Krótki test QCY T9 TWS: Tanie i dobre czy dobre, bo tanie?

Strona główna Lab Inne
Niewielkie, lekkie, długo działają na baterii, grają nieźle i są tanie. Czego chcieć więcej?
Niewielkie, lekkie, długo działają na baterii, grają nieźle i są tanie. Czego chcieć więcej?

O autorze

Czy wszystko co jest tanie, jest również dobre? Niekoniecznie, choć cena mocno obniża nam próg decyzyjności i oceny. Za testowane słuchawki z pewnością nie dałbym 300, 200 czy nawet 150 złotych, ale za niespełna 65 złotych to genialna propozycja. Poznajmy bliżej bezprzewodowe „pchełki” QCY T9 TWS.

Wygląd i budowa

Niedawno testowałem słuchawki Haylou GT2S, które bardzo przypadły mi do gustu. Owszem, cena również była decydująca, ale konstrukcja słuchawek, kompaktowa budowa i wygoda sprawiły, że bardzo często po nie sięgam. Czy tak samo jest z QCY T9 TWS? Owszem, choć tutaj konstrukcja jest mniej uniwersalna, niż we wspomnianej propozycji Haylou. Już samo etui ładujące, mimo iż wykonane praktycznie z identycznego materiału o takiej samej fakturze, jest zdecydowanie większe (o około 30%) i wyczuwalnie cięższe. Klapka również jest na magnes. Całość sprawia pozytywne wrażenie, jest dość solidne, ale nie zaryzykowałbym upuszczania na twardą powierzchnię.

Pchełki również są umieszczone w swoich idealnie dopasowanych miejscach z magnesem. Podobnie jak w Haylou GT2S trzymają się pewnie, trudno je wyjąć w rękawiczkach, ale mam wrażenie, że magnes jest odrobinę słabszy. Same pchełki także są większe (podobnie jak etui o ok. 30%), choć ich waga to pewnie różnica dziesiątych grama – wg. danych technicznych ważą po 4 gramy. Mimo faktu, że słuchawki są większe i grubsze, nie oznacza, że są mniej wygodne. Powiem inaczej – czuć je w uchu, ale trzymają się pewnie dzięki gumowym skrzydełkom, które wsuwają się w zagięcie małżowiny usznej. Niektórym może to przeszkadzać, bo po odpowiednim wciśnięciu słuchawki mogą nieco uciskać. To z pewnością pewien dyskomfort, do którego można się przyzwyczaić. Plusem jest zapewne bardzo stabilne trzymanie się ucha, dzięki czemu możemy ich używać podczas aktywności fizycznych. Tego nie można powiedzieć o testowanych wcześniej Haylou GT2S.

Odrobina kwestii technicznych

Słuchawki posiadają moduł Bluetooth 5.0, mogą działać indywidualnie do około 4 godzin na jednym ładowaniu. We współpracy z etui ładującym możemy się cieszyć łącznie do około 20 godzin działania lub do 70 godzin czuwania. Samo etui posiada baterię o pojemności 380 mAh. Ładowanie do pełna zajmuje około 2 godzin. Ciekawostką jest z pewnością ochrona klasy IPX4, która umożliwia korzystanie z słuchawek podczas trudnych warunków pogodowych. W przypadku zabrudzenia słuchawek, bez obaw o ich uszkodzenie, można przemyć je pod bieżącą wodą.

Druga ciekawostka to dedykowana aplikacja, która pozwala na łatwe parowanie, ustawienia equalizera, a także dobranie własnych gestów kontroli, aktualizowanie oprogramowania słuchawek, znalezienia słuchawek, przywrócenie ustawień fabrycznych i sprawdzenie historii połączonych urządzeń. Niestety aplikacja wymaga rejestracji (nie wiem po co) oraz prosi o dostęp do lokalizacji itp. Czy to potrzebne? Wątpię. Poza tym część menu jest nadal w języki Kraju Środka, a po wyłączeniu aplikacja działa w tle. Szybko wyleciała z mojego smartfona.

Same słuchawki posiadają przetworniki z membraną o średnicy 6 mm, są w stanie pracować z częstotliwością od 20 do 20000 Hz i… na tym kończą się dane techniczne producenta. Ale jak widać w tej cenie nie wypada pytać o zbyt wiele.

Jak grają?

No cóż, podobnie jak w przypadku Haylou GT2S – zaskakująco dobrze. Oczywiście jest różnica w brzmieniu. Podczas gdy Haylou grały bardzo czysto, szczegółowo, momentami wręcz agresywnie i syntetycznie, QCY T9 TWS mają nieco łagodniejszą charakterystykę, choć nadal brakuje tonów średnich, niskie są nieco wycofane, wysokie zaś bywają zbyt ostre. Tutaj jednak zauważyłem nieco bardziej zbalansowany charakter, choć różnice nie są na tyle wyraźne, aby polecać jedne lub drugie konkretnej grupie odbiorców. To po prostu niedrogie i w swej cenie bardzo dobre słuchawki.

Czy warto?

Jasne, że warto! W tej cenie trudno znaleźć coś zdecydowanie lepszego i wybór spośród kilku propozycji w tym segmencie cenowym będzie ograniczał się do detali, głównie w budowie. Pod względem brzmienia wszędzie będzie podobnie, różnice tkwią raczej w budowie, wyglądzie, niuansach konstrukcji (mniejsze i lżejsze, większe i z listkami stabilizującymi itp.). Czy kupiłbym QCY T9 TWS za około 65 złotych? Tak, choćby po to, aby zawsze mieć je pod ręką gdy będę chciał posłuchać muzyki w podróży.

© dobreprogramy
s