NVIDIA. Według prezesa 27 proc. nabywców najnowszych kart graficznych to wariaci

Strona główna Aktualności
Jensen Huang na targach Computex 2016, fot. CC BY 2.0
Jensen Huang na targach Computex 2016, fot. CC BY 2.0

O autorze

Przedstawiciele NVIDII od lat pokazują, że agresywny marketing nie jest im obcy. Lubią czasem wbić szpilę konkurencji przez wytykanie wpadek i podkreślanie własnej, dominującej pozycji. Teraz swoje trzy grosze dorzucił sam Jensen Huang, dyrektor generalny zielonych, który podsumowując raport finansowy za II kwartał 2019 roku, nie omieszkał przypomnieć o technologii ray tracingu.

W tym momencie jest przesądzone, że jeśli zamierzasz kupić nową kartę graficzną, będziesz z niej korzystać przez dwa, trzy, cztery lata, a brak ray tracingu jest szaleństwem – powiedział Huang podczas transmisji skierowanej do inwestorów, cytowany przez serwis OC3D.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że miał to być przytyk w stronę AMD Radeonów RX 5700 XT oraz RX 5700. Te, jak wiadomo, sprzętowej akceleracji dla śledzenia promieni nie mają, w odróżnieniu od konkurencyjnych GeForce'ów RTX 2070 (Super) i RTX 2060 (Super). Nie można przy tym zaprzeczyć, że ray tracing faktycznie jest przyszłością. Nie bez kozery o tym rozwiązaniu mówią zarówno twórcy konsol, jak i AMD w kontekście przyszłych modeli kart.

Tylko, prezes NVIDII jakby zapomniał o własnej ofercie. Aktualny katalog zielonych to nie tylko seria RTX 20 z wyspecjalizowanymi jednostkami do ray tracingu, ale także pozbawione tej technologii GeForce'y GTX 16. Ostatecznie szaleńcami nazwani zostali również ci, którzy wiernie kupują produkty Huanga, tyle że z nieco niższej półki. Brawo, prezesie, tak właśnie należy robić PR.

Z ciekawości sprawdziłem w ankiecie sprzętowej Steama udział poszczególnych odmian Turingów. Odsetek posiadaczy RTX 20 wynosi 3,26 proc., GTX 16 zaś – 1,23 proc. Matematycznie rzecz ujmując, według szefa NVIDII 27 proc. nabywców kart w architekturze Turing to wariaci.

© dobreprogramy