Oto nowy ekran prywatności w Windows 10. Microsoft odsłania kolejne karty

Strona główna Aktualności
fot. Microsoft
fot. Microsoft

O autorze

Wraz z Creators Update, w Windowsie 10 pojawiły się nowe możliwości zarządzaniem telemetrią. Nowy niebieskie ekran, nazywany OOBE (od Out-Of-The-Box-Experience, nie od eksterioryzacji) dostarczał kilka przełączników, dzięki którym użytkownik miał większy wpływ na ilość danych gromadzonych przez producenta systemu. Rok po premierze Creators Update, a zatem już w w kwietniu, ekran prywatności zostanie odświeżony. A udostępniona właśnie nowa kompilacja insiderska, oznaczona numerem 17115, po raz pierwszy pozwala przetestować wprowadzone zmiany.

Dotąd ekran prywatności pozwalał na wyłączenie zbierania danych w pięciu kategoriach: lokalizacja, rozpoznawanie mowy (aplikacje mogą wykorzystywać mikrofon) diagnostyka (pełna lub podstawowa), dostosowana zawartość i funkcje dzięki danym diagnostycznym, a zatem personalizacja reklam na podstawie danych diagnostycznych, oraz odpowiednie reklamy, czyli możliwość nadawania użytkownikowi identyfikatora, wykorzystywanego później przy doborze treści reklamowych. Już przed rokiem nie obyło się bez kontrowersji. Krytyczną opinię o ekranie prywatności wydała między innymi Grupa Robocza Artykułu 29, zrzeszająca przy Komisji Europejskiej urzędy stosowne do ochrony danych osobowych.

Tym większe zainteresowanie mogą budzić nowości, jakie trafią do ekranu prywatności 2.0, który powita użytkowników uruchamiających Spring Creators Update. Zaprezentowany w kompilacji 17115 ekran został wzbogacony o dwie kolejne kontrolki: Inking & typing oraz Find my device. W pierwszym przypadku umożliwiono użytkownikowi na wyłączenie zbierania danych wprowadzanych za pomocą klawiatury oraz rysika. Find my device odnosi się do funkcji zdalnego odnajdywania zagubionego urządzenia w ustawieniach konta Microsoftu. Ale to dopiero pierwszy scenariusz zmian, bowiem część insiderów zobaczy coś zupełnie innego: podzielony na kolejne kroki kreator konfiguracji.

Microsoft testuje równolegle dwa podejścia – pierwszym będzie wspomniane rozszerzenie liczby przełączników widocznych na jednym ekranie, zaś drugim będzie właśnie kreator. W nim każde z ustawień będzie miało własny ekran z dwoma przyciskami: tak i nie. Każdy krok konfiguracji będzie opisany bardziej szczegółowo niż na wspólnym ekranie, zaś przyciski będą podpisane informacjami o konsekwencjach podejmowanej przez użytkownika decyzji. Nie zmienia to faktu, że instalacja Windowsa będzie w drugim wariancie dłuższa o przeklikanie kolejnych kilku ekranów, choć dostęp do nich i tak można będzie uzyskać później, z poziomu ustawień.

Sprawa może się wydawać błaha, ale mowa o kwestiach prywatności (a raczej częściowego ograniczania telemetrii) w najpopularniejszym desktopowym systemie operacyjnym świata. Wielu z Was instaluje pewnie gdzieś Windowsa co najmniej kilka razy w miesiącu, przez co jesteśmy ciekawi Waszej opinii: czy lepszy jest ekran zbierający wszystkie ustawienia w jednym miejscu, czy też kreator, który być może przejrzysty dla mniej doświadczonych użytkowników?

© dobreprogramy