Odwiedź Internet z innego wymiaru – Usenet i grupy dyskusyjne w 2018 roku

Strona główna Aktualności
Sieci społeczne na tablicy z
Sieci społeczne na tablicy z

O autorze

Coraz trudniej dziś o prawdziwie innowacyjną usługę internetową. Wszystkie zostały obecnie zaklęte w przeglądarkę internetową, gdzie pod postacią ciężkich portali i aplikacji internetowych, komunikują się ze światem z wykorzystaniem zaszyfrowanego hipertekstu słanego portem 443. Niewątpliwie zachodzi ciągły rozwój, ale w kwestii formuły bardzo często mowa wyłącznie o statecznej ewolucji. Serwisy udostępniania filmów stają się serwisami filmów w 4K z możliwością strumieniowania na żywo. Wyszukiwarki internetowe stały się wyszukiwarkami stron, zakupów, książek i biletów lotniczych. Wszelkie „rewolucje” są rewolucjami wyłącznie w umysłach marketingowców, bo naprawdę trudno już dziś sprzedać cokolwiek nowego.

Paraliż kreatywny następuje też w warstwie pod spodem. Z wielu niekoniecznie godnych pochwały powodów, metody dostarczania usług istotnie wystandaryzowały się właśnie na portach 80/443. Przyczyn jest wiele: projektowanie bez uwzględnienia dedykowanych klientów, dostępność w sieciach wycinających wszelki ruch poza HTTP, łatwość i przenośność tworzenia aplikacji webowych… Wszystkie te czynniki stopniowo prowadziły do całkowitego wyobcowania usług pracujących na portach innych, niż domyślne hipertekstowe. Można bez przesady twierdzić, że nawet pocztę dziś obsługujemy przez HTTP, bo nikt nie korzysta z programów pocztowych. Dlatego też wszelkie pozostałe serwisy wyglądają pokracznie i obco.

Powyższe wrażenie ulega spotęgowaniu, gdy weźmiemy pod uwagę, że to już sieć WWW była architekturalnie „w poprzek” Internetu, nieskończenie skalowalnej sieci, dbającej jednak o utrzymanie centralnego dostępu. Bez wyszukiwarek internetowych, sieć wygląda jak książka telefoniczna, której strony ktoś rozrzucił po całym mieście. Tymczasem zgłoszenie się niegdyś do sieci IRC dawało dostęp… do światowej sieci IRC, pełnej samo-synchronizujących się nawzajem serwerów. Podobnie było z sieciami grup dyskusyjnych, czyli usługi Usenet. Właśnie, Usenet. O ile dziś IRC wygląda jak dziwna, nieco ekscentryczna dzielnica Internetu, gdzie ludzie mówią trochę innym akcentem, to zanurkowanie w NNTP i dzisiejszy Usenet to całkowity odlot i podróż do innego świata.

Odmienność NNTP, o której zaraz uda nam się przekonać, można zaobserwować bardzo szybko. Po pierwsze, jest to oddzielna usługa, o własnym porcie (119), funkcjonująca całkowicie poza przeglądarką internetową, która w ogóle nie jest jej potrzebna. Po drugie, sieć grup dyskusyjnych utrzymuje wspólny stan. Proszę sobie wyobrazić, jak wyglądałby dzisiejszy Internet, gdyby każdy serwer WWW musiał trzymać światowy katalog wszystkich stron internetowych i przechowywać względnie aktualną postać każdej z nich? Niewątpliwą zaletą byłaby płynąca z definicji zbędność wyszukiwarek internetowych. Wadą – inherentna niemożność wprowadzenia aktywnych „aplikacji internetowych”, które będąc stronami internetowymi nie są zarazem dokumentami, a jedynie konstrukcjami zgodnymi z modelem dokumentu obiektowego (DOM).

