iLife V8S, robot sprzątający w konfrontacji z czteroosobową rodziną i dwoma psami

Strona główna Lab Inne

O autorze

Chęć sprawdzenia w działaniu smart odkurzacza chodziła za mną już od dawna. Kilka chwilowych prób nie napawało optymizmem i od dwóch lat zakup takiego gadżetu był u mnie odkładany na dalszy plan. Stan ten zmienił się w listopadzie, kiedy to urządzenie trafiło do mnie na dłużej i zaskarbiło sobie wdzięczność całej rodziny! Oto podsumowanie kilku tygodni samodzielnego sprzątania przez robota iLife V8S.

Sprzęt dociera do nas w dość dużym pudle, w którym znajdziemy wszystko to, co będzie potrzebne do uruchomienia odkurzacza lub mopa. W pudełku oprócz właściwego urządzenia znajdziemy stację dokującą z zasilaczem, pilota, pojemnik na śmieci, pojemnik na wodę, 2 komplety szczotek, dodatkowy filtr HEPA i dwie ściereczki do mopa. Trzeba przyznać, że to bogate wyposażenie. Cieszą zwłaszcza dodatkowe elementy eksploatacyjne, drugi filtr HEPA, dodatkowy komplet szczotek czy ściereczka do mopa. Na kolejne zakupy materiałów eksploatacyjnych szykujcie się dopiero za kilka miesięcy.

Odkurzacz zamknął się w okręgu o średnicy 33 centymetry, jego wysokość to nieco ponad 8 centymetrów, a waga wraz z akumulatorem to 2,7 kg. Moc silnika dobija do 22 Watów. Pojemność akumulatora to 2600 mAh co powinno zapewnić pracę w okolicach 2 godzin, choć to nie jest regułą. Z najwyższą mocą odkurzacz może pracować ponad godzinę. Czas potrzebny do pełnego naładowania akumulatora to blisko 5 godzin. Na górnej pokrywie robota znalazł się czytelny wyświetlacz (dzień, godzina, stan baterii i tryb sprzątania), pod nim trzy klawisze funkcyjne, jeszcze niżej klawisz start/stop i ostatni to klawisz trybu pracy PATH MODE.

Jedną z najważniejszych czynności przy tego typu sprzęcie jest znalezienie odpowiedniego miejsca dla stacji dokującej. Jest to o tyle trudne, że w instrukcji znajdziemy informację, że powinniśmy zapewnić około metra wolnej przestrzeni w lewo i prawo od stacji dokującej. Co oczywiste od przodu, tam, gdzie odkurzacz wjeżdża na stację, też powinien być swobodny dostęp, producent sugeruje około dwóch metrów. Znalezienie takiej przestrzeni, w warunkach mieszkaniowych może być nie lada wyzwaniem. Z drugiej strony producent oferuje bezpośrednie podłączenie do zasilacza, z pominięciem stacji dokującej. Wtedy z oczywistych względów nie uruchomi się automatyczne sprzątanie. Co ciekawe, kiedy robot będzie w trybie mopa, nie naładujemy go. Należy wymienić pojemnik na ten od odkurzacza, wtedy tak. Bezpieczeństwo ponad wszystko!

Sam proces sprzątania jest banalnie prosty. Włączamy odkurzacz przyciskiem i wybieramy jeden z trzech trybów pracy, resztę zrobi za nas autonomiczny sprzęt. Tryb AUTO to pierwszy i podstawowy schemat działania odkurzacza. Choć w pierwszej chwili może się wydawać, że odkurzacz porusza się bez ładu i składu, nie mamy się o co martwić. Algorytm jest bardzo dobrze dobrany i po jakimś czasie zobaczymy dobrze wysprzątaną przestrzeń. Drugi tryb to PATH MODE, tu robot jeździ po wytyczonej ścieżce od lewej do prawej, niczym wąż z legendarnej Nokii :). Świetnie sprawdzi się w pustej regularnej przestrzeni, a robot nie będzie badał ścian. Kolejny to POINT MODE, tu odkurzacz kręci się wokół własnej osi, przydatne incydentalnie, kiedy wymagane jest sprzątanie w konkretnym miejscu. Ostatni tryb to EDGE/BORDER gdzie odkurzacz porusza się wzdłuż ścian lub większych przeszkód.

