Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

"My na ten spam z automatu odpisujemy..." - o nauczycielach słów parę z punktu widzenia Trenera SNT


Dzień dobry, Krzysztof Borowiak z tej strony, "Szkoła Nowych Technologii" Microsoft - szkolenia dla uczniów. Czy mogę rozmawiać z opiekunem szkoły, Panem X?

Od listopada zeszłego roku dane mi było dzwonić do szkół z takim zapytaniem. Mówiąc "do szkół", mam tu na myśli 21 placówek oświatowych na poziomie ponadgimnazjalnym. Obszar mojej działalności obejmował okolice Poznania (zasięg: ok. 120 km) oraz... Krakowa (zasięg ok. 60 km). Szkolenia prowadziłem przeważnie z kolegą Staszkiem, o którym pewnie parę razy w niniejszym wpisie wspomnę, tym niemniej, całą organizacją zajmowałem się osobiście. I przyznam Wam szczerze, było ciekawie...

Szkoła Nowych Technologii

Faktem jednak jest, że zacząłem niniejszy wpis niejako "od środka". A gdzie tu początek? Wróćmy może do mojego starego wpisu, Od Sesji do Prelegenta z elementami IT-owymi - część 1 (i ostatnia). W niedoszłej części 2, napisać miałem właśnie o SNT. Ale jako, że tego nie zrobiłem, napiszę o tym tutaj.

SNT to program pilotażowy MS na obszarze RP (wybrano nas z całego świata, yay!), mający na celu m.in. sprawdzenie potencjału młodzieży szkół średnich. Okres trwania pokrywa się z okresem trwania konkursu High School Tech Hero : od 1. listopada 2011 do 31. maja 2012. W ramach programu, szkoła-uczestnik otrzymywała:

r   e   k   l   a   m   a
  • Darmowe szkolenia dla uczniów od Microsoftu
  • Darmowy dostęp do platformy DreamSpark dla uczniów na okres 12 miesięcy
  • Możliwość wzięcia udziału w konkursie (do wygrania m.in. konsola, smartfon* z WP7, oraz wyposażenie do pracowni robotyki dla szkoły)
  • Darmowe szkolenia dla nauczycieli od WSIP
  • Darmowe konferencje dla dyrekcji
  • Oficjalne zaświadczenie, dyplom i tytuł "Szkoły Nowych Technologii"

Tak, dobrze widzicie. Microsoft rozdaje coś za darmo. I to nie byle co - szkolenia bowiem nie były wcale "czysto promocyjne". Owszem, przyznaję, wszystkie technologie były bliżej lub dalej związane z Microsoftem, a na liście 5 podstawowych tematów, 1 był niejako "promocyjny". Ale co z tego, skoro uczniowie otrzymują oprogramowanie i konkurs, nauczyciele własne szkolenia, a dyrekcja konferencje? Ogólnie, o kwestii pojawienia się na liście "profitów" tych konferencji bym coś napisał, ale nie jestem pewien, czy nie naruszę tym zasad podpisanego z Microsoftem NDA, stąd może lepiej ten temat pominąć :P

Tak czy siak, oferta była "godna". Jak zareagowały szkoły? Początkowo niemrawo, jednak pod koniec terminu zgłoszeń, chętnych nagle przybyło. Spośród wszystkich aplikacji, wyselekcjonowanych zostało ok. 700-800 placówek z całej Polski. Przerosło to dwukrotnie oczekiwania organizatorów projektu, stąd powołano drugi nabór na stanowisko Trenera, poza pierwotnym z września. Ano właśnie, nabór. Nie wspomniałem Wam, kto prowadzi szkolenia w imieniu MS. Już tę kwestię uściślam.

*- niech już będzie, że zaakceptuję nazwę "smartfon" :P

Studenci na Umowę o Praktyki

Zasady są proste:

  • Student należy do "Grupy .NET" lub "Grupy IT" działającej przy jego Uczelni / Wydziale
  • Student zgłasza się na bezpłatne praktyki
  • Student odbywa szkolenie w siedzibie Microsoft Polska
  • Student szkoli w placówkach oświatowych ze swojego regionu (min. 20 godzin)
  • Microsoft pokrywa częściowo lub całościowo koszty podróży do szkół spoza obszaru zamieszkania
  • Microsoft ustala z Uczelnią Trenera zaliczenie Obowiązkowych Praktyk poprzez szkolenia w ramach SNT
  • Microsoft zapewnia dostęp do oprogramowania MS Office 2010 Professional na czas współpracy (w ramach usługi Office365)
  • Microsoft zapewnia nagrodę dla osób, które wyrobią ponad 30 godzin szkolenia w postaci myszy MS Touch Mouse oraz zaproszenia na imprezę końcową

