reklama

Mark Zuckerberg ponownie ofiarą hakerów. To już drugi raz w tym roku

Strona główna Aktualności

O autorze

Na dziobie okrętu. Stawia znaczące nad znaczonym, lubi czapki z daszkiem, teorię gier, tłumaczenia maszynowe i karabiny maszynowe.

Gdy nosi się nazwisko Zuckerberg i jest się założycielem największego serwisu społecznościowego na świecie, trzeba brać pod uwagę, że znajdzie się naprawdę wielu chętnych, którzy we włamaniu na twoje konta w serwisach społecznościowych upatrzą szansę na swoje pięć minut sławy. Sytuacja staje się jednak kuriozalna, jeśli do włamania dojdzie dwa razy w ciągu roku i to z inicjatywy tej samej grupy.

Do pierwszego ataku na konta Marka Zuckerberga doszło w czerwcu tego roku. Wówczas grupa OurMine, która później wzięła na cel kolejne najważniejsze postaci w IT, przejęła konto na Instagramie, Twitterze i Pintereście należące do Marka Zuckerberga.

Jak do tego doszło? Najczęściej powtarzanym scenariuszem jest uzyskanie danych logowania Zuckerberga z wycieku z innego dużego serwisu, np. LinkedIn. OurMine miało uzyskać dostęp przez to, że szef Facebooka miał stosować to samo hasło w wielu serwisach. Z pewnością powinna to być dla niego ważna nauczka, ale czy na pewno była? Grupa OurMine skontaktowała się z serwisem CNet, utrzymując, że znów udało jej się uzyskać dostęp do konta Zuckerberga, tym razem tylko w serwisie Pinterest.

Rzeczywiście pojawił się tam status informujący, że Mark Zuckerberg nie powinien się martwić: testujemy tylko twoje bezpieczeństwo. Ponadto OurMine wysłało do CNetu także hasło do konta szefa FB na Twitterze. Pozostałe dostarczone przez OurMine dowody na włamanie są raczej niskiej jakości, część z nich można bez problemu znaleźć w Sieci. Nasuwa się jednak pytanie: jak, zaledwie kilka miesięcy po pierwszej kompromitacji, znów udało się skutecznie uzyskać dostęp do konta?

Samo OurMine utrzymuje, że posiada exploita, który umożliwia im dostęp do kont na Pintereście, te informacje wypadają jednak mało wiarygodnie: grupa nie podzieliła się jakimikolwiek szczegółami w tej sprawie, zaś wcześniejsze dowody na posiadanie exploitów w dużych serwisach okazywały się fotomontażami.

Cała sytuacja jest zatem dość zagadkowa: można zakładać, że po wcześniejszym incydencie Zuckerberg postarał się, aby do powtórki nie doszło, choć uwagę zwraca jeszcze jeden aspekt. Z wymienionych serwisów, do których OurMine włamało się w czerwcu, jedynie Pinterest nie oferuje wciąż dwustopniowej weryfikacji konta. Jak na razie szef Facebooka nie ustosunkował się do sprawy. Z pewnością jednak coraz trudniej dziwić się jego zwyczajowi zaklejania kamer wbudowanych w laptopy.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama