Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

O sztuce dyskutowania

Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam dyskutować, rozmawiać i wymieniać poglądy. Zresztą, aktualne trendy w Internecie wskazują, że rozmowy "społecznościowe" to przyszłość, która nie tak prędko się znudzi.

Zadaję sobie jednak czasem pytanie, dlaczego ludzie nie potrafią dyskutować...

Prawda jest najmojsza

W życiu rozróżnia się zazwyczaj prawdę, moją prawdę i najmojszą prawdę (moja hierarchia własna, nie jakaś tam książkowa). Źle jest, gdy jako prawdę traktuje się moją prawdę. Jest to sytuacja najczęściej spotykana, jednakże rozmowa z osobą, która jako prawdę traktuje tylko swoją prawdę, przy użyciu odpowiednich argumentów może spowodować, że jej prawda wcale nie do końca będzie dla niej prawdą prawdziwie obiektywną.

r   e   k   l   a   m   a

Jazda zaczyna się w momencie, gdy prawdą staje się u dyskutanta jego prawda najmojsza. Z doświadczenia każdy z nas wie, że skoro cokolwiek jest NAJ, może się po prostu okazać, iż właściciel NAJ wcale nie ma tego NAJ, ale stosuje klasyczny marketing krzyczany (moja nazwa własna, nie jakaś tam książkowa), bo to jest NAJlepiej słyszane, a co za tym idzie NAJskuteczniejsze.

Dorzucamy wtedy szczyptę argumentów opartych na prawdzie i... osobnik z najmojszą prawdą staje się agresywny. Później zaczyna jak tonący brzytwy, łapać się teorii spiskowych i współczucia w najbliższej publice. Powstaje więc pytanie...

...jak dyskutować?

I mam krótką odpowiedź: NIE DYSKUTOWAĆ. Spotykamy na drodze całe mnóstwo ludzi. Lubimy wyzwania, lubimy odmienne zdania, lubimy się posprzeczać, a nawet pokłócić, ale zawsze powinien przyświecać nam jeden cel: SZACUNEK DO ROZMÓWCY i ODMIENNOŚCI JEGO ZDANIA. Niby proste, oklepane rady, ale jako "dziadek netowy" czuję, że wiele osób nie rozumie, nie zrozumie, nie chce zrozumieć, a to podstawowa zasada, aby brać udział w dyskusji. Dyskusji oczywiście szeroko pojętej, czyli po prostu publicznej wypowiedzi.

Dojrzałość w dyskusji

Nie bez przesady nazwałem się "dziadkiem netowym", ponieważ ekspansywny rozwój Internetu w Polsce przypadł na lata '90, kiedy to byłem nastolatkiem, który biegał "na sieć" do sklepu Optimusa. Sieć to za dużo powiedziane. Komputery PC z dołączonym modemem! To był czad!

Wtedy rozkwitały grupy dyskusyjne, pierwsze darmowe poczty, portale (największym była Wirtualna Polska - bardzo kręciła mnie wtedy ta nazwa). Liczyło się impulsy, by ściągnąć pocztę, nagłówki z grup i bazy do AVP (jak dobrze pamiętam Antiviral Toolkit Pro, jego następcą jest KAV).

Ostrzegał mnie kolega, który miał już SDI (Szybki Dostęp do Internetu marki TPSA, czyli pierwsze stałe łącza w Polsce):

Zanim się odezwiesz, przyglądnij się grupie dyskusyjnej, dowiedz się co to jest netykieta oraz jak nie zadawać głupich pytań, ustaw odpowiednie kodowanie w czytniku, poczuj klimat grupy. Jeśli się odezwiesz - może się okazać, że Cię wyśmieją, bo zadasz za głupie pytanie albo dostaniesz PLONKa* i polecisz do KFu*

I ja go posłuchałem.To nie była łatwa rzecz, zwłaszcza, że tych zasad było bez liku, a wyjadacze nie szczędzili nieraz klawiatur, by je ciągle rozbudowywać. Najbardziej utkwił mi w pamięci tekst z tamtych czasów: http://rtfm.killfile.pl/, a już w szczególności: http://rtfm.killfile.pl/#RTFM I choć pisany lekko, to jednak ze "szpilą" skierowaną w nabufoniałe balony, jakie teraz nieraz można spotkać w Internecie.

I jaki był tego efekt, że netowcy takie teksty pisali i względnie wszyscy ich przestrzegali?