20 godzin oznacza przerobienie 5 godzin w 4 szkołach. Ja przerobiłem szkół 21, z czego większą część pół na pół ze Staszkiem. Ogólnie, ja wykonałem więc 64 godziny szkolenia (ponad 3-krotność normy, drugie miejsce w klasyfikacji Trenerów), a Staszek 50 godzin (2,5-krotność normy, trzecie miejsce w klasyfikacji Trenerów). Całkiem sporo, nie sądzicie? W szczególności, że to w sumie w większości praca charytatywna :P Pierwotnie bowiem przewidywane były nagrody dla osób aktywnych, jednak grupa trenerów z pierwszego naboru uznała, że nie ma co prowadzić do wyścigu szczurów, i sprawiła, że niezależnie od starań, każdy aktywny (tj. kto wykona min. 30 godzin) otrzyma mysz. Cóż, podejrzewam, że byłbym jednym z tych co by wyszli z telefonem z WP7 lub z konsolą, jako, że ze Stasiem zajmujemy szczytowe miejsca w rankingu. Ale nie ma co ubolewać - szkoliłem głównie dla przyjemności :) Ważna jest satysfakcja.*

*- Znajdźcie mi jeszcze paru ludzi myślących w ten sposób, tylko spoza SNT. Bo tutaj przyznam, że paru ich jest - chociażby Leszek z pierwszego miejsca w klasyfikacji, ponad 80 godzin szkoleń, czy Michał z pozycji czwartej - 49 godzin. Brawa dla nich!

Tematyka

  • Programowanie dla Windows Phone 7
  • Programowanie dla "Kinect for Windows"
  • HTML5 - podstawy
  • Oprogramowanie WebMatrix i CMS Umbraco
  • Usługi Windows Live

Dodatkowo, jeśli w jakiejś szkole poziom znajomości zagadnień z dziedziny Informatyki "leżał i kwiczał", mogliśmy prowadzić szkolenia np. z Kodu Game Labs, zamiast z WP7 i Kinect'a. Ot, furtka awaryjna.

Najważniejsze jednak jest to, że o każdym z tematów mamy 45 minutową prezentację. Tak, pojedyncza, "godzinna" prelekcja to 45 minut. W rzeczywistości, obowiązywała zasada, że dana prezentacja musi trwać minimalnie 30, zaś maksymalnie 60 minut. W przypadku mojego zespołu, wszystkie prelekcje poza ostatnią trwały w zakresie 45-60 minut, natomiast "Usługi Windows Live", jako najmniej treściwe, bo mówiące o profitach z założenia konta i o obsłudze obecnych tam narzędzi, skracaliśmy do 30 minut. Żeby jednak nie było nieuczciwie, w ramach tej jednostki dodawaliśmy jeszcze informacje o konkursie ("High School Tech Hero") oraz naszej Uczelni, tj. Politechnice Poznańskiej i Wydziale Informatyki.

W niektórych szkołach, zamiast prelekcji, prowadziliśmy warsztaty - ale to już szczegóły :) Tym niemniej, warto zauważyć jedną kwestię - prelekcje i warsztaty, które prowadziliśmy, to ledwie wierzchołek góry lodowej. Tak naprawdę, naszym zadaniem było pokazać uczniom nowe technologie, zapoznać ich z nimi, zainteresować, oraz podać źródła do samodzielnej nauki. Nikt myślący logicznie nie uwierzyłby przecież, że w 45-90 minut jesteśmy w stanie kogoś nauczyć od zera programowania w języku C# dla Windows Phone 7! Nikt poza...