Tymczasem internetowe usługi niegdyś funkcjonowały właśnie w taki sposób. Połączenie z dowolnym serwerem grup dyskusyjnych udostępni (mniej więcej) zbliżony katalog wiadomości, ograniczony nie horyzontalnie (rodzaje wiadomości), a najwyżej wertykalnie (data ich pochodzenia). Jak działa NNTP i sieć Usenet? Nosi ona pod względem projektowym wyraźne znamiona „nerdowskiego autyzmu”: nie pomyślano na przykład o uwierzytelnianiu i moderacji, bo grupą docelową mieli być pracownicy akademiccy i studenci techniczni. Już nawet sama nazwa „newsgroup” jest myląca, a „Usenet” – oksymoroniczna. Obie świadczą także o poziomie kreatywności znanym wśród użytkowników legitymujących się nickami „Adrian1990” lub „super-oskar”. Tworzą oni programy „Projekt1”. Usenet jest niewątpliwie właśnie takim projektem. Ale do rzeczy. Usenet to sieć serwerów NNTP, synchronizujących swój stan w czasie niemal-rzeczywistym. Użytkownik łączy się z takim serwerem i otrzymuje jego stan: listę grup i wiadomości w subskrybowanych grupach. Wiadomość, która jeszcze nie ściągnęła się na konkretny serwer Usenetu nie jest na nim widoczna – nie jest możliwe łańcuchowe pobieranie wiadomości, zawsze pracujemy na migawce stanu akurat posiadanego przez nasz serwer.

Wiadomości są adresowane na konkretną grupę i opatrzone nadawcą - adresem e-mail, który łatwo można ukryć, podmienić lub sfałszować. Poza publikacją nowej wiadomości na grupie, możliwa jest odpowiedź na poprzednią wiadomość (naszą lub nie), co układa konwersacje w wątki. Odbiorcą takiej wiadomości, czyli elementem na który wskazuje jej pointer, jest konkretna wiadomość na grupie, a nie jej nadawca.

Zbiór grup dyskusyjnych jest utrzymywany między serwerami w ramach wspólnego katalogu i w większości (o wyjątkach później) synchronizowany w komplecie. Tworzenie nowych grup jest procesem ustandaryzowanym wyłącznie grzecznościowo – prośba o utworzenie nowej grupy jest publikowana na dedykowanej grupie, a następnie administratorzy oceniają jej zasadność. Propagacja nowo założonej grupy następuje wskutek relacji zaufania, jaka występuje między serwerami. Grupy administratorów bardzo często podchodziły do zagadnienia dość konserwatywnie, przez co nowe grupy powstawały z różną częstością, w zależności od miejsca pochodzenia. Dlatego też często lokalne grupy dyskusyjne np. na temat regionalnej kuchni nie mogły się przebić, a gdzie indziej administratorzy publikowali nową grupę o wskazującej na nieskończoną przydatność nazwie „alt.4-cyclohexene-1-2-dicarboxylic-anhydride-2-naphthalenesulfonic-acid”.

Centralna administracja Usenetu bowiem nie istnieje. Możliwe jest najwyżej dokonanie „schizmy”, jak w przypadku IRC, gdy część serwerów decyduje się synchronizować tylko między sobą. Takie akty są jednak praktycznie nieznane w historii Usenetu i stanowi on jednorodną sieć, z jedynie śladową moderacją. Większość prac porządkowych przypadała bowiem na administrację, a nie moderację. Administratorami serwerów NNTP były węzły uniwersyteckie oraz (później) dostawcy internetu. W ramach swoich serwerów mogą tworzyć wewnętrzne, prywatne podgrupy, jak niegdyś Cyfronet. Można zatem powiedzieć, że moderacja jest pośrednia i jest oparta o to, kto ma dostęp do serwera NNTP. Takie podejście z biegiem czasu okazywało się fundamentalnie niewystarczające, bowiem granice dostępu, wraz ze wzrostem popularności, stawały się jedynie umowne. Pewnego dnia jednak stały się niezbędne…

