Mocy przybywaj! Viomi V2 inteligentny odkurzacz z największą mocą ssącą w akcji

Strona główna Lab Inne

O autorze

Inteligentne odkurzacze spowszechniały w mgnieniu oka. Rynek podzielił się na marki premium (iRobot), średni segment zawojowało Xiaomi (wiadomo… lepsze :)), natomiast w najtańszym segmencie toczy się zażarta walka. Ścisk ogromny i zasadniczo coraz trudniej wybrać model tani i jednocześnie wystarczająco dobry. Z tym większym zainteresowaniem podjąłem się zrecenzowania produktu Viomi, które właśnie chce zdominować segment tanich sprzętów sprzątających. Sprawdźcie, co potrafi Viomi V2, którego używam już ponad 4 tygodnie.

Dla tych, co nie mieli jeszcze okazji spotkać się z marką Viomi. Kilka słów wyjaśnienia. Viomi to marka, córka… Xiaomi! Marka powstała na fali popularności IoT (Internet of Things) i opracowuje produkty, które mają zrewolucjonizować między innymi sprzęty domowe, stąd w ofercie odkurzacze, filtry do wody, czajniki czy nawet pralka i lodówka a na inteligentnej toalecie kończąc. Oczywiście wszystkie sprzęty podłączone do internetu i do domowej sieci. Viomi to prężnie działające przedsiębiorstwo, które w ciągu 5 lat zdołało z lokalnego, chińskiego producenta przemienić się w globalnego dostawcę smart sprzętów.

Jednym z szerokiej gamy ich produktów jest inteligentny odkurzacz z funkcją mopa, Viomi V2. Wyróżnikiem na tle szerokiej oferty konkurencji jest największa siła ssania, bagatela 2150 Pa. Na ten moment, to największa wartość wśród odkurzaczy w przedziale cenowym do 1500 PLN. Pozostałe, interesujące parametry przedstawiają się następująco. Wymiary to 25 na 35 na 9,5 centymetra. Silnik o mocy 35 Watów napędzany jest baterią pojemności 3200 mAh, która według danych producenta powinna wystarczyć na jakieś 2,5 godziny pracy. Pojemnik na kurz ma pojemność 600 ml, natomiast w pojemniku do mopowania zmieści się 560 ml wody.

Tu warto zwrócić uwagę, że ze względu na wieżyczkę z laserem (wystający element na górze obudowy) odkurzacz może nie wjechać pod niektóre meble. Za to może swobodnie pokonać przeszkody do dwóch centymetrów wysokości (progi lub nogi od suszarki na pranie).

Wraz z odkurzaczem w komplecie otrzymujemy stację dokującą, zasilacz, dwa pojemniki (na wodę i na nieczystości), mop z dwoma szmatkami, dwie szczoteczki obrotowe (jedna zapasowa) i oczywiście instrukcje. Jedna, szybkiego startu (obrazkowa) i pełna, książkowa. Języka polskiego nie uświadczymy. Niewielkim pocieszeniem jest obecność języka angielskiego.

Odkurzacz, choć wykonany z plastiku wydaje się solidnie złożony, a jakość obudowy nie odbiega od znacznie droższych rozwiązań. Całość może się podobać i z pewnością nie wygląda jak typowy chiński produkt.

Pierwsze co musimy zrobić po wypakowaniu to pełne naładowanie odkurzacza. Nie powinno do zająć więcej niż dwie godziny. Standardowo dla stacji ładującej musimy przygotować odpowiednią ilość miejsca, gdzie odkurzacz będzie mógł swobodnie zacumować. Stację umieszczamy plecami do ściany, pamiętając o tym, aby po bokach było około 50 centymetrów wolnej przestrzeni, a na przodzie do 1,5 metra. Odkurzacz ładuje się przez blaszki umieszczone na bocznej ściance. Tym samym nie musi już najeżdżać na podstawę stacji, jak ma to miejsce w rozwiązaniach innych producentów. Tym samym stacja zajmuje nieco mniej miejsca.

Jak pewnie zauważyliście, w pudełku z odkurzaczem nie zobaczymy pilota. Sterowanie urządzeniem odbywa się na dwa sposoby. Pierwszy, najprostszy, ale najmniej efektywny, to wielofunkcyjny przycisk, którym włączamy odkurzacz i dzięki niemu realizujemy najprostszy program sprzątający. Inne funkcje to m.in. skierowanie robota do stacji dokującej. Za jego pomocą przejdziemy też w tryb konfiguracji sieci (konieczność przytrzymania jednocześnie klawisza POWER i HOME), które będzie pomocne przy sterowaniu za pomocą drugiego sposobu. Ten wymaga zaangażowania smartfona, który po zainstalowaniu odpowiedniej aplikacji zamienia się w rozbudowanego pilota do obsługi odkurzacza. Tu ponownie, możemy to zrealizować na dwa sposoby. Pierwszy, o którym dowiemy się z instrukcji, to pobranie dedykowanej aplikacji Viomi Robot i przeprowadzenie konfiguracji. Drugi, który działa dosłownie od niedawna, to możliwość dodania odkurzacza w aplikacji Mi Home od Xiaomi. Moim zdaniem ten sposób jest zdecydowanie lepszy a inteligentne urządzenia Xiaomi i Viomi obsługujemy z jednej, a nie z dwóch odrębnych aplikacji.

