Strona używa cookies (ciasteczek). Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.    X

O tworzeniu Informatyków felietonu część druga

Obietnica musi zostać spełniona, zatem część druga wpisu niechaj się stanie ;)

Na wstępie, zamiast logo Dziewczyny na Politechniki wstawiam starego, dobrego Hasacza:

Za: Nonsensopedia (wersja animowana)

r   e   k   l   a   m   a

I w sumie w tym miejscu ten wpis powinien się zaczynać...

Tutaj bowiem leży całe meritum sprawy. A zatem: jakie mam wrażenia z ostatnich 4 semestrów Informatyki na Wydziale Informatyki (i Zarządzania [*])? Skąd ten znicz przy drugim członie nazwy wydziału? I skąd się u licha biorą Informatycy, zważając na poziom edukacji w szkołach?!

Wydział Informatyki...

...i Zarządzania, był do niedawna najpopularniejszym chyba wydziałem Politechniki Poznańskiej. To na nim powstała Automatyka i Zarządzanie, przemianowana na Automatykę i Robotykę - jeden z najprężniejszych makrokierunków w Polsce. To na WIiZ zaistniała "ta lepsza" Informatyka (bez obrazy dla Wydziału Elektrycznego, którego poziom kształcenia wcale nie odbiega od norm Politechniki). To WIiZ, znany na świecie jako FCM (Faculty of Computing and Management), z pomocą swoich studentów wspinał się na podium niejednego konkursu, w tym MS ImagineCup.

Niestety, 5 maja 2010 roku...

największy wydział Politechniki Poznańskiej, znany na całym świecie, ulega rozpadowi. Od 5 maja tego roku, decyzją Senatu, Wydział Informatyki i Zarządzania będzie Wydziałem Informatyki i Wydziałem Inżynierii Zarządzania. Dziekanem Wydziału Informatyki pozostaje prof. Nawrocki (...)

Za: jedno z for poświęconych Informatyce WIiZ/WI na PP

Za: Była strona Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Poznańskiej

Oczywiście, nie było tak źle. Po prostu oddzielono Zarządzanie od kierunków informatycznych, takich jak Automatyka i Robotyka, Informatyka czy też nowego makrokierunku (wespół z UAM): Bioinformatyka.

4 pory studiów

Skoro już wiemy, skąd znicz przy Zarządzaniu, wróćmy do głównego wątku. Jakie mam wrażenia po 4 semestrach studiów? Pozytywne, choć mieszane.

W czym rzecz? Przez całe gimnazjum wmawiano mi, że w liceum nie będzie dyktowania notatek, nie będzie pisania ich na tablicy i głupiego przepisywania. Że będą zadania praktyczne, a do teorii będą podręczniki. Jak pewnie się domyślacie, okazało się to bujdą. Ale mniejsza o to. W liceum mówiono, że na studiach także nie będzie dyktowania notatek, że musimy je umieć sporządzać sami, że nie będzie pisania na tablicy, że będzie podział na praktyczne ćwiczenia i laboratoria oraz teoretyczne wykłady. Że egzaminy będą znaczyły coś więcej, niż sprawdziany w szkole. Że będą sprawdzały faktyczne umiejętności i mądrość, a nie fikcyjną teoretyczną i zakutą pseudo-wiedzę.

I owszem, część z tego się sprawdziła. Przykładowo, semestr pierwszy: na wykładach z Analizy Matematycznej prowadzonych przez doktora Gruszkę (niesamowicie charyzmatyczny i miły człowiek), można było poczuć prawdziwą wolność. To od nas zależało, czy będziemy notować to co dyktuje "po swojemu" z fragmentami, których nie wolno było zmieniać, czy może zapamiętamy to w trakcie wykładu. Sporo studentów tej wolności nie umiało jednak należycie docenić (w tym także i ja) i pogrywało sobie na laptopach: a to w Hedgewars, a to w Morrowind...

Idąc dalej, bardzo miło wspominam Wprowadzenie do Informatyki. Także pierwszy semestr, wykłady prowadził Dziekan wydziału, Profesor Nawrocki. Człowiek znany ze swojego prostudenckiego podejścia oraz zaangażowania w to, co robi. Jego wykłady wyróżniały się od wszystkich innych, które do tej pory miałem. Prowadzone były w sali A tzw. łącznika, pomieszczeniu pozbawionym okien i jakiejkolwiek porządnej wentylacji. Momentalnie robi się tam duszno i sennie. Dziekan znalazł na tę senność rozwiązanie. Po 45 minutach należało wstać i wyklaskiwać rytm za nim. Jakkolwiek metoda ta krytykowana była przez niektórych moich kolegów ("dziecinada", "no i po co to?", "spać człowiekowi nie da"), to jednak w mojej opinii była bardzo skuteczna. Szkoda, że taka przerwa na rozprostowanie kości nie jest powszechna na innych przedmiotach...

Wracając jednak do tego, co mówiono mi w liceum, na studiach z Informatyki bardzo ważna będzie matematyka i informatyka. Brak sprecyzowania. Skoro matematyka, to i fizyka, skoro fizyka, to i elektronika, skoro elektronika to i techniki cyfrowe... to wszystko się zapętla w wielkie koło zależności. I nagle okazuje się, że Informatyka jest wszystkim na raz.