Grupy dyskusyjne dostępne w ramach infrastruktury internetu i gromadzące coraz więcej użytkowników w kręgach naukowców i studentów, stawały się na początku lat 90tych kuszącym kandydatem do komercjalizacji. Dlatego w roku 1993 złowroga firma AOL udostępniła subskrybentom swojej sieci bramę Usenetu. Serwer NNTP zarządzany przez America Online zaczął akceptować wiadomości autorstwa użytkowników wdzwaniających się z lokacji ‘aol.com’. Gigantyczny napływ nowych użytkowników, połączony skalą z jednoczesnym wzrostem popularności samego Internetu, znacząco zmienił i zdewaluował hermetyczną kulturę panującą dotychczas na Usenecie. Warto jednak pamiętać, że początkowy Usenet to czasy sprzed Internetu. Dlatego aby rozmawiać o grupach dyskusyjnych w kontekście kultury internetowej, należy brać pod uwagę okres po udostępnieniu bramy przez AOL. Okres ten ma nawet swoją nazwę (!), brzmiącą „wieczny wrzesień” (Eternal September). Pochodzi ona od pogardliwego określenia na nowych studentów, napływających do Usenetu wraz z początkiem roku akademickiego – nieobeznani w surowej netykiecie nowego otoczenia młodzi użytkownicy byli nazywani wrześniowym narybkiem.

Istnienie bramy AOL wskazuje na to, że nie wystarczy połączyć się z serwerem NNTP. Trzeba również posiadać odpowiednio „błogosławione” pochodzenie. W Polsce trudno o ogólnodostępny serwer newsów. A raczej o serwer ogólnodostępny „w obie strony” – Neostrada, ATMAN i TASK oferują dostęp do wiadomości, ale trzeba się nieco napracować, żeby użyć ich w drugim kierunku. Dostęp dwustronny oferuje AGH. Studenci tej uczelni prawdopodobnie w większości nie są świadomi, jakie ten fakt ma konsekwencje.

Polskim odpowiednikiem Wiecznego Września było udostępnienie „news.neostrada.pl”. Niewątpliwie ogólnodostępna możliwość publikowania wiadomości pod warunkiem pochodzenia z krainy „tpnet.pl” przyczyniła się w pewnym stopniu do ukucia terminu „dzieci Neostrady”. Obecnie możliwość publikowania wiadomości z poziomu serwera news.neostrada.pl jest otwarta dla każdego, kto pochodzi z domeny odwrotnej pl. Podobno. Z poziomu domeny *.chello.pl miałem z tym problemy.

Wreszcie, nie wolno nam zapominać o serwisie Google Groups, który oferuje naprawdę ogólnodostępne wejście na grupy dyskusyjne, w dodatku z wykorzystaniem całkiem przyjaznego interfejsu. Grupy Google nie są indeksowane w czasie rzeczywistym i nie zawierają wyszukiwarki, ale to zupełnie zrozumiałe – Usenet jest za ciężki, nawet jak na normy Google. Ponadto, całkiem spora część Usenetu nie jest zmapowana do przeglądarki Google Groups. Podczas prac badawczych prędko okazuje się, że jest to ta ciekawsza część.

Without further ado...

Jakie grupy dyskusyjne są godne uwagi? Przede wszystkim te wyrastające z ośmiu głównich gałęzi: alt.*, comp.*, misc.*, news.*, rec.*, sci.*, soc.* oraz talk.*. Ciąg dalszy zależy już od naszych zainteresowań i/lub woli poszukiwań. Polskie grupy dyskusyjne znajdują się w puli pl.* oraz alt.pl.*. Szczególnie aktywna jest gałąź pl.soc.*, gdzie w przeciwieństwie do w większości wymarłych grup, dalej toczą się aktualne dyskusje. Trudno o wartościowe statystyki ruchu, są one zdominowane przez zjawisko, o którym wspomnimy na samym końcu, więc niełatwo znaleźć grupy, które są autentycznie aktywne, a nie jedynie zalane przez spam. Spróbujmy zatem zbadać dzisiejszą kondycję Usenetu i dokonajmy „educated guess” w kwestii wyboru grup. Do tego celu dobrze nada się program Thunderbird. Zacznijmy od tych polskich, najlepiej o tych najlepiej znanych.

