HyperX SAVAGE EXO, okiem Pangrysa

Dożyliśmy wreszcie takich czasów, kiedy tradycyjne magnetyczne dyski HDD zaczynają powoli i nieubłaganie być wypierane przez dyski SSD. Dziś ciężko znaleźć nowego laptopa czy komputer PC w którym producent zdecydowałby się na użycie zwykłego „talerzowca” na system operacyjny. Dyski półprzewodnikowe coraz śmielej rozpychają się na rynku, co najważniejsze ich cena również robi coraz bardziej przyjazna dla naszego portfela co wprost przekłada się na co raz lepsze wyniki sprzedaży. Nie ukrywajmy, że to jednak głównie prędkość działania SSD jest głównym powodem, dlaczego sięgamy ta takiego typu dyski. Jednakże to nie oznacza, że klasyczne HDD poddały się bez walki. Mają tylko jedną, jedyną wręcz niezaprzeczalną zaletę, jaką jest ... cena. Z tego powodu w konsolach takich jak XboX One czy PS4 producenci umieszczają właśnie tanie dyski talerzowe. I tutaj pojawia się bohater mojej recenzji, który okazuje się remedium na wolne działanie HDD.

HyperX SAVAGE EXO jest nie końca klasycznym przenośnym dyskiem SSD. Do mnie trafił egzemplarz o pojemności 480GB i co warto nadmienić, nie był to sampel testowy a prywatny egzemplarz należący do znanego Wam blogera Ronina. Piotr pracuje jako grafik a w czasie wolnym zajmuje się rekonstrukcjami historycznymi. Zapomniałbym o najważniejszym, że niejako przy okazji, jest zapalonym fotografem. Potrzebował małego przenośnego dysku SSD, którego mógł zabierać na te wszystkie imprezy rekonstrukcyjne, gdzie taki dysk stawał się magazynem danych, nie tylko jego filmów i zdjęć. Owszem, wcześniej miał kilka przenośnych dysków HDD, ale ich kariera zazwyczaj nie trwała jakoś zbyt długo. Plan był taki by zakupić zwykłego SSD i włożyć w kieszeń, ale wtedy w oko wpadł mu właśnie HyperX SAVAGE EXO i to właśnie on początku tego roku towarzyszy mu w codziennej pracy. Oczywiście, po za okresem, kiedy niecnie wyłudziłem od niego ten dysk dla celów recenzenckich.

Specyfikacja 

  • Pojemności: 480GB / 960GB
  • Kontroler: Phision PS3110-S10-X
  • Kości: Toshiba 3D NAND TLC
  • Wymiary: 123,8 x 48,6 x 10,2mm
  • Waga: 65g
  • Interface: USB Type-C
  • Gwarancja: 3 lata
  • Szacowany czas eksploatacji: Średni czas między awariami (MTBF) – 1 mln godzin
  • odczyt 500 MB/s i 480 MB/s zapis
  • cena ok. 500,00 zł
  • Mamy tu do czynienia z konstrukcją opartą na kościach pamięci 3D NAND TLC produkcji Toshiba. Całością zawiaduje znany z wielu innych dysków, znany np. z innych dysków jak np. HyperX Savage czy GoodRam Iridium Pro i zarazem wydajny czterordzeniowy kontroler SSD Phison PS3110. i jak to zwykle bywa z produktami ze stajni HyperX, również i tutaj zadbano by sprzęt wyglądał świetnie. Całość została zamknięta w naprawdę niewielkiej obudowie o ciekawym designie. Dzięki zastosowaniu USB 3.1 gen. 2 mamy do czynienia z transferem osiągającym wartość do 1,25 GB/s. przypomnę tylko, że przy interfejsie USB 3.1 gen. 1 jaki spotykamy w zwykłych kieszeniach na dyski 2,5 cala mamy dostępny transfer do 625 MB/s, czyli dużo, dużo wolniejszy niż ten, który znajdziemy w EXO. W samym pudełku oprócz samego dysku znajdziemy dwa kabelki, czyli USB-C / USB 3.1 (adapter USB-C na USB-A) oraz standardowy USB-C. Tak więc bez problemu tego malucha podepniemy do dowolnej konsoli nowej generacji, laptopa, tabletu, komputera PC czy Mac-a.

    Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził możliwości tego maleństwa, tym bardziej że właściciel tego cudeńka nieustanie mnie zapewniał, że bardzo za nim tęskni i chciałby z niego wreszcie korzystać. Podłączyłem więc dysk do konsoli XboX One S i tutaj pierwsze zaskoczenie. Konsola bezbłędnie rozpoznała SSD i powitała mnie komunikatem, że zanim zainstaluje jakiekolwiek aplikacje czy gry, muszę sformatować jako rozszerzoną pamięć masową. Potem wystarczy wyklikać wg instrukcji na ekranie i voila, dysk jest gotów do pracy. oczywiście nie musimy od nowa ściągać gier i aplikacji, ale możemy tylko je przenieść na SSD co trwa o wiele krócej niż ściągnięcie takiej gry. W Battlefield 1, dużo szybciej ładowały mi się mapy, czasem nawet dwukrotnie szybciej niż dotychczas. Jednakże akurat ten konkretny egzemplarz HyperX SAVAGE EXO nie będzie współpracował z konsolą bowiem został zakupiony do innych celów. Przetestowałem więc na swoim komputerze korzystając z faktu, że moja płyta główna ma z tyłu port USB-C.

    Platforma testowa

    • • Płyta Główna:Aorus X370 Gaming K5;
    • • Procesor: AMD Ryzen 7 2700X 3,90 GHz;
    • • Chłodzenie: NZXT Kraken X62
    • • Ram: 16 GB (2x 8192) DDR4 HyperX Predator 3200 MHz;
    • • Karta graficzna: Zotac GeForce GTX 1080 AMP! 8GB;
    • • Zasilacz: XFX XTR 650W 80+ GOLD;
    • • SSD: HyperX PREDATOR 480GB PCI-E;
    • • SSD: Kingston DC400 960GB SATA III;
    • • HDD: Western Digital Caviar Green 3 TB SATA III 64 MB;
    • • Obudowa: NZXT H700i;
    • • OS: Windows 10 Pro 64-bit;

    Wyniki testów macie poniżej, sami ocenicie wydajność tego maleństwa. Według mojej opinii, po raz kolejny HyperX deklaruje ostrożnie osiągi swoich produktów bowiem nader często w rzeczywistych testach okazują się nieco lepsze. Cieszy to w czasach, gdzie do naszych rąk trafiają produkty, których parametry okazują się czasem nieprzystające do tego, co sugeruje producent. Niemniej oceńcie sami parametry tego maleństwa.

    Cristal Disk Info

    CristalDiskMark

    AS SSD

    SSD-Z

    Podsumowanie

    HyperX SAVAGE EXO jest ciekawym przenośnym dyskiem SSD na którego warto zwrócić uwagę. Dzięki zastosowaniu interfejsu USB 3.1 drugiej generacji mamy do czynienia prędkościami zapisu i odczytu bliskimi tych wartości jakie osiągają dyski SSD na SATA III. Co warto nadmienić SAVAGE EXO wydaje się nieco mniejszy i poręczniejszy niż wspomniane kuzynki na SATA III dodatkowo upchane w kieszenie na USB. Ten dysk jest nierozbieralny co z jednej strony trochę martwi, ale przynajmniej gwarantuje, że żaden paproch do środka się nie dostanie. Dziwi tylko zakres średniego czasu między awariami (MTBF) jaki deklaruje HyperX. Wynosi on "tylko" 1 milion godzin podczas gdy konkurencja deklaruje co najmniej 2 mln godzin. Jest to jeden z tych parametrów, którym klienci często się kierują podczas zakupu dysku. Wybór SSD, który ma właśnie "tylko" milion godzin średniego czasu między awariami brzmi raczej niepoważnie do momentu aż nie przeliczymy tego miliona godzin, bo to daje w przeliczeniu jakieś około 114 lat i 237 dni nieprzerwanej pracy ... To oznacza, że taki dysk przeżyje jeszcze moje wnuki, bowiem ten akurat niecodziennie będzie pracował :)

    Zabawne, no nie ? :)


    Dziękuję Roninowi za udostępnienie swojego prywatnego sprzętu do testów. :)