Microsoft Edge będzie wybrakowany w dniu premiery. Oby nie podzielił losu poprzednika

Strona główna Aktualności
Edge z Chromium pojawi się w styczniu, ale będzie niekompletny, fot. Oskar Ziomek
Edge z Chromium pojawi się w styczniu, ale będzie niekompletny, fot. Oskar Ziomek

O autorze

Microsoft Edge z Chromium jest na ostatniej prostej. Nowa przeglądarka pojawi się w stabilnej wersji 15 stycznia 2020 roku, by konkurować między innymi z Google Chrome. Do walki nie będzie jednak dostatecznie przygotowana, choć sam Microsoft problem ten próbuje bagatelizować.

Przez ostatnie miesiące nowy Edge zapowiadał się jako dobrze przygotowana przeglądarka, która będzie miała szansę na podebranie użytkowników Chrome'owi. Program Google'a wyraźnie dominuje na rynku i stworzenie aplikacji, która odwiedzie od niego przyzwyczajonych internautów, jest niemałym wyzwaniem. Edge z Chromium wydawał się świetnym sposobem, szczególnie że testowe wydania dostępne od kwietnia dynamicznie rozwijano i od początku, nawet w wersji Canary, działały po prostu dobrze.

Chociaż Edge RC wydaje się z pozoru kompletną aplikacją, która sprawnie działa, na ostatnim etapie Microsoft szykuje się do popełnienia kluczowego błędu. W styczniu przeglądarka nie będzie w 100 proc. taka, jak wszyscy oczekują – zabraknie synchronizacji historii i rozszerzeń oraz obsługi ARM64, choć to ostatnie z punktu widzenia większości użytkowników nie jest już tak ważne.

Informacje nie są wyssane z palca – potwierdził je Chuck Friedman z zespołu odpowiedzialnego w Microsoft za Edge w rozmowie z dziennikarzem serwisu Neowin. Zasugerował też, że implementacja innych funkcji na czas była ważniejsza.

Takie braki w 2020 roku zdecydowanie mogą zaskakiwać. Byłoby to jeszcze zrozumiałe, gdyby Microsoft chciał zdążyć z premierą nowego Edge'a przed innym, ważnym wydarzeniem. Tak jednak nie jest. Windows 10 20H1 dla testerów będzie dostępny już od grudnia, z kolei do użytkowników trafi najpewniej na przełomie kwietnia i maja.

Premiera stabilnej wersji przeglądarki nie wydaje się więc być z tym wydarzeniem bezpośrednio powiązana. Kiedyś w dodatku Microsoft sam przyznał, że funkcjonalne nowości w Windows 10 będą się pojawiać niezależnie od dużych aktualizacji. Ostatnim argumentem są przecież jeszcze wydania nowego Edge'a na inne wersje Windowsa oraz macOS-a czy Linuksa.

Szanse na globalny sukces maleją

Skupmy się jednak na synchronizacji, a raczej brakach w jej zakresie, które mogą przekreślić szanse Edge'a na globalny sukces. Celem Microsoftu jest przecież dotarcie do jak największej liczby "zwykłych użytkowników". Ich nie będą interesowały zapewnienia (lub nawet do nich nie dotrą), że synchronizacja historii i rozszerzeń będzie dostępna po kolejnych aktualizacjach.

W styczniu zobaczą nowego Edge'a i po prostu zostaną przy Google Chrome, który będzie oferował więcej. Entuzjastów chcących korzystać z Edge'a z Chromium zapewne nie zabraknie, ale w skali światowej jest ich raczej za mało, by szybko zmienić sytuację na rynku.

Brak synchronizacji rozszerzeń i historii jest tym bardziej zaskakujący, że w nowym Edge'u już teraz nie brakuje synchronizacji haseł i kart pomiędzy urządzeniami. Dla mnie to zaskakująca polityka – od udogodnień w zakresie haseł zdecydowanie wolałbym wspólną historię i rozszerzenia na kilku urządzeniach z Edge'em, choć rozumiem, że może to wynikać z przyzwyczajeń i osobistych preferencji.

Co jednak najważniejsze, nikt nie sugeruje, że synchronizacja historii i rozszerzeń nigdy do Edge'a nie trafi. Spodziewam się nawet, że trafi w jednej z pierwszych aktualizacji. Nie zmienia to jednak faktu, że większość osób zapamięta Edge'a jako niekompletną propozycję, do której Microsoftowi trudniej będzie przekonać kolejne osoby.

Szykuje się powtórka z rozrywki

Takie podejście Microsoftu jest w pewnym sensie powtórzeniem sytuacji Edge'a z silnikiem EdgeHTML. Kiedy przeglądarka pojawiła się kilka lat temu w Windows 10, również była mocno wybrakowana i nikt nie miał ochoty z niej korzystać. Chrome czy Firefox oferowały dużo więcej.

Z czasem Edge dużo zyskał, ale "nikt" już tego nie zauważył. W aktualizacjach Windowsa 10 często to właśnie przeglądarka otrzymywała najwięcej nowych funkcji, ale mało kogo już interesowały. Przecież Edge w Windows 10 to ten mało wydajny i niekompletny program służący tylko do pobierania Chrome'a – myśleli zapewne userzy.

W rzeczywistości jednak Edge w niektórych kategoriach był nawet lepszą propozycją od szerzej znanej konkurencji. To jednak nie wystarczyło i jak obserwujemy dzisiaj, Microsoft podejmuje kolejną próbę zaistnienia na rynku przeglądarek. W przyszłym roku dowiemy się, z jakim skutkiem.

Przeglądarkę Edge można pobrać z naszego katalogu oprogramowania.

© dobreprogramy