Na legendarnej grupie pl.soc.prawo w dalszym ciągu toczą się dyskusje. Niektóre tematy, jak widać, potrafią zaabsorbować wiele osób i ciągnąć się nawet parę tygodni. Grupa nadawców wydaje się też być całkiem rozległa. Niektórzy z nich, co bardzo wymowne, dalej używają programu Outlook Express 6.0 :) Poziom grupy również jest zaskakująco wysoki – nie są to (wyłącznie) pozwy o alimenty i rozprawy za rozbój w wykonaniu „dobrych chłopaków”. Czyżby na polskim Usenecie dalej istniało niezależne od WWW secret society? Chyba warto badać dalej.

Na grupiepl.soc.polityka jest już bardziej swojsko. Aktywność grupy jest co prawda jeszcze wyższa, niż „prawo”, ale treść zakrawa już na rozpacz. Jest to mało ambitna przepychanka bojowników dobrej zmiany i kiepsko wychowanych liberałów, wyzywanych od zdrajców. Dyskusja w praktyce nie istnieje. Trudno zidentyfikować rzeczywiste powody publikowania wpisów, które dominują na pl.soc.polityka. Na pewno nie chodzi o debatę, ponieważ nie padają żadne rzeczowe argumenty. Aczkolwiek nawet, gdyby takowe padały, nikt nie chciałby ich wysłuchać. Powstaje więc wrażenie, że Usenet jest po prostu ostatnim miejscem, z którego podobne osoby nie zostały przegnane. Przyjaciół i moderatorów na forach udało się zapewne zrazić już dawno temu. Ciekawe, jak z rodziną… No nic, szukamy dalej. Może jakieś grupy hobbystyczne?

Zatem może pl.rec.akwarium? Tutaj jest już spokojnie. Częstotliwość wpisów to kilka wiadomości miesięcznie, grupa użytkowników również wygląda na skromną. Wiadomości są merytoryczne, być może wystarczy stronić od polityki? Niestety, przypadek pl.soc.psychologia pokazuje, że należy koniecznie stronić od wszystkich nauk społecznych, a pl.soc.prawo był jedynie aberracją i wyjątkiem. Celem wnikliwej analizy powyższego zjawiska pragnę zaprosić na pl.pregierz – grupę początkowo stworzoną celem nieukierunkowanego narzekania. W praktyce jest ona ujściem niespełnionych ambicji i wylewaniem litrów szlamu zabarwionego politycznie. Pręgierz to doprawdy doskonałe miejsce. Każda wyszydzana od niedawna rzecz, jeżeli tylko istniała w 1997, została już dawno zbluzgana na pl.pregierz. Zanim to było modne.

Zdecydowana większość polskich grup dyskusyjnych jest jednak wymarła. Niezależnie, jaki serwer wybierzemy, zdecydowana większość grup synchronizuje najwyżej kilka wiadomości, np. z 2011 roku. Nawet pl.soc.seks świeci pustkami zamiast cycków. Być może to jedynie tendencja narodowa? Zanim dokonamy ewakuacji na amerykańskie/ogólne grupy, odwiedźmy sąsiadów np. Niemców. Dla porównania zajrzę też do kogoś, z kim potrafię się dogadać, czyli do Francuzów. Grupa de.sci.psychologie wykazuje niezrozumiałą dla mnie aktywność, w postaci jednej osoby wrzucającej niezliczone ilości artykułów. Może to jakiś bot, wklejający nie wiadomo po co jakieś publikacje? A może ktoś bardzo samotny? Grupa fr.misc.cryptologie potrafi z kolei pozytywnie zaskoczyć – pojawiają się na niej różnorodne pytania szerokiej grupy nadawców, duża część otrzymuje rzetelne odpowiedzi. Aktywność jest porównywalna z jakimś nieco zapomnianym forum branżowym. Niestety, grupy wspomagające więzy społeczne, jak praktyczne fr.misc.depannage poświęcona samodzielnym naprawom, świecą pustkami. Oznacza to, że główny nurt codziennych i spontanicznych dyskusji dawno już przeniósł się gdzie indziej.

