Linksys WRT1900ACS – test routera, który może być domowym NAS-em

Strona główna Lab Sprzęt sieciowy

O autorze

999 złotych – to cena wysoka jak na router. By ją usprawiedliwić, urządzenie musiałoby oferować naprawdę spore możliwości. Testowany tu Linksys WRT1900ACS to następca znanego już i dobrze ocenianego, choć jeszcze droższego modelu WRT1900AC, który wyznaczył pewien standard w dziedzinie wydajności podpinanych przez USB pamięci masowych i u niektórych osób zastąpił tradycyjne jednodyskowe NAS-y. Przez ostatnie kilka tygodni miałem okazję wykorzystywać w domu ten interesujący router, jeśli więc chcecie dowiedzieć się, co można za te tysiąc złotych dostać, zapraszam do lektury.

Z zewnątrz żadnych różnic nie zauważymy – obudowa jest praktycznie taka sama, mam wrażenie jedynie, że kolor obudowy modelu ACS bardziej przesunął się w stronę fioletu. Spore rozmiary, rozbudowany panel diod informacyjnych, cztery duże anteny i unikatowe w tej klasie urządzeń złącze eSATA wyróżniają te routery Linksysa na tle produktów konkurencji.

Znaczące zmiany zaszły jednak w środku, na nich się więc skupimy. Nowy model otrzymał znacznie wydajniejszy dwurdzeniowy procesor Marvell Armada 38X, taktowany zegarem 1,6 GHz (ok. 40% szybszym od poprzedniej Armady XP) i dwa razy więcej RAM (512 MB) oraz dwa układy radiowe Marvell 88W8864 (dla pasm 2,4 i 5 GHz), bezpośrednio zintegrowane na płycie. Co szczególnie fajne, z WRT1900ACS zniknął wentylator, który w poprzednim modelu potrafił naprawdę nieprzyjemnie hałasować. Teraz w środku mamy tylko pasywne chłodzenie – duży blok aluminiowego radiatora.

Lepsze parametry sprzętowe obiecują, że router lepiej sprawdzi się w roli dysku sieciowego, niż jego poprzednik, któremu czasem brakowało pamięci, by wykorzystać pełnię możliwości autorskiego oprogramowania Smart Wi-Fi. Można powiedzieć, że stoi ono w połowie drogi pomiędzy typowymi systemami dla konsumenckich routerów a elastycznym oprogramowaniem urządzeń Synology czy QNAP. Przyjrzyjmy się bliżej temu, co Smart Wi-Fi takiego potrafi.

Interfejs sterowania: wspomnienia o Cisco

Pierwsze uruchomienie to przejście cyklu aktualizacji i konfiguracji poprzez względnie prostego kreatora – i już na dzień dobry widzimy, że bez znajomości języka Szekspira się nie obędzie. Nigdzie nie znalazłem możliwości przełączenia języka interfejsu, rzecz dziś nieczęsto spotykana. Gdy już przez kreatora przebrniemy, i do panelu się zalogujemy, zobaczymy coś znanego już z rozwiązań Cisco. Wtedy była to platforma aplikacyjna Cisco Connect Cloud (CCC), pomyślana jako oprogramowanie mające pozwolić na bezpieczne zdalne konfigurowanie urządzenia sieciowego zarówno przez przeglądarkę jak i aplikacje mobilne – nawet jeśli stoi ono sobie gdzieś za zaporą sieciową, nawet jeśli jest ukryte za wieloma warstwami translacji adresów (NAT).

Pierwsze odsłony Cisco Connect Cloud zirytowały wielu użytkowników – bez dostępu do chmurowego konta praktycznie niczego się nie dało zrobić. Na szczęście dzisiaj, gdy Linksys rozwija to oprogramowanie na własną rękę pod nazwą Smart Wi-Fi, mamy już pełen dostęp lokalny do wbudowanych modułów-aplikacji, a korzystanie z chmurowego konta jest całkowicie opcjonalne – potrzebujemy go tylko gdybyśmy chcieli korzystać z aplikacji mobilnych lub dodać jakieś aplikacje firm trzecich (jeśli jakieś warte uwagi w końcu by się pojawiły).

Same moduły pozostały jednak takie jak w CCC. Za ich pomocą możemy przejrzeć listę podpiętych urządzeń, dodać nowe urządzenia do sieci (i uaktywnić furtkę w zabezpieczeniach znaną jako WPS), skonfigurować dostęp gościnny (bez szyfrowania, ale za to na hasło) w wydzielonej sieci wirtualnej, ustawić zabezpieczenia rodzicielskie, zdefiniować priorytetyzację mediów, przetestować szybkość sieci i skonfigurować podłączoną pamięć masową.