Odkurzanie podłóg typu panele, drewno czy kafle, sprawdza się idealnie, nawet przy dwóch psach sypiących sierścią na prawo i lewo, pod warunkiem systematycznego codziennego odkurzania (odkurzenie ponad 50 m2 z kilkudniowym dywanem sierści wymagałoby kilkukrotnego opróżnienia pojemnika na kurz). Jedyny problem to kąty. Mimo szczotek zamiatających z dość długim włosem, czasem zostawi okruchy w rogach szafek (na ciemnej podłodze to widać… niestety). Podczas odkurzania dywanów i wykładzin, nawet najwyższa moc odkurzacza nie radzi sobie z sierścią wbitą we włosie dywanu… zbiera pojedyncze małe zabrudzenia z powierzchni wykładziny (małe papierki, piasek... ). Długie włosy to zmora wszystkich odkurzaczy. Jako ojciec dwójki długowłosych rudzielców często muszę usuwać je ze szczotek, by poprawić efektywność odkurzania. To standardowy element eksploatacji, a gdyby ktoś nie wiedział, że długie włosy trzeba regularnie usuwać ze szczotek to odpowiednią informację znajdzie w instrukcji.

Pokonywanie przeszkód robot ma wzorowo opanowane, choć mogą pojawić się drobne komplikacje. Bez problemu wjedzie na dywan, czy wykładzinę pod warunkiem, że jest dość ciężka i nie zawinie się, czy też nie przesunie (wtedy potraktuje ją jak przeszkodę, którą należy ominąć). Pokona przeszkodę w postaci rurki rozstawionej suszarki (o śr. ok. 1 cm), jeśli jest stabilna i nie będzie się przesuwać. Według specyfikacji robot przejedzie po przeszkodzie do 12 milimetrów wysokości. Kable i sznurówki porozrzucanych butów to wyzwanie, z którym robot sobie nie radzi. Niestety wciąga je lub się w nie zaplątuje, dlatego najlepiej się ich pozbyć z odkurzanej powierzchni. Za to z gracją omija wszystkie przeszkody, których nie może pokonać górą lub dołem. Pięknie radzi sobie pod stołem z krzesłami (tego obawiałem się najbardziej), pod sofami, łóżkami, szafkami (wszędzie tam, gdzie wysokość mebla pozwala mu wjechać). Od dawna nie mieliśmy tak czysto pod sofą czy łóżkami dzieci (czasem nawet przyciągnie ze sobą zagubioną pod łóżkiem skarpetkę). Gdy urządzenie podczas sprzątania utknie gdzieś lub się wplącze, sygnalizuje problemy dźwiękiem oraz wyświetla kod alarmu/usterki. Opisy poszczególnych znajdziemy w instrukcji.

W trakcie sprzątania może pojawić się potrzeba opróżnienia pojemnika. Urządzenie odpowiednio nam to zasygnalizuje. To czynność bardzo prosta, choć mało efektywna… po wyjęciu pojemnika wysypujemy zawartość bezpośrednio do kosza na śmieci, odchylając klapkę. Jednak pozbycie się sierści powbijanej w elementy filtra, to już większa zabawa, tu na plus przemawia to, że każdy element systemu filtrującego można bez problemu wyjąć i oczyścić, np. przy pomocy dołączonego do odkurzacza pędzelka. Niestety minusem przy czyszczeniu pojemnika jest fakt, iż mimo tego, że jest plastikowy, nie można go wypłukać pod bieżącą wodą (o czym informują nas naklejki na nim umieszczone).

Zamiana odkurzacza na mopa wiąże się jedynie z wymianą pojemnika, do którego wlewamy wodę. Zdaniem mojej żony urządzenie jest lepszym odkurzaczem niż mopem. Oczywiście umyje podłogę, którą wcześniej odkurzył. Jednak zbytnio zalewa wodę, przez co podłoga długo schnie. Uwierzcie mi utrzymanie 4-osobowej rodziny i 2 psów w jednym miejscu, by nie zadeptać mokrych podłóg to wyzwanie. A trzeba Wam wiedzieć, że nic bardziej nie drażni mojej żony, jak zadeptane podłogi właśnie :) Po każdym użyciu mopa należy wyjąć pojemnik, opróżnić go z wody i pozostawić do wyschnięcia.

