pierwszego były sprite'y postaci i projekty poziomów, drugi robił ekran tytułowy oraz składał wszystko w całość. Przy kolejnych grach (Misja, Lasermania), odbywało się to na analogicznej zasadzie, choć czasami panowie zamieniali się rolami. Część grafik była tworzona na miejscu w biurze LK Avalonu, część Marek tworzył w domu, nagrywał na kasety i wysyłał. Między innymi dzięki jego pracy powstały kultowe gry, które po dziś dzień zajmują wysokie pozycje w rankingach polskich fanów małego Atari.

To była pierwsza poważna przygoda Marka Siewiora z grafiką komputerową, która - jak sam przyznaje - spowodowała, że związał się z branżą na dłużej, a nie poszedł w kierunku typowo artystycznym. Dzięki zarobionym pieniądzom (nota bene pierwszym w życiu), niedługo później stał się szczęśliwym posiadaczem własnego samochodu - brunatnego Fiata 126p ;) Jego dalsza kariera to grafika komputerowa, efekty i animacje, w tym także do wielu gier, np. Ultra Street Fightera 4.

Marek nadal jest jednak nie tylko twórcą, ale i graczem. Woli jednak stare gry, uważa bowiem, że nowe, wielkie produkcje nie mają już w sobie tej duszy. Na pierwszy rzut oka zachwycają wspaniałą grafiką, ale nikt już np. nie rysuje drzew piksel po pikselu, tylko cały ich las generuje komputer. Gdzieś po drodze zatraca się więc ta cała czysta frajda z grania, jaką miały starsze gry...

Możliwość posłuchania Marka na żywo była niewątpliwie wielką gratką. Jest on bowiem tyleż uzdolniony, co skromny. W sieci niewiele można znaleźć jego wypowiedzi, czy materiałów. Co najwyżej jakieś szczątkowe prace np. na dawno nieaktualizowanej stronie sivek4ever.blogspot.com, jednak nawet to miejsce pokazuje jak wielkie umiejętności posiada ten człowiek. Sam Fred wszedł zaś na stałe do kanonu ikon Atari, o czym świadczy choćby ta fanowska grafika, widoczna poniżej. Szkoda tylko, że w anglojęzycznych wersjach gier LK Avalonu (sprzedanych do Querope i Zeppelin Games) nie ma o Marku ani słowa...

Cieszę się, że miałem okazję poznać Marka i go posłuchać. Relacja pisana była z pamięci, dlatego z góry przepraszam za ewentualne przeinaczenia i błędy. Z tego co widziałem, wystąpienie było nagrywane, więc jeżeli tylko pojawi się gdzieś wideo, uzupełnię wpis o stosownego linka. 

Aktualizacja

Pojawił się zapis wideo z wystąpienia Marka Siewiora, zachęcam do obejrzenia:

 

Komentarze