SmartTV w 2018 roku: sprawdzamy, jak wygląda kwestia aplikacji na telewizory

Strona główna Aktualności

O autorze

Nie da się dziś już praktycznie kupić telewizora innego niż „smart”, zaawansowanym oprogramowaniem i dodatkowymi aplikacjami chwalą się praktycznie wszyscy producenci odbiorników. Nic dziwnego – różnica w cenie między prostym mikrokontrolerem do sterowania telewizorem, a układem SoC pozwalającym na uruchomienie przynajmniej jądra Linuksa wynosi raptem kilka dolarów. Każdy więc woli na wszelki wypadek dołożyć funkcje „smart”, nawet jeśli nie będą wykorzystywane, czemu konkurencja ma mieć coś, czego my nie mamy? Czas więc przyjrzeć się bliżej temu, co jest esencją smartTV, tj. aplikacjom. Ale zaraz, o czym my mówimy, jakim aplikacjom?

Tym co czyni współczesne smartfony smartfonami wcale nie są dotykowe ekrany czy mocne procesory. To przede wszystkim uniwersalność: w przeciwieństwie do ich tradycyjnych kuzynów, na smartfonach możemy uruchomić niezależne oprogramowanie niezależnych producentów, a nie tylko aplikacje będące częścią zaprojektowanego przez producenta doświadczenia użytkownika. Tak było już wiele lat temu, gdy pierwsze telefony zyskały możliwość przeglądania Internetu i uruchamiania pobranych z niego niezależnych aplikacji.

Spis treści

Niezbędne funkcje SmartTV

W wypadku smartTV sytuacja wcale nie jest jednak taka jasna. Każdy wielki producent telewizorów twierdzi dziś, że jego telewizor pozwala na uruchamianie aplikacji i przeglądanie Internetu. Kwestią otwartą jest jednak to, jakie to są aplikacje, i w jakim stopniu wychodzą one poza wbudowane przez producenta funkcje. Niestety, jak zobaczymy, często te „smart”-telewizory powinno się nazwać raczej „feature”-telewizorami, na podobieństwo sprzedawanych jeszcze dziś na zakurzonych półkach elektromarketów „featurefonów”, niby-nowoczesnych telefonów, z przeglądarką internetową itd., ale bez możliwości uruchamiania niezależnego oprogramowania. Wymieniamy zatem najważniejsze cechy, bez których telewizora nie sposób nazywać SmartTV.

Procesor aplikacyjny (a nie zwykły mikrokontroler)

SmartTV mają znacznie bardziej skomplikowane oprogramowanie niż zwykłe telewizory: coraz częściej wykorzystują 64-bitowe wielordzeniowe procesory, aby uruchomić na nich Linuksa, na którym działa autorski stos oprogramowania, przedstawiany użytkownikowi w postaci wygodnego interfejsu, sterowanego pilotem – i coraz częściej głosem. Od wydajności tego procesora zależy szybkość działania interfejsu telewizora jak i uruchamianych na nim aplikacji.

Możliwość podłączenia do Internetu

Wszystkie SmartTV muszą mieć możliwość podłączenia do Internetu, najczęściej po Wi-Fi, większość modeli ma też złącza Ethernetu do podpięcia do domowej sieci kablowej. Bez dostępu do Internetu ich możliwości są bardzo ograniczone.

System operacyjny

Warstwa oprogramowania pomiędzy sprzętem a aplikacjami, zawierająca oprócz odpowiedzialnego za zarządzanie sprzętem jądra i sterowników także wysokopoziomowe komponenty i biblioteki funkcji, specyficzne dla danego producenta i czyniące dany system niekompatybilnym z innymi systemami.

Aplikacje

To oprogramowanie, z którym użytkownik bezpośrednio wchodzi w kontakt, służące określonej funkcji – czy to przeglądaniu stron internetowych, czy odtwarzaniu wideo z serwisów streamingowych takich jak Netflix. Większość telewizorów SmartTV ma dziś preinstalowany zestaw najpopularniejszych aplikacji (Netflix, YouTube itp.), swoją zgodną ze standardami HTML5 przeglądarkę internetową i tzw. sklep, z którego można pobrać więcej aplikacji.

Platformy

Sytuacja na rynku smartfonów jest dziś jasna: iOS firmy Apple, Android Google’a działający na sprzęcie niezliczonej rzeszy producentów, długu długo nic, a potem śladowe ilości mobilnego Windows, Blackberry OS-a, Tizena i innego planktonu. Na rynku smarttelewizorów sytuacja jest bardziej skomplikowana: rynek podzielony jest przynajmniej między cztery wielkie platformy software’owe, z czego trzy ściśle związane są ze swoimi producentami, a jedna… no cóż, chciałaby działać na sprzęcie niezliczonej rzeszy producentów. Podział nie jest jednak całkowity, pomniejsi producenci też mają swoje systemy, wzajemnie niekompatybilne, a jakże do siebie podobne pod względem nakładanych na użytkownika ograniczeń.

