Roccat Ryos MK Glow – petarda wśród klawiatur

Strona główna Lab Komponenty i akcesoria

O autorze

Roccat, niemiecki producent sprzętu projektowanego przede wszystkim z myślą o graczach, nie ma póki co wielkiego doświadczenia w produkcji klawiatur mechanicznych. Wprowadzona w tym roku na rynek seria Ryos to jego pierwsze podejście do tego tematu. Być może jeszcze niezbyt pewni gruntu pod stopami, konstruktorzy chwalonej linii Isku podeszli do niego całkiem sensownie i podzielili ofertę na trzy modele: MK, MK Glow oraz MK Pro. W sporym, ciężkim pudle przyjechał do naszej redakcji środkowy model.

Pierwsze, co przykuwa uwagę, to waga urządzenia. Jako że mamy do czynienia z konstrukcją mechaniczną, w której każdy przycisk dysponuje osobnym przełącznikiem, całość waży ponad półtora kilograma. W parze z masą idą także wymiary – Ryos MK Glow liczy sobie niemal 51 cm długości, 23 cm i 4 cm wysokości. Zwłaszcza ostatni z wymienionych może budzić pewne obawy, ale szybko okazuje się, że nie ma się czym martwić. Wysokość klawiatury została zrekompensowana wielką podpórką pod nadgarstki, która nieco „spłaszcza” profil urządzenia. Co prawda nie da się jej odpiąć, ale i tak nie miałoby to większego sensu. Dzięki niej bowiem dłonie układają się w pozycji podobnej do zwyczajnych klawiatur z wysokim skokiem klawiszy i nie męczą się ponad miarę. Zaglądając na moment pod spód Ryos MK Glow, znajdziemy dwie nóżki do nachylenia klawiatury i szereg kanalików do poprowadzenia kabli (co może przydać się chyba tylko w modelu Pro, bo MK i MK Glow pozbawione są gniazd USB i 3.5 mm). Pięć gum antypoślizgowych w połączeniu z masą całej konstrukcji sprawiają, że urządzenie leży na blacie bardzo stabilnie i nawet podczas nerwowych potyczek w grach sprawia wrażenie zabetonowanego.

Klawiatura wykonana jest z matowego tworzywa, które niemalże nie zbiera odcisków palców, ale jest podatne na zarysowania. Producent zdecydował się dodatkowo otoczyć klawisze chropowatą powierzchnią. Przycisków w sumie jest 113, w tym dziewięć czysto funkcyjnych. Obłożenie klawiszy wraz z blokiem numerycznym nie odbiega od standardu, choć trzeba jednocześnie podkreślić, że do testów otrzymaliśmy wersję amerykańską ze zmniejszonym o połowę Enterem. Ponadto do guzików F1-F11 przypisano funkcje multimedialne, możliwość uruchamiania kalkulatora, eksploratora plików czy przeglądarki internetowej. Klawiatura jest oczywiście podświetlana, a użytkownik może według uznania regulować jego intensywność (niestety, nie ma możliwości zmiany koloru na inny niż niebieski). Niepokój wzbudza natomiast nierównomierne oświetlenie – być może był to zamysł producenta, ale przyciski podświetlane są wyłącznie w górnej części, przez co w ciemności „znikają” oznaczenia dodatkowych funkcji.

Same przełączniki to znane i cenione Cherry MX Black – mają dość wysoki skok, ale działają liniowo i aktywują się mniej więcej w połowie wysokości, dzięki czemu nie trzeba wciskać ich do samego spodu. Podczas ruchu stawiają zresztą odczuwalny opór i nie ma mowy, by wcisnąć je przez przypadek. Niestety w przypadku MK Glow nie uświadczymy wymiennych przełączników. Cherry Red, Blue i Brown producent dołącza wyłącznie do najdroższego modelu Pro, pozwalając samodzielnie dopasować charakter klawiatury do własnych potrzeb.