Ogólnie o szkołach

...nauczycielami. W tym miejscu wracamy do poruszonego na początku wątku - szkół i zachowania ich kadr. Przyznam szczerze, że ogólnie nie było tak źle. :) Ot, zdarzali się nauczyciele "normalni", jak też ci nieco pewniejsi siebie i bardziej wymagający. Ci drudzy często liczyli na to, że jesteśmy w stanie zrobić coś więcej niż opisałem wyżej. Naprawdę głupio było mi im tłumaczyć, że nie jestem w stanie ich uczniów nauczyć całego HTML5, wraz z CSS3 i JavaScriptem od zera do milionera w ciągu 90 minutowych warsztatów. Zdarzali się też nauczyciele zrezygnowani i "pozwalający na szkolenie z łaski", bo "a nuże któremuś się to przyda, choć to w sumie wymówka, żeby nie iść na lekcje". Owszem, parę szkół, gdzie odniosłem takie wrażenie, się trafiło. Ale wymieniać ich z nazw nie zamierzam, gdyż wielokrotnie był to po prostu wynik zbiegu okoliczności.

Ok, fakt, jeden taki przykład muszę dać, aby nie wypaść gołosłownie. W jednej ze szkół na południe od Krakowa, po długiej, kilkuset kilometrowej podróży z Poznania, dowiedzieliśmy się, że uczniów nie będzie zbyt wielu, gdyż... w szkole odbywa się tego dnia "Dzień Sportu". No cóż, szkoda, że dowiedzieliśmy się o tym od Sekretariatu w dniu szkolenia, a nie od Dyrektora, z którym się umawialiśmy parę tygodni wcześniej. Tak, czy siak, szkolenie przeprowadziliśmy dla całkiem aktywnej, choć skromnej grupy uczennic. I było naprawdę miło, a dziewczyny szybko łapały temat :)

Smutek, żal i przykrość

Skupiając się jednak na tym, co było dla szkoleń charakterystyczne - to te właśnie uczucia zdarzało się nam odczuwać dość często. Na szczęście, nie mogę powiedzieć, że najczęściej :)

Spróbujcie wyjaśnić fakt, jakim jest to, że nauczyciel-opiekun opuszcza placówkę przed zakończeniem szkoleń, gdyż "skończył godziny pracy". Ja rozumiem, rodzina, dzieci, życie prywatne... ale jak się jest nauczycielem, jak się z kimś umawia szkolenie, to jest się nim całym sobą, i dba się o uczniów. Opiekuje się nimi, a nie zostawia pod opieką zupełnie obcego człowieka, a co gorsza, studenta na praktykach. I co, ja mam brać odpowiedzialność za czyjąś, całkowicie obcą mi klasę? Za 15-30 osób, na które nie mam nawet tak prostego "haka" jak możliwość wpisania minusa, jedynki lub nagany do dziennika? Zwracam uwagę, że bycie nauczycielem to praca 24/7, ciężka, wymagająca i wyniszczająca, ale przynosząca ogromną satysfakcję, gdy uczniowie wykazują postępy. Coś o tym wiem, bo Trener to też forma nauczyciela, choć niezupełna (więcej o tym napiszę dalej). Mam jednak wrażenie, że takie podejście do tego zawodu jest rzadkością.

Innym przykładem utrapienia, były niektóre grupy uczniowskie. Wyobraźcie sobie: mówicie nowinki dotyczące Kinecta, skaczecie przed sensorem, aby rozbawić słuchaczy i zainteresować ich tematem, próbujecie, aby prezentacja zapadła im w pamięć, a tu nagle jedna z uczennic otwiera plecak i zaczyna rozpylać po sali ogromne ilości perfum o silnej woni wanilii. Powodzenia w powstrzymywaniu kichnięcia :) A wyjaśnienie zachowania? "Ot, tak jakoś". W sumie, prawdziwie zabawne było, gdy ta sama uczennica, na pytanie: "co jest kluczem do sukcesu dla kogoś rozwijającego się w dziedzinie Informatyki?" odpowiedziała z głosem pełnym niemal świętego przekonania o poprawności swojej odpowiedzi: "Łóżko?". I bynajmniej nie chodziło o sen, co potwierdziła chwilę później. Cóż, myślałby kto, że trening, pisanie kodu i ciągła nauka... :P

Takich przykładów mógłbym mnożyć. Przedstawię Wam jednak jeszcze tylko dwa inne, w mojej opinii najważniejsze. Oba tyczą się nauczycieli, o dziwo, z tego samego miasta na literę S.. Zbieg okoliczności?

