Patch na dzień premiery będzie większy niż sama gra. Dziwnych czasów dożyliśmy

Strona główna Aktualności
Źródło: Materiały prasowe Bethesda
Źródło: Materiały prasowe Bethesda

O autorze

Pamiętacie jeszcze czasy, w których gry kupowało się takie, jakimi je wydano? Po prostu rozpoczynało się zabawę, umieściwszy nośnik w napędzie, a jak twórcy pokpili sprawę, to tytuł lądował na półce z „pieszczotliwym” przydomkiem crap. Siłą rzeczy deweloperom zależało na dopieszczeniu produktu, zanim ten trafi do tłoczni. Ale dzisiaj, w erze internetu, jest inaczej: można coś wydać kompletnie niedbale, a następnie naprawiać babole patchami. Właśnie, dzięki firmie Bethesda, proceder łatania gier sięgnął absurdu.

Fallout 76 – poboczna odsłona znanej serii postapokaliptycznych gier, skoncentrowana wokół zabawy wieloosobowej – zadebiutuje już 14 listopada br., w wersji na komputery osobiste, PlayStation 4 oraz Xboksa One. Przy czym na zakupionej płycie znajdziemy raptem 45 GB danych, podczas gdy kolejnych 54,6 GB trzeba będzie pobrać z sieci, jako tzw. day one patch.

Skąd taki pomysł, zapytacie? Cóż, od 23 października beta wersję gry mogli testować posiadacze Xboksów One. Tydzień później dołączyli do nich właściciele konsol PlayStation 4 i pecetów. Wyszło wówczas na jaw, że Fallout 76 to jedno wielkie siedlisko niedoróbek i problemów technicznych, a programistów w związku z tym czeka cała masa roboty. Ciężko powiedzieć, czy nie spodziewano się takiego obrotu spraw. Widać natomiast jak na dłoni, że z jakiegoś powodu do tłoczni poszedł mocno niedopracowany kod. Teraz trwają poprawki.

Oczywiście nie należy ganić dewelopera za chęć naprawienia gry. Tylko, czy naprawdę tak ma wyglądać współczesny cykl wydawniczy? Oby szybciej, a potem zobaczymy? Oceńcie sami.

© dobreprogramy