Po zakończonej konfiguracji mamy dostęp do sterowania odkurzaczem, do zmiany trybów pracy, podglądu stanu baterii i wielu innych ustawień. Choć sama aplikacja Mi Home obsługuje już język polski, może się zdarzyć, że część ustawień w niektórych sprzętach będzie w języku angielskim, tak jest właśnie w Viomi V2.

Konfiguracja zakończona, zabieramy się za sprzątanie. Już w poprzedniej recenzji produktu ze stajni iLife informowałem, że posiadam trzy długowłose białogłowy i dwa psy. Zasadniczo sierść i włosy to zmora w naszym mieszkaniu, które do momentu zakupienia pierwszego samobieżnego odkurzacza, powodowały wręcz spazmy wściekłości u tego, kto akurat odkurzał tradycyjnym odkurzaczem. Pojawienie się autonomicznego sprzątacza poprawiło zdecydowanie humory domownikom, a po blisko 8 miesiącach doszliśmy wspólnie do wniosku, że tradycyjne odkurzacze nie mają u nas już racji bytu.

Ale... Wracając do Viomi V2. Mechanizm sprzątający to jedna obrotowa szczoteczka i turbo-szczotka w postaci wałka. Muszę przyznać, że to rozwiązanie wydaje się bardziej efektywne, niż dwie szczotki obrotowe, które napędzają używanego wcześniej iLifa. W trakcie testów urządzenie sprawowało się wzorowo. Proces sprzątania to czysta przyjemność (w końcu można poleżeć na kanapie, kiedy samo się robi). Od drobnych zanieczyszczeń po psach (piasek, sierść), przez większe (rozsypany ryż w kuchni) po te nieszczęsne włosy, tu z pomocą przyszła właśnie turbo-szczotka, która do tego wyjątkowo się nadaje. Podczas sprzątania zauważyłem, że odkurzacz świetnie radzi sobie z niskimi przeszkodami (do 2 centymetrów), bez problemu przejeżdżał przez progi między pokojami, a nawet przez nogi suszarki do prania (wysokość około 1,8 cm).

Oczywiście zdarzyły się też małe niepowodzenia. Bo jak inaczej nazwać wplątanie się w sznurówki stojących na podłodze butów, czy np. w zwisające firanki. Ok, trochę to moja wina, bo przecież przestrzeń do sprzątania należy też odpowiednio przygotować. Pamiętajmy, aby nie zostawiać właśnie luźnych rzeczy, typu buty ze sznurówkami, cienkie kable, czy ciągnące się po podłodze cienkie firanki. Nawet w trybie Eco, kiedy siła ssania jest najmniejsza, jest spora szansa, że takie elementy zostaną wciągnięte i spowoduje to zatrzymanie się odkurzacza.

Mopowanie to zupełnie inne doznania, choć jest dużo lepiej niż przy urządzeniu, którego używałem wcześniej. Wymiana pojemnika z kurzu na wodę jest banalnie prosta. Podczepiamy mopa ze ściereczką i możemy zacząć sprzątanie na mokro. Co ważne, możemy ustawić ile wody ma zostawiać odkurzacz. Czyli przetrzemy nie tylko płytki, ale też np. panele, które większej wody nie powinny przyjmować. Pojemnik na wodę jest na tyle duży, że spokojnie może ogarnąć sporą przestrzeń, a możliwość dozowania wody powoduje, że urządzenie nie pozostawia za sobą mokrej smugi (tak było właśnie w iLifie). Cudów się nie spodziewajmy, mocnych zabrudzeń w postaci dużego, zaschniętego błota nie wyczyścimy. Wystarczy jednak do odświeżenia po odkurzaniu.

Sprzęt Viomi bardzo mi się spodobał. Jakość wykonania, duża moc ssania, turbo szczotka, która poradziła sobie z włosami, do tego możliwość sterowania przez aplikację Mi Home (ale nie tylko) to atuty, które wpłynęły mocno na moją pozytywną ocenę. Do tego funkcja mopa nieco lepsza niż w dotychczasowym sprzęcie, czego chcieć więcej! Oczywiście nie można zapominać o drobnych wpadkach (wciąga sznurówki, kable i firanki), tu tylko zauważę, że nie do końca jest to wina urządzenia a użytkownika :). Viomi V2 to świetny sprzęt, który sprawdził się w naszym przypadku i mam nadzieję, że posłuży nam przynajmniej kilka lat.

Swój model kupiłem na wyprzedaży w sklepie Banggood, w cenie około 1400 PLN, w tej chwili regularna cena to 1518 PLN, jednak po zastosowaniu kodu BGVM001 możecie go kupić ostatecznie za 1407 PLN. Cena jest bardzo atrakcyjna jak na mój gust. Jeszcze do niedawna w tej cenie można było kupić znacznie prostsze urządzenia, które nawet w połowie nie są tak dobre, jak testowany model. Dla zainteresowanych, w sklepie Banggood trwa właśnie letnia wyprzedaż i można uzyskać dodatkowe rabaty na kilka urządzeń. Choćby Xiaomi Mijia z kodem BGMIBOT06 kosztuje zaledwie 921 PLN, a Roborock S50 z kodem BGODKUS50 kosztuje zaledwie 1350 PLN. Udanych zakupów i czystych domów!

© dobreprogramy