Przykład 1: Nauczyciel niedowiarek

Szkoliłem swego czasu w jednej ze szkół w rzeczonej miejscowości. Tematyka szkolenia: Google SketchUp 8, edycja darmowa. Ot, podstawy tworzenia brył, brył obrotowych, oraz budowa prostego domku z wyposażeniem wnętrza własnej roboty. Na koniec, eksport. Dodatkowo, troszkę teorii na temat grafiki 3D. Całość trwała ok. 3 godzin, wliczając w to prelekcję oraz warsztaty. To, co zauważyłem, to gigantyczna wręcz aktywność uczniów. Ba, niektórzy wykazywali nawet dość zaawansowaną znajomość tej aplikacji. Żyć nie umierać, nie sądzicie? I wszystko byłoby super, gdyby nie ich nauczyciel.

Spytałem opiekuna szkoły dla tego konkretnego szkolenia, dlaczego nie zgłoszono placówki do udziału w SNT. Otrzymałem zaskakującą dla mnie, i wręcz żenującą odpowiedź, że uczniowie w tej szkole są nieaktywni, niechętni do zadań ponadprogramowych, a ogólnie to nikt tu nie ma takiej wiedzy, żeby w ogóle słuchać o nowych technologiach. Chwila, to co ja, jakichś innych uczniów widziałem? Jakoś mi się nie chce wierzyć. Tym bardziej, dziwi takie podejście nauczyciela, gdy szkoła narzeka na brak dofinansowania unijnego, i w efekcie brak szkoleń dodatkowych, poza tymi darmowymi. SNT BYŁO DARMOWE! Ale przecież dla tych uczniów to za wiele, nauczyciel wie lepiej...

Przykład 2: Nauczyciel "hejter"

Historia, która zdarzyła mi się parę dni temu. Ponownie, jakaś szkoła w tej samej miejscowości. Pierwszy telefon, zgłasza się Sekretarka. Na szczęście nie automatyczna, żywa :P Przedstawiam się tak, jak na początku niniejszego wpisu, wyjaśniam, że zastępuję koleżankę Monikę, która kontaktowała się już wcześniej. I już pierwsze zaskoczenie: "jaką koleżankę Monikę?". I nikt nic nie wie. Dziwne, zważywszy, że Monika wspomniała o wstępnie poczynionych ustaleniach... Ostatecznie, po paru minutach produkowania się, zostałem przełączony do V-ce Dyrektor szkoły. Zostałem przyjęty ciepło i w miarę wysłuchany (ponownie się parę minut produkowałem), jednak z pewnych "przyczyn osobistych" zostałem "spławiony" i zaproszony do kontaktu mailowego. Odpowiedź miałem dostać dnia następnego. Jak myślicie, dostałem? :P Jeśli w to uwierzyliście, to najwyższa pora przejrzeć na oczy. Jesteśmy przecież w Polsce...

Po dwóch dniach, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami z sekretariatem, skontaktowałem się ponownie. Po trzech próbach w końcu trafiłem na Nauczyciela-Opiekuna szkoły w ramach SNT. Nauczyciela, który nie miał bladego pojęcia, że tym opiekunem jest! Dopiero ja uświadomiłem go, że do tej roli został zgłoszony. I tu ciekawostka, bo z moich (nieoficjalnych niestety) źródeł wynika, że Dyrekcja szkoły wzięła udział w konferencji dla dyrektorów, a Nauczyciele w szkoleniach dla kadry nauczycielskiej. Jak więc Pan Opiekun wymigał się od wiedzy, czym jest SNT? Nie mam bladego pojęcia. Szkoda mi tylko jego uczniów.

Najciekawszy jest jednak fakt, że gdy usłyszał słowo "Microsoft", zadziałało to niczym "Windows" na 14-letniego fanatyka otwartego oprogramowania. Nie, nie mam tu na myśli webnulla, tudzież Banana, broń Boże, bo chłopaki mają swoje pasje, swój sposób pisania, i idzie im nieźle. No dobra, ten pierwszy czasem mocniej człowiekowi dowali, ale wciąż, poziom merytoryczny jakiś sobą reprezentuje. A ja mam tu na myśli takiego "typowego", niedorośniętego "hejtera", który uważa system Windows za "zło konieczne" i w ogóle sieje strach i zamęt wśród niezorientowanych w temacie użytkowników.

Ogólnie, dostało mi się od oszustów, nieuczciwej promocji, oraz prania mózgów młodzieży. Oskarżono mnie o bycie winnym, że serwer IIS nie działa prawidłowo na szkolnych maszynach (sic!), oraz poinformowany, że w całej szkole stosuje się rozwiązania otwartoźródłowe, bo Windows nie daje rady (i to też pewnie moja wina). Ba, "wszyscy uczniowie korzystają w domach z Linuxa!" - usłyszałem. Prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie, niż uwierzę, że kilkuset uczniów korzysta TYLKO z rozwiązań otwartoźródłowych dlatego, że są one promowane z dużym naciskiem przez szkołę. Kto tu komu pierze mózg, co?

Ale najgorsze było podejście tego nauczyciela względem tzw. okazji, czyli darmowych szkoleń, które za cenę drobnej promocji, niosą za sobą dość sporą wiedzę merytoryczną dla uczniów. Spytałem go bowiem, dlaczego przy takim podejściu zgłoszono szkołę do programu prowadzonego właśnie przez firmę Microsoft.

My na co dzień dostajemy 5-10 tego rodzaju SPAM-u [?!], już odruchowo na to odpowiadamy twierdząco, a to i tak się rozmywa i nic z tego nie wychodzi. Ot się klika, wpisuje, i czeka aż wygaśnie.

Ok, czyli zgłaszają szkołę do WSZYSTKIEGO "bo tak", zajmują cenne miejsca, które zająć mogliby uczniowie z innych, chętnych do współpracy placówek, po czym zostawiają sprawę, aż sama wygaśnie. Rzekłbym, że to fachowy trolling, ale nie chcę tu nikogo broń Boże obrażać. Po prostu aż z żalu człowieka skręca, że tacy ludzie decydują o edukacji naszego społeczeństwa.

Radość, satysfakcja i uśmiech od ucha do ucha

Trochę powyżej ponarzekałem. A jak ogólnie wygląda dla mnie praca Trenera SNT? Owszem, jest zawsze trochę niechętnych uczniów, ale gdy po szkoleniu zbiega się dookoła mnie grupa chętnych do wzięcia udziału w konkursie, zapalonych do idei, albo po prostu ciekawych dodatkowej wiedzy, uczniów, odczuwam niesamowitą wręcz radość i satysfakcję. To jest to! To jest ten entuzjazm! Jak to mawia szef, jest SIŁA! (nie, szefem nie jest Burneika :P ). Uczniów szkół średnich nie trzeba nawet zachęcać do aktywności, wystarczy tylko dostarczyć im odpowiednie narzędzia i zapalonych do swojej pracy nauczycieli!

Właśnie dlatego "wziąłem" tak "perfidną", bezpłatną robotę. Dla tej satysfakcji i radości z dawania. No i możliwości szkoleń wyjazdowych, które są pewnego rodzaju odskocznią - przyjemne z pożytecznym ;) Sami przyznajcie - 2 godziny jazdy w jedną stronę, 3 godziny szkolenia w jednej szkole, przerwa na przejazd między szkołami, 3 godziny szkolenia w drugiej szkole, i jeszcze kolejne 2 godziny jazdy powrotnej. Razem 10-11 godzin pracy. Zaczyna się o 6 rano, kończy o 17. A wszystko za darmo, jedynie koszty podróży szacunkowo pokryte. Choć nie powiem, ja ze Stasiem mieliśmy o tyle dobrze, że na dalsze wyjazdy to i kwaterunek, i fundusze na wyżywienie się znalazły.

Wierzę, że pozostali trenerzy SNT również szkolili z zapałem, aby dać z siebie jak najwięcej, i aby młodzież szkolna wyrosła w przyszłości (nie, to naprawdę nie hasła propagandowe, przecież nie politykuję :P ) na ludzi światłych, rozwiniętych i inteligentnych, nie bojących się nowinek i umiejących stosować je w codziennym życiu.

Podsumowanie w kwestii nauczycieli

Nauczycielem nie może być ktoś, kto myśli, że ma wiedzę, i lecąc po podręczniku klepie głupoty, bez ich sprawdzenia, nie wierząc ponadto w uczniów. A z takimi osobami było mi dane się parę razy spotkać. Na szczęście, to tylko pojedyncze przypadki, choć szkoda, że w ogóle takie się zdarzyły.

Nauczyciel, to ktoś, kto wybrany podręcznik przebadał co najmniej raz, bo wie, że nie może wybrać czegoś nieznanego dla swoich podopiecznych.

Nauczyciel, to ktoś, kto w swoim podręczniku ma zaznaczone wszystkie błędy i te błędy wskazał wydawnictwu.

Nauczyciel, to ktoś, kto korzysta nie tylko z tego jednego podręcznika, ale z wielu innych pozycji naukowych.

Nauczyciel na bieżąco się rozwija, i nigdy sam nie przestaje być uczniem. Bada w Internecie nowinki na temat tego, o czym uczy.

Nauczyciel dostarcza uczniom na bieżąco świeżą wiedzę.

Nauczyciel musi potrafić uzyskać autorytet wśród uczniów, a zarazem stać się "jednym z nich".

Nauczyciel musi wykazywać się perswazją, siłą charakteru i odpornością na stres. Powinien być krasomówcą, którego wręcz chce się słuchać, oraz którego lekcje są ciekawe, choćby mówił o najmniej interesującym fakcie dotyczącym rozmnażania dżdżownicy.

Nauczyciel widzi potrzeby swoich uczniów, i potrafi z nich skorzystać, aby wpajać w nich wiedzę. Gdy widzi długotrwałe zmęczenie, organizuje wycieczkę w konkretne miejsce związane z przedmiotem, i prowadzi ją w sposób ciekawy. Gdy widzi entuzjazm, może przerobić dwie lekcje na jednej jednostce, aby móc w przyszłości zorganizować jakieś luźniejsze, ciekawe zajęcia. Gdy widzi, że poprzedni sprawdzian zrobił za trudny, obniża próg, a następnym razem stara się albo nauczyć więcej, albo bardziej dostosować test do poziomu swoich podopiecznych. Wie bowiem, że test sprawdza wiedzę ucznia spośród tej, którą przerobiono, a nie spośród tej, którą rzekomo powinno się przerobić.

To tylko kilka podstawowych punktów, które teraz przyszły mi do głowy. Wielu brakuje, wiele powinno zostać dopowiedzianych. Choćby wytrzymałe struny głosowe, i odporność na brak snu, gdy przez 3 dni pod rząd trzeba sprawdzać prace klasowe. Ważnym jest jednak to, co napiszę w następnym akapicie.

Jeśli ktoś zwie się nauczycielem, a nie spełnia choć jednego z powyższych warunków, to nie ma żadnego prawa tak się nazywać. Wówczas powinien nosić miano "uczyciela", który uczy, lecz niczego nie nauczy.

Powiem Wam, że ja jako trener mam łatwiej. Za każdym razem uczę kogoś innego. Nie muszę zdobywać autorytetu, bo albo go mam dzięki opiekunowi klasy, albo nawet nie mam co o nim marzyć. Ot, chociażby jak ktoś mnie zapowiedział, że jestem studentem, i prosi o wyrozumiałość... powodzenia w takiej sytuacji ;) Jako trener, nie muszę znać żadnego podręcznika na pamięć, bo takowego nie ma. Jestem tylko ja, moja prezentacja, dane z kilku źródeł wiedzy i własnego doświadczenia, oraz uczniowie, którym trzeba to przekazać. I ograniczenie czasowe, nie do przeskoczenia, bo przecież za tydzień się nie spotkam z nimi ponownie, i nie zacznę od miejsca, w którym skończyłem. Jako trener, wprowadzam ich w dany temat, i wskazuję źródła wiedzy. Niejako więc, sam w sobie jestem "uczycielem". Bo ja nigdy ich niczego nie nauczę od początku do końca, choćbym nawet z całych sił się starał.

I dlatego ja zwany jestem "trenerem", nie "nauczycielem". Tylko wiecie, ja się przynajmniej staram, w przeciwieństwie do niektórych nauczycieli. To może zmieńmy nazewnictwo? :)

Podsumowanie (tym razem faktyczne)

Pozdrawiam całą kadrę nauczycielską w Polsce. Życzę Wam, aby każdy z Was mógł być zwany nauczycielem w pełnym tego słowa znaczeniu. I życzę Wam siły i wytrwałości w Waszym postanowieniu, gdyż praca ta nie jest ani łatwa, ani lekka, ani wysokopłatna. Po prostu jest niesamowicie satysfakcjonująca, gdy przynosi efekty.


 

hobby inne

Komentarze