Przeglądanie grup dyskusyjnych budzi pewien trudny do opisania dyskomfort. Jest oczywiście skromny, proporcjonalnie do wagi zagadnienia, jest jednak zauważalny. Puste kanały, grupy pełne wielomiesięcznych kłótni dwóch osób, genialne odkrycia obwieszczane w próżnię… Kreśli to surrealistyczną, zaspaną atmosferę jakiegoś cyfrowego dworca kolejowego, zaludnionego dziś już wyłącznie przez lunatyków rozdających cieniom dawno nieaktualne ulotki. Ta percepcyjna drzazga uparcie nie daje o sobie zapomnieć.

Czy grupy dyskusyjne z głównego korzenia są aktywniejsze, albo chociaż mniej dziwne (z wykluczeniem tych dziwnych celowo)? Cóż, efekt skali sprawia, że wymarłych grup są już nie tuziny, a setki tysięcy. Grupy naukowe trzymają poziom, acz funkcjonują dość… leniwie. Na sci.astro pojawia się kilkanaście wpisów w miesiącu, głównie autorstwa tych samych kilku osób. Sci.lang potrafi być zaskakująco dobrą inspiracją dla każdego, kto interesuje się lingwistyką – ale prawdopodobnie lepszą inwestycją czasu będzie wizyta na jednym z wielu forów tematycznych w sieci WWW (ależ dziwnie to wygląda, gdy trzeba jawnie informować, że chodzi o stronę internetową, a nie jakąś inną usługę…). Największą popularnością cieszy się oczywiście znowu polityka. Ponownie, poziom dyskusji nie jest powalająco wysoki. Trzeba przyznać, że ruch generowany na tych grupach jest imponujący, aczkolwiek wizyta na grupach o naukach społecznych jest dziś jedynie bardziej skomplikowaną formą zafundowania sobie doznań powstałych wskutek odwiedzin deski /pol/ na 4chanie. Różnica między soc.politics, a alt.politics, to jak komentarze na Gazecie versus Twitter. Warto też dodać, że Donald Trump ma własną grupę dyskusyjną… stworzoną wiele lat przed tym, jak został prezydentem.

Podróż po Usenecie jest być może ciekawą formą rozruszania wyobraźni, ale w praktyce przenosi nas do innego świata, w którym nie chce się szczególnie długo przebywać. Znawcy Usenetu zauważą zapewne, że nie wspomniałem o całej istotnej podgrupie NNTP, czyli o korzeniu alt.*. Grupy alt.*, w tym polska podprzestrzeń alt.pl.* to tak naprawdę skodyfikowane hipsterstwo. Były to grupy „alternatywne”, pozwalające na bardziej swobodną, mniej moderowaną i w konsekwencji znacznie silniej obsceniczną dyskusję. Podzbiór alt.* miał od swojego zarania poważne problemy z generowaniem problemów, całkowicie niemożliwych do pogodzenia ze skomercjalizowanym internetem. Już ponad dwadzieścia lat temu, skrajnie libertariańskie podejście reprezentowane przez użytkowników Usenetu stało się obiektem krytyki i nawoływań o cenzurę. Znanym przykładem jest opracowanieObscenity and Indecency on the Usenet: The Legal And Political Future of Alt.Sex.Stories”. Opisuje ono, szokujący dla ogólnej publiki, a od lat całkowicie normalny dla środowisk twórczych, proces tworzenia opowiadań erotycznych, w tym takich o patologicznym i nielegalnym zabarwieniu. Istnienie alt.sex.stories stanowiło problem natury wręcz konstytucyjnej w USA i rozpoczęło kolejny rozdział debaty o ochronie wolności wypowiedzi i wolności artystycznej. Grupa alt.sex.stories, ze swoimi jeszcze bardziej hardcore’owymi podgrupami, istnieje do tej pory. Co ciekawe, wskutek pewnych decyzji historycznych, polski TPNET jej nie synchronizuje. To po części zrozumiałe. Google Groups i Comcast w ogóle wycięły cały ruch w ramach alt.*. Natomiast TPNET aplikuje obostrzenia pochodzące z okolic 1996 roku, synchronizując o wiele bardziej zagadkowe rzeczy. Najwyraźniej nikt od lat się już tym nie przejmuje.