Sterowanie pracą urządzenia odbywa się na trzy sposoby. Za pomocą przycisków na obudowie robota. Może się przydać, kiedy akurat pilota nie mamy pod ręką. Za pomocą pilota, to jest zdecydowanie najwygodniejsze. Pozwala wybrać dowolny tryb odkurzania (brzegi, w rządkach, spiralnie), zwiększyć moc ssania, wysłać odkurzacz do stacji dokującej, czy zmienić mu kierunek jazdy, jeśli mamy taką potrzebę. Ostatni sposób to planowanie sprzątania. Możemy zaprogramować odkurzanie podczas naszej nieobecności. Ustawianie terminarza sprzątania jest czytelnie opisane w instrukcji. Jednak nie korzystamy z tej opcji na co dzień. Oczywiście ze względu na psy (jeden się panicznie boi odkurzacza, poza tym czytaliśmy o niespodziankach, jakie robią takie odkurzacze, gdy piesek akurat będzie miał niestrawność — wszystko będzie pięknie rozmazane po mieszkaniu).

Tu też objawia się jeden z minusów tego urządzenia. Model V8S nie jest sterowany za pomocą smartfona i nie znajdziemy do niego aplikacji ani dla iOS, ani dla Androida. Jest pozbawiony komunikacji Bluetooth czy WiFi. Jednych to może zniechęcić, innych wprost przeciwnie. Dla mnie osobiście nie jest to minus na tyle istotny, aby wpłynąć na ogólnie bardzo dobry odbiór urządzenia.

No dobrze, wiemy z grubsza, co oferuje autonomiczny odkurzacz z możliwością mopowania. Robot sprzątający iLife V8S jest u mnie od kilku tygodni i na tej podstawie mogę podzielić się z Wami, jakie to urządzenie niesie ze sobą minusy i plusy. Z pewnością największym rozczarowaniem jest funkcja mopa. Zwyczajnie u mnie się nie sprawdziła. Ani to wydajne, ani skuteczne. Kilka podejść utwierdziło mnie, a zwłaszcza moją żonę, że to jednak nie to. Potrafi przestraszyć psa :), choć w moim przypadku tylko jednego, ciekawe czy kota też może przestraszyć? Jest dość głośny. Choć żona przyznała, że czasem odkurza rano, gdy ja i dzieci jeszcze śpimy i jakoś nikt z nas tego nie zarejestrował, ale oglądanie przy pracującym urządzeniu telewizji nie jest przyjemnością. Tak jak wspominałem wyżej, brak aplikacji do sterowania i najmniejszy, ale jednak minus, to brak polskiej instrukcji. Na pocieszenie dodam, że jest w języku angielskim.

Czy w takim razie są jakieś plusy? Oczywiście są! Najważniejszy z nich to taki, że iLife V8S zastępuje tradycyjny odkurzacz. W stu procentach zastąpił u nas potrzebę korzystania ze starego typu urządzenia. Drugi bardzo duży plus to objętość pojemnika na śmieci. To rekordzista pod tym względem, który oferuje aż 750 ml. Kolejne mniejsze plusy to wyposażenie. Rezerwowe szczotki, filtr HEPA i ściereczka do mopa zostaną docenione. Ostatni duży plus to cena. To najtańszy obecnie sprzęt typu 2w1, czyli sprzątająco-mopujący, iLife V8S w sklepie Gearbest kosztuje zaledwie 960 PLN. Nic dziwnego, że model ten cieszy się ogromnym zainteresowaniem, cena jest super!

Autonomiczny robot sprzątający czy popularnie zwany smart odkurzacz to urządzenie, które od kilku już lat podbija serca osób, które sprzątać nie lubią i szukają każdej wymówki, aby tego nie robić lub zlecić to komuś innemu. Ja jestem tego przykładem, odkurzać tradycyjnym odkurzaczem nie cierpię, a od wiaderka z mopem uciekam niczym diabeł przed święconą wodą. Tak mam i już. Dlatego autonomiczne urządzenie korciło mnie od dawna, choć miałem mnóstwo obaw. Te kilka tygodni z iLife V8S przekonały mnie do tego typu urządzeń i co najważniejsze znalazłem rozwiązanie dręczącego mnie od dawna problemu :)

© dobreprogramy