Tu mogę się przyczepić tylko do jednej rzeczy – nie byłem w stanie przeprowadzić testu szybkości, ponieważ router twierdził, że… nie mam wtyczki Flash w wersji 8.0 albo nowszej. Po pierwsze, żądanie dziś od użytkownika posiadania wtyczki Flash jest niesmaczne, po drugie, miałem Flasha dla Pepper API, wbudowanego w Chrome. Zapewne przestarzałe oprogramowanie (każące używać IE na Windowsa lub Safari na Maku) nie potrafiło rozpoznać nowej wtyczki.

Te bardziej typowe opcje konfiguracji routerów wydzielono w oddzielnej grupie o nazwie Router Settings. Podział jest sensowny: menu Connectivity (łączność), Troubleshooting (rozwiązywanie problemów), Wireless (sieci bezprzewodowe) i Security (bezpieczeństwo) otwierają swoje własne panele z zakładkami, gdzie łatwo można znaleźć potrzebne opcje. Właściwie nie ma tu do czego się przyczepić – zaporę sieciową skonfigurujemy w dziale Security, a nazwy sieci bezprzewodowych w dziale Wireless.

Każdy, kto ma choćby podstawowe pojęcie o technice Wi-Fi powinien sobie tu łatwo poradzić. Tutaj pod względem ergonomii naprawdę nie ma się do czego przyczepić, tym bardziej że interfejs przeglądarkowy jest bardzo responsywny, daleko bardziej niż np. w urządzeniach Synology – zachowuje się praktycznie jak natywna aplikacja.

Wszystko, co router potrafić powinien

Pod względem funkcjonalnym też nie jest źle. Poprzez panel sterowania WRT1900ACS poradzimy sobie z obsługą statycznego i dynamicznego IP, ustawimy połączenia PPPoE, L2TP i PPTP, tunele IPv6, uruchomimy serwer DHCP, ustalimy rezerwacje adresów DHCP, włączymy translację adresów (NAT), ustawimy statyczne trasy, skonfigurujemy zaporę sieciową i przekierowania portów.

Router zapewnia też obsługę QoS, UPnP, dynamicznego DNS od wielu dostawców, daje możliwość ustawienia wielu typów filtrów internetowych i kontroli przepuszczania ruchu VPN. Są też oczywiście wszystkie oczekiwane narzędzia administracyjne, włącznie z mapowaniem sieci, raportami o ruchu, pingiem i traceroute oraz funkcjami zarządzania konfiguracją i wersjami firmware.

To wszystko miał już jednak poprzednik. Nowemu modelowi doszło coś bardzo przydatnego: możliwość skonfigurowania wirtualnej sieci prywatnej, na serwerze OpenVPN. Ograniczona jest jednak liczba użytkowników, którzy mogliby z niej korzystać, do maksymalnie pięciu. Konfiguracja nie powinna sprawić kłopotów, wszystko jest dobrze opisane w dokumentacji online. Po skonfigurowaniu możemy od razu pobrać plik .ovpn, pozwalający automatycznie ustawić klienta VPN w komputerze. Ponownie – muszę stwierdzić, że działa to bezproblemowo.

Mały NAS: pamięć masowa i streaming

Umieszczenie w routerze złącza eSATA, pozwalającego ominąć kontroler USB, od razu sugeruje, że mocnym punktem tego routera mają być zewnętrzne urządzenia pamięci masowej. Im poświęcony jest w interfejsie moduł External Storage, poprzez który możemy szybko zamienić router w prostego NAS-a. Tutaj zobaczymy status podpiętych dysków, skonfigurujemy użytkowników i ich prawa dostępu do folderów, włączymy serwery FTP i mediów.

Klienty w sieci lokalnej mogą uzyskać dostęp do tych zasobów albo po protokole SMB, albo w Windowsie poprzez zmapowanie litery dysku. Z spoza sieci lokalnej niestety jedynym sposobem dostępu jest FTP. Domyślne ustawienia dla podpinanych dysków są bardzo liberalne, każdy użytkownik łączący się przez SMB może na nich zapisywać dane, w imię bezpieczeństwa chyba lepiej byłoby to zmienić.

Streaming mediów w sieci lokalnej po Wi-Fi jest bardzo prosty – po podpięciu dysku, jego zawartość jest indeksowana, a filmy, muzyka i zdjęcia udostępniane po protokole DLNA. Współpraca z komputerkami HTPC z odtwarzaczem Kodi nie nastręcza tu żadnych problemów, nawet w paśmie 2,4 GHz streaming wideo 1080p nie nastręczał problemów, w paśmie 5 GHz router radzi sobie nawet z 4K i nie ma problemów ze streamingiem gier na tablet w rozdzielczości 1080p z chmurowej usługi Nvidii.

Router radzi sobie ze streamingiem wideo nawet w bardziej wymagających warunkach, przy natężonej komunikacji w sieci. W pewnym momencie zmusiłem tego Linksysa do strumieniowania z własnych zasobów plikowych wideo 4K na HTPC przy telewizorze, podczas gdy jednocześnie na laptopie odtwarzane było wideo 720p z internetowego streamingu, a na desktopie pobierany był duży plik ISO przez BitTorrenta. Ani razu nie doszło do zacięć, wideo odtwarzane było płynnie, bez utraty klatek, mimo że funkcja Media Prioritetization była wyłączona. Przy odpowiedniej jej konfiguracji można wypróbowywać znacznie bardziej obciążające scenariusze, już nierealne w warunkach domowych.