O ile alt.sex.stories można w dalszym ciągu dopaść przez serwer infrastruktury ATMAN (chociaż nie polecam się tam zapuszczać), to jego zawartość nie wydaje się aż tak przerażająca, jak to, co w ramach alt.binaries jest synchronizowane przez TPNET. Pragnę tu od razu uspokoić osoby wrażliwe. Oczywiście zażądanie pobrania wiadomości kryjących się za szczególnie „nielegalnymi” nagłówkami to tragicznie zły pomysł z miliona powodów i kategorycznie nie wolno tego robić, prawdopodobny efekt próby pobrania wiadomości o takich tytułach zakończy się:
– niepowodzeniem (nic nie pobrało takiej wiadomości, serwer synchronizuje jedynie nagłówek i zapewne skrzętnie notuje, kto raczył próbować).
– pobraniem obrazka, ale z linkiem do płatnych stron spod ciemnej gwiazdy (potencjalnie również podstawionych przez szeroko pojęte służby, badające któż też tak strasznie chce oglądać np. dzieci albo tajne dokumenty)

Pamiętajmy, że grupy dyskusyjne są publiczne. Szczególnie wstrząsająca zawartość raczej nie leży na wierzchu – co nie znaczy jeszcze, że to reguła. Ale dotarliśmy w ten sposób do ostatniej kwestii godnej poruszenia podczas opowiadania o grupach dyskusyjnych. Otóż ruch generowany przez Usenet z roku na rok rośnie. Jak ma się to do feerii wymarłych grup i postępującego eksodusu? Wytłumaczeniem jest właśnie istnienie podzbioru alt.binaries. Zdecydowana większość ruchu generowanego przez grupy dyskusyjne to dziś binarne wiadomości zawierające rozrzucone na wiele części pliki. Oczywiście w większości są to filmy i oprogramowanie. Ale w tak gigantycznym gąszczu wiadomości, rozkładanych na postać tekstową filtrem yEnc, łatwo przemycić coś nieco groźniejszego. Zawartość binaries jest jeszcze bardziej odrealniona i absurdalna, niż zwykłych grup „tekstowych”. Ich popularność jest jednak zauważalna, a nawet rośnie. Usenet, ze względu na żywiołową odmienność i wysoce nietypową zawartość zaczyna przeradzać się w swego rodzaju tajne stowarzyszenie: główni dostawcy internetu odcięli swoje bramy do NNTP, a webowe warstwy klienckie (w Polsce był to Onet i Gazeta) odeszły w zapomnienie, z dyskusyjnym wyjątkiem Google Groups. Pozostały serwery płatne, jak Giganews. Te zaś cieszą się niesłabnącą, w pewnych kręgach, popularnością.

Nie wiem, dlaczego TPNET (Orange), ATMAN, LODMAN, man.poznan.pl i AGH dalej hostują grupy dyskusyjne - może warto ich o to wprost zapytać? Wartość newsów, ze względu na spadającą jakość i intensywność dyskusji, spadła dramatycznie. Pozostają wątpliwej legalności (i przydatności) grupy binarne. Czyżby decydującą rolę pełniła tutaj „tradycja”? Wszak NNTP to klasyczna usługa sieciowa, o hakerskich źródłach. Z doświadczenia mogę powiedzieć, że środowisko uczelniane dalej sprzyja utrzymywaniu takowych. Ale czy naprawdę potrzebujemy ich w dzisiejszym internecie? A może wystarczą tylko mocniejsze leki…?

© dobreprogramy