Ciężko było mi pojąć konieczność nauki takich przedmiotów jak Podstawy Elektroniki, gdzie uczymy się wkładać układy i kabelki w podstawki tak, żeby coś świeciło, a coś innego zgasło. A co z, chociażby, lutowaniem? Co z nieco bardziej praktyczną (w sensie przydatności) wiedzą? Mamy więc pierwszy przedmiot, który ciężko nazwać przydatnym dla przyszłego Informatyka... w następnym semestrze bowiem był przedmiot obieralny z tej samej tematyki, gdzie już zadania były bardziej życiowe. Ponieważ jednak tam nie uczęszczałem (ja wybrałem Podstawy Robotyki), wypowiadać szerzej się nie będę.

Przez łącznie 3 semestry nie wiedziałem, po co studiuję Informatykę. Ogrom matematyki w stosunku do wiedzy związanej z komputerem był porażający. Zastanawiałem się: "na co mi to?", "gdzie tego użyję?". Ostatecznie, odpowiedzi na te pytania nie otrzymałem do teraz, poza tym, że wiedza z poprzednich semestrów jest przydatna do nauki na następnych. Takie błędne koło, uczyć się czegoś, aby uczyć się czegoś innego, koniecznego do nauki kolejnej rzeczy. W czwartym semestrze otrzymałem odpowiedź na pytanie co chcę robić. Sieci. Administracja. I w tym kierunku się zacząłem powoli kształcić dodatkowo sam.

Na co mi więc np. Metody Probabilistyczne? Chociażby do nauki Statystyki i Analizy Danych oraz Badań Operacyjnych. Te drugie powiązane są jeszcze z Optymalizacją Kombinatoryczną, natomiast ta pierwsza przydaje się, gdy trzeba sprawdzić, czy prawdą jest, że dwie niezależne podsieci zapewniają o co najmniej 30% wyższą niezawodność niż jedna duża sieć ;) Ostatecznie więc, niczego nie uczę się bez powodu - zawsze jest jakaś konkretna przyczyna.

W paru słowach

Ogółem, powyższy wywód można skrócić do paru słów: mam mieszane uczucia co do niektórych przedmiotów, lecz "jednojednoznacznie" pozytywne odnośnie samego kierunku. Poziom nauczania jest wysoki. Poziom trudności egzaminów jest wysoki. Wymagane umiejętności i wiedza jest spora. A sami prowadzący są w porządku. I proszę, nie odbierajcie tego jako reklamy - to po prostu moja opinia ;)

Skąd się biorą informatycy?

Ha! Nareszcie! Sedno, kwintesencja wątku. Skąd się biorą Informatycy. I powiem Wam, że sam chyba nie wiem :P Może i bzdurna odpowiedź może i wyprowadzam Was w pole, ale spójrzcie na mnie... Skąd jestem? Mały szkrab, który miał dostęp do komputera, który przeszedł przez nauczanie początkowe bez komputerów, który przeszedł przez podstawówkę z archaicznym systemem i który już w gimnazjum się uparł na Informatykę. Mimo, że nie miał żadnych podstaw, ani nikogo, kto by go poprowadził. Ten dzieciak z gimnazjum trafił w końcu do liceum, które znane jest z różowo-turkusowych ścian, klas biol-chemicznych i doskonałego historyka (Roberta Śniegockiego, autora podręczników do historii dla szkół ponadgimnazjalnych). I w tym liceum w końcu zaczął się uczyć Informatyki jako takiej. Tak się uparł, że zdał w miarę dobrze maturę (100-któreś miejsce w pierwszym rankingu przyjętych, gdzie było ponad 230 osób, a więc byłem w pierwszej połowie :P), i już od czterech semestrów studiuje Informatykę.

Za: Jędzejowskie Forum Internetowe

Skąd więc biorą się Informatycy? Jeśli mam spróbować na to odpowiedzieć, to pewnym jest, że na pewno nie z naszego systemu edukacji. Na pewno nie z rąk nauczycieli, czy korepetytorów. Na też pewno nie z jakichś konkursów na poziomie podstawowym / gimnazjalnym (tych wyższych nie liczę, bo tam biorą udział już odrobinę ukształtowani ludzie).

Informatycy biorą się z czystej pasji, z pewnego rodzaju "Bożej Iskry" zaszczepionej czasem przez kogoś bliskiego, również zafascynowanego tematyką. Czasem, tę iskrę mają po prostu we krwi. Póki co, nie umiemy bowiem wykształcić miłości do Informatyki w naszych szkołach. My, Informatycy, jesteśmy więc inni, może nawet lepsi...

Ktoś z oddali: Taaa. Wmawiaj sobie... ;)

Słowo sprostowania na koniec.

Na zakończenie, wybaczcie mi proszę, że raz na jakiś czas piszę informatyk, Informatyk, informatyka i Informatyka. Czasem mam na myśli Informatykę jako sztukę i nazwę własną, czasem jako kierunek lub po prostu shifta zapomnę :P Czasem mam na myśli Informatyka jako artystę lub swego rodzaju narodowość (Polacy, nie polacy), czasem informatyka jako człowieka, który ma z dziedziną coś wspólnego (albo znowu zapomnę shifta :P).

I słowo przeprosin na koniec.

Przepraszam wszystkich, których moja konkluzja zawiodła. I to chyba tyle...

Następny wpis w kolejce: Walka z Wiatrakami - Orange. 

Komentarze