Sama priorytetyzacja mediów jest banalnie prosta do skonfigurowania – możemy ustawiać „ważność” zarówno dla urządzeń w sieci jak i aplikacji czy gier (podając protokoły i porty) oraz wybierając trzy z nich, które zostaną wpisane do kolejki High Priority. Tutaj można byłoby oczekiwać trochę więcej.

Na tym etapie wspomnę od razu o wynikach osiągniętych dla wydajności zapisu i odczytu zewnętrznego dysku USB 3.0 (7200 RPM, NTFS). To pierwszy testowany router, który przy zapisie i odczycie zdołał przekroczyć 100 MB/s – odpowiednio 107 MB/s dla zapisu i 101 MB/s dla odczytu.

Łączność: szybkość i siła sygnału

Przez dobroprogramowe laboratorium przeszło już kilka różnych routerów 802.11ac, zarówno znacznie tańszych, jak i pozostających w tej samej klasie cenowej. Niewątpliwymi liderami szybkości pozostawały kosmicznie wyglądający D-Link AC3200 i atrakcyjnie wyceniony ASUS RT-AC87U. Jak na ich tle wypada Linksys WRT1900 ACS?

Testy szybkości zostały przeprowadzone w podobnych warunkach jak dotąd (nie robiłem przemeblowania w mieszkaniu). Główne pomiary wykonywane były na desktopowym PC oddalonego o jakieś 4 metry w linii prostej od routera, laptopie postawionym na ten czas w kuchni (jakieś 7 metrów od routera), oraz tablecie NVIDIA Shield, znajdującym się w maksymalnym oddaleniu, ok 11 m, na balkonie. Pierwszy test polegał na kopiowaniu pliku 1 GB po protokole FTP z routera na urządzenie klienckie.

Wyniki pomiarów w paśmie 2,4 GHz okazały się zaskakująco słabe, najgorsze spośród testowanych routerów 802.11ac. Choć sygnał był silny, osiągnięta szybkość nie przekroczyła 110 Mb/s. Zdecydowanie inaczej wyglądała sytuacja w paśmie 5 GHz, gdzie router Linksysa okazał się niezwykle szybki, osiągając średnio ponad 600 Mb/s dla przesyłania danych na najbliższego PC.

Bardzo dobrze Linksys WRT1900ACS wypadł także w szybkości swojego gigabitowego Ethernetu. Między routerem a dyskiem sieciowym Synology Tu udało się zbliżyć do niemal 880 Mbit/s. Biorąc pod uwagę świetne wyniki odczytu i zapisu dla zewnętrznego dysku, czyni to router ten bardzo dobrym kandydatem na domowy dysk sieciowy – szybkość transferu z dysku jest tak duża, że zbliża się do przepustowości Ethernetu. Urządzenie pod tym względem nie ma wąskich gardeł.

OpenWRT zamiast nudnego firmware

Najciekawsze na koniec. Linksys najwyraźniej zdaje sobie sprawę, że jego Smart Wi-Fi, choć wygodny, nie jest systemem dla power-userów. Zainteresowani wykorzystaniem pełni możliwości urządzenia mogą w miejsce standardowego firmware wgrać oficjalnie wspierany system OpenWRT w wersji Chaos Calmer – szczegóły opisano w wiki. Sprawdzenie, jak radzi sobie OpenWRT wykracza poza zakres tego testu, ale sądząc po opiniach użytkowników w Sieci, nie ma powodów do niezadowolenia.

W ten sposób nowy router Linksysa jest najwydajniejszym routerem 802.11ac, na którym bezproblemowo można zainstalować OpenWRT. Producent zdaje sobie sprawę z wartości marketingowej tego faktu, podkreślając to w swoich materiałach reklamowych. I szczerze mówiąc, nie wydaje się, by trwanie przy Smart Wi-Fi na tak mocnym urządzeniu miało sens. Może i interfejs jest ładny i prosty, ale zakres dostępnych aplikacji firm trzecich jest niezwykle ograniczony, wydaje się, że z takim systemem router marnuje swój potencjał. A tak, z OpenWRT dostajemy funkcjonalnego, konfigurowalnego Linuksa, na którym możemy uruchomić dowolne usługi sieciowe, w tym tak przydatne jak klient BitTorrenta Transmission czy osobista chmura ownCloud.

I chyba właśnie osobom zainteresowanym intensywnym korzystaniem z OpenWRT mogę ten router Linksysa polecić przede wszystkim. Pozostali nie będą mieli powodów do narzekania, trzymając się pamiętającego czasy Cisco systemu, ale szczerze mówiąc, są też inne proste w obsłudze routery 802.11ac, o wydajności niewiele gorszej, a cenie atrakcyjniejszej.

© dobreprogramy