W praktyce zastosowanie mechanicznych przełączników sprawdza się znakomicie. Pisanie na MK Glow to prawdziwy raj dla dłoni, a zmęczenie nie pojawia się nawet podczas tworzenia obszernych tekstów. Dzięki temu, że przyciski reagują już w połowie skoku, można pisać nieco szybciej niż na klawiaturze membranowej. Opanowanie takiego sposobu pisania jest zresztą wskazane, jeśli w pokoju z komputerem znajduje się więcej niż jedna osoba. Jak bowiem na mechaniczną konstrukcję przystało, wciskane do spodu przełączniki pracują bardzo głośno (moja lepsza połówka porównała generowany hałas do wybuchu serii małych petard). Z moich obserwacji wynika natomiast, że o ile metaliczny klekot faktycznie może być dla rodziny lub współpracowników męczący, o tyle dla piszącego w słuchawkach nie stanowi to żadnego problemu ;-)

Klasą samą w sobie są sterowniki urządzenia. Roccat chwali się, że użytkownicy mogą zapisać kilkaset własnych makr i nie zawracać sobie głów ograniczeniami. Nie ma w tym przesady, ale wynik ponad 500 sekwencji osiągnięto dzięki małej sztuczce – domyślnie przycisk Caps Lock zamieniono na tzw. Easy-Shift[+] (można to zmienić w ustawieniach). W praktyce oznacza to, że do ich uruchomienia trzeba wcisnąć kombinację klawiszy, co na pierwszy rzut oka nie jest zbyt wygodnym rozwiązaniem. Na szczęście po krótkim treningu wszystko staję się naturalne, a mały palec bezwiednie ucieka z Shiftu do znajdującego się wyżej kolegi. Tym bardziej, że w dołączonym do klawiatury oprogramowaniu znajdziemy mnóstwo gotowych funkcji, które możemy przypisać do dowolnego przełącznika jako pierwszo- lub drugorzędne. Nie brakuje odwołań do ciągle popularnych gier (m.in. Counter-Strike: Global Offensive, The Elder Scrolls V: Skyrim czy Civilization V), ale z drugiej strony na liście można znaleźć też kilka pozycji mocno zalatujących już stęchlizną (w tym Call of Duty: Modern Warfare 2, Battle for Middle Earth, Guild Wars). Osoby wykorzystujące klawiaturę przede wszystkim do pracy ucieszy możliwość sterowania w ten sposób multimediami, uruchamiania wskazanych aplikacji, poruszania się w Internecie czy wysyłania e-maili.

Jeśli chodzi o makra, producent przygotował dwie metody ich nagrywania. Tradycyjnie można zrobić to z poziomu sterownika, na bieżąco obserwując zapisywaną kombinację. Jest jednak też drugi sposób – wystarczy cisnąć kombinację Fn+F12, uruchamiając w ten sposób proces tworzenia nowej sekwencji. O tym, że klawiatura nagrywa nasze działania (włącznie z opóźnieniem między wciśnięciami przełączników), informuje nas migająca dioda Scroll Locka. Wszystkie makra zapisywane są w wewnętrznej pamięci urządzenia, którą steruje wbudowany procesor ARM Cortex. Roccat chwali się, że dzięki temu nie istnieje żaden narzut na wydajność komputera, ale w domowych warunkach trudno jest sprawdzić prawdziwość tego twierdzenia. Procesor przydaje się też do liczenia wciśnięć przycisków i generowania na tej podstawie szeregu statystyk, za które następnie przyznawane są osiągnięcia. Nie bardzo potrafię wyobrazić sobie, by ktokolwiek chciał dzielić się nimi na Facebooku... ale z drugiej strony wciśnięcie kilkanaście milionów razy guzików WSAD może w pewnych kręgach uchodzić za kultowe. Zwłaszcza że klawiatura nie powinna się przy tym zauważalnie zużyć, bo każdy z przełączników może wytrzymać do 50 mln wciśnięć.

O ile więc nie przeszkadza nam hałas generowany przez mechaniczne przełączniki (lub mamy słuchawki dobrze wyciszające otoczenie), Roccat Ryos MK Glow może być doskonałym prezentem pod choinką. Pisanie na niej to prawdziwa przyjemność i do pełni szczęścia brakuje tylko wymiennych przełączników, które znajdziemy w droższym modelu. Osobne pytanie brzmi: czy zakup klawiatury mechanicznej za kilkaset złotych jest bardziej opłacalny niż konstrukcji membranowej? Jeśli zależy nam na tym, by sprzęt służył przez długie lata i nie przeszkadzają nam jego wymiary – odpowiedź może być tylko jedna. Komfort pisania to coś, co trudno wyrazić w twardej walucie. Jeśli natomiast ktoś dotychczas korzystał wyłącznie z klawiatur membranowych, przed zakupem radzę wybrać się do sklepu i osobiście sprawdzić, czy na pewno jest on niezbędny. Za przyjemność trzeba bowiem słono zapłacić.

© dobreprogramy
s