Niektóre iPady Pro są od nowości wygięte. Apple uważa, że to dopuszczalne. Eee...

Strona główna Aktualności
Źródło: Depositphotos
Źródło: Depositphotos

O autorze

Już w listopadzie, zaraz po premierze iPadów Pro w wersji modelowej na rok 2018, na forum MacRumors zaczęły pojawiać się doniesienia o fabrycznie wygiętych egzemplarzach najnowszego tabletu Apple'a. Nie jest to usterka z rodzaju tych uniemożliwiających prawidłowe działanie urządzenia, ale część klientów zauważyła, że ich tablety nie mają idealnej płaszczyzny. Teraz producent potwierdził występowanie zjawiska, z tym że uważa je za coś normalnego.

Zdaje się, że problem dotyczy głównie modeli z modemem LTE, w których jednorodna struktura aluminiowej obudowy zaburzona jest przez zaślepkę anteny, aczkolwiek nie oznacza to, że kupując wariant z samym Wi-Fi można być spokojnym. Skargi napływają od posiadaczy zarówno jednej, jak i drugiej wersji, tyle że w jednym przypadku jest ich więcej, w drugim – mniej.

Z czego niektórzy z rozżalonych twierdzą, że iPad wygiął się dopiero w czasie eksploatacji, na przykład przenoszenia w plecaku, podczas gdy inni deklarują, że wygięty tablet wyjęli wprost z pudełka. Firma z Cupertino przyznaje się tylko do wygięć powstałych w fabryce.

Jak przekazano redakcji The Verge, niewielkie fabryczne wygięcie iPada Pro jest efektem ubocznym procesu produkcji, a zarazem czymś, co producent całkowicie dopuszcza. Zaburzenie płaszczyzny powstaje ponoć wtedy, gdy metalowe elementy obudowy są schładzane po obróbce, z udziałem elementów plastikowych. Autor artykułu, Chris Welch, twierdzi nawet, że osobiście spotkał się z podatnym na zniekształcenia iPadem Pro – jego egzemplarz wygiął się po dwóch tygodniach. Wymienił go w ramach gwarancji, po czym otrzymał sztukę wygiętą fabrycznie.

Podejście Apple'a do ewentualnych roszczeń gwarancyjnych jest niejednoznaczne. Z doniesień w internecie wynika, że raz wygięte tablety są bezproblemowo wymieniane, innym razem – nie. Niektórzy sprzedawcy podobno wymieniają uszkodzone sztuki jedynie w ramach pakietu ubezpieczenia AppleCare+, co oczywiście generuje dodatkowe koszty. Jako że firma nie uważa wygięcia za wadę, brakuje globalnego planu działania w momencie stwierdzenia defektu.

Bendgate vol. 2? Mimo wszystko, raczej nie

W tym miejscu rodzi się oczywiste pytanie: czy mamy do czynienia z drugim epizodem afery bendgate? Niektórzy zapewne wciąż pamiętają, jak wydane w 2014 r. iPhone 6 i iPhone 6 Plus potrafiły wyginać się od samego noszenia w spodniach, w odróżnieniu od bardzo solidnych iPhone'ów 5s. Cóż, szczytem naiwności byłoby sądzić, że firma z Cupertino pragnie powtórki z rozrywki. Bendgate doprowadziło pośrednio do serii problemów z dotykiem, a w konsekwencji – masowych zwrotów i reklamacji iPhone'ów 6. generacji. Oszczędności materiałowe summa summarum odbiły się czkawką. Póki co – według Apple'a – procent zwracanych iPadów Pro z 2018 r. nie odbiega od reszty oferowanych urządzeń, a to z kolei sugeruje, że problem nie jest aż tak dotkliwy.

Inna sprawa, że – przyznajcie – jeśli kupuje się tablet za co najmniej 799 dol. (w Polsce: 3 799 zł), to wręcz urzędowo powinno oczekiwać się perfekcyjnego wykonania i dbałości o detale. Apple ma jedne z najwyższych marż handlowych na rynku i nie powinno dopuszczać egzemplarzy z defektami do sprzedaży, nie mówiąc już o tłumaczeniu się „normalnym zjawiskiem”. Duży minus.

© dobreprogramy