  • dyskusje były na poziomie, a gdy pojawiał się tylko ktoś, kto chciał ten poziom obniżyć - wszyscy włączali na niego ignora
  • nikt nikogo nie obrażał, ponieważ ludzie darzyli się wzajemnym szacunkiem, wiedząc, że do tanga trzeba dwojga i aby dyskutować - trzeba mieć z kim, więc obrzucanie się błotem zupełnie nie ma sensu
  • wzajemna pomoc, wymiana doświadczeń była esencją rozmów i zalążkiem pierwszych znajomości internetowych

Przeminęło z wiatrem

Otóż właśnie. Ja tęsknię za "tamtymi czasami", nie tylko ze względu na sentyment, ale dlatego, że dyskusje WYMAGAŁY od dyskutantów dojrzałości i dystansu. Ba! Wymagały nawet poprawnej polszczyzny, interpunkcji, odpowiedniej sygnatury, przywitania i pożegnania! Jako świeżak wtedy niewiele pisałem, wolałem czytać, chłonąć to wszystko i uczyć się, jak być takim wyjadaczem jak pozostali.

A co teraz? Co się stało z taką zdrową dyskusją? Gdzie się podziały te wszystkie zasady i ich strażnicy? Dlaczego coraz więcej schizofrenicznych wypowiedzi jest traktowanych zbyt pobłażliwie (bo może ktoś się czasem pokrzywdzony poczuje, jak inny ktoś mu prawdę, ale nie ichnią najmojszą powie)?

Mógłbym się doszukiwać odpowiedzi, wygrzebując cywilizacyjne argumenty, rozkwity blogów i forów, orientację na zarabianie, handel informacją czy słowem etc. etc. Ale każdy z nas pewnie wskaże co innego jako powód tej zawieruchy.

Żądam dojrzałości!

Aby nie zwariować stwierdzam wszem i wobec: ŻĄDAM DOJRZAŁOŚCI. Internet i publiczne w nim wypowiedzi łączą się z ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ i to nie tylko w sensie karnym, ale także psychicznym (takie tam moje określenie, nie żadne książkowe). Piszesz, wypowiadasz się, oceniasz i robisz to publicznie = wystawiasz się na ocenę, wystawiasz każde swoje słowo na ocenę, wystawiasz nawet na ocenę to, co oceniasz. I to także zostanie zrobione publicznie.

Dlatego wolę konstruktywną krytykę

Lubię konstruktywną krytykę (z którą najczęściej się nie zgadzam :D). Zazwyczaj niewiele osób, które mówią, że umieją przyjmować konstruktywną krytykę rzeczywiście potrafią to robić. Wydaje mi się, że nikt nie lubi krytyki, ale dojrzałość pozwala do niej podejść pragmatycznie. Skoro ktoś krytykuje nasze zdanie, wcale nie oznacza, że krytykuje nas. Po prostu nie podoba mu się nasze zdanie. I tyle. Takie proste, a trudne zarazem, ale od tego zaczyna się praca nad sobą, by umieć być, mówić, dyskutować, z poszanowaniem dla innych.

Dyskutujmy!

Dlatego dyskutujmy NA POTĘGĘ! Krytykujmy swoje zdania ile wlezie, byle popierając to argumentami. Komentujmy, piszmy, nagrywajmy! Stać nas przecież na to, by skupiając się na różnicach mieć jeden wspólny mianownik: ciekawość drugiego człowieka i jego myśli. Tylko tak możemy się zmieniać, poprawiać, "przeglądać się" jak w lustrze w drugim człowieku. Tak też możemy tworzyć społeczność - zróżnicowaną, atrakcyjną, inną niż wszystkie, klimatyczną, z pieprzem i solą, UNIKALNĄ.

I tego na koniec pozostaje mi życzyć wszystkim piszącym, czytającym, recenzującym i komentującym.

* PLONK = w gwarze usenetowej – dodanie osoby, której postów nie chcemy czytać, do killfile, czyli wpisanie jej na listę osób, od których korespondencja będzie automatycznie kasowana (lub oznaczana jako już przeczytana) przez czytnik newsów lub program pocztowy. Stosowany jest zazwyczaj w stosunku do trolli i innych osób nagminnie łamiących netykietę.

* KF = to mechanizm służący do eliminowania niechcianej korespondencji. Nazwa killfile pochodzi z języka angielskiego i oznacza plik zawierający listę ignorowanych użytkowników. W języku polskim funkcjonuje również wolne tłumaczenie – mordplik.

Definicje zaczerpnięte z Wikipedii 

porady inne

Komentarze