Przyjrzyjmy się im bliżej i sprawdźmy, co możemy dla każdej z nich znaleźć w polskich sklepach, w przystępnej cenie, tj. do 3 tysięcy złotych.

Samsung Smart TV – Tizen 3.0

Samsung jest liderem polskiego rynku telewizorów. Od 2015 roku praktycznie wszystkie jego współcześnie sprzedawane odbiorniki działają pod kontrolą systemu operacyjnego Tizen. Od środka jest to dość standardowy linuksowy system operacyjny (o bardzo burzliwej historii), korzystający m.in. z bibliotek Qt i menedżera pakietów RPM. Nie oznacza to jednak wcale, że na telewizorze z Tizenem zainstalujemy dowolną paczkę RPM, zawierającą np. multimedialny odtwarzacz VLC. No cóż, nie zainstalujemy na telewizorze z Tizenem nawet aplikacji pisanych na Tizena, dostępnych w oficjalnym Tizen Store, te bowiem są tylko dla tych nielicznych smartfonów z Tizenem.

W rzeczywistości wszystkie dostępne dziś na telewizory Samsunga z Tizenem aplikacje, to aplikacje na platformę webową. Pisane są one z wykorzystaniem JavaScriptu, HTML5 i CSS3, wykorzystując gotowe biblioteki funkcji zarządzania prawami autorskimi Widevine oraz PlayReady. Mają dostęp do licznych sprzętowych funkcji związanych z telewizorem, na czele ze streamingiem wideo z Internetu.

Czy to wystarczy? Najwyraźniej Samsung zdał sobie sprawę z tego, że niekoniecznie. W zeszłym roku pojawiły się pierwsze modele telewizorów, obsługujące daleko bardziej zaawansowaną platformę programistyczną Microsoft .NET (Tizen .NET TV). To obietnica znacznie lepszych aplikacji – ale tylko dla tych, którzy te najnowsze telewizory kupią. Nie ma co liczyć, że ruszą one na starszych modelach.

Na dzisiaj telewizory Samsunga oferuje więc swoim użytkownikom zamknięty zestaw aplikacji SmartTV. Powstają one za pod okiem i za zgodą producenta i dystrybuowane są przez zakładkę Samsung Apps interfejsu Smart Hub. Zestaw ten podzielono na następujące kategorie:

  • Wideo – ta kategoria to współczesny odpowiednik „kanałów telewizyjnych”, specjalne interfejsy dla usług TV i wideo na żądanie, pozwalające wygodniej niż przez zwykłą przeglądarkę oglądać zawarte na nich treści. Tutaj znajdziemy Netfliksa, YouTube czy iplex.pl, ale też takie specjalistyczne kanały jak Baby Channel (telewizja dla niemowląt), Fashionbox Live (pokazy mody) czy Eros Now (nie, wcale nie to, o czym myślicie).
  • Gra – chyba nie trzeba wyjaśniać, to proste gry na telewizor, w rodzaju Angry Birds i innych mniej znanych tytułów. Kiedyś była tu oficjalna aplikacja PlayStation Now, pozwalająca grać w streamowane gry z PlayStation 3 czy PS Vita, ale Sony wycofało się z takich zabaw.
  • Sport – to zarówno kanały sportowych telewizji internetowych, jak i aplikacje służące fitness czy śledzeniu wyników meczy.
  • Styl życia – szwarc, mydło, powidło. W tej kategorii znajdziecie zarówno komunikator Skype, klienta Facebooka czy Spotify, kalkulator BMI czy prezentację ćwiczeń jogi.
  • Informacja – przeróżne serwisy informacyjne, globalne i lokalne, włącznie z najważniejszą aplikacją informacyjną, tj. Accuweather.
  • Edukacja – przeróżne drobne aplikacje edukacyjne dla dzieci.

Trudno powiedzieć, ile jest dokładnie wszystkich aplikacji na platformie telewizyjnej Samsunga – z naszych obliczeń wynika, że około 500. Niedokładność wynika z ogromnej dywersyfikacji geograficznej. To co oferowane jest w granicach jednego państwa może nie pojawić się w państwie sąsiednim. I nie chodzi tylko o lokalne serwisy informacyjne czy obciążone prawami do emisji serwisy VoD, w ten sposób potraktowano też gry i aplikacje użytkowe. Na każdym kroku spotykamy zastrzeżenie: funkcja może nie być dostępna we wszystkich językach i obszarach.

LG – webOS TV 3.5

Największy dziś na świecie producent telewizorów, koreański LG, też ma swoją własną platformę SmartTV, o równie skomplikowanej co Tizen historii. Nazywa się to webOS i było na początku systemem dla telefonów Palm, później przez kilka lat próbował z tym coś zrobić HP, w końcu 2014 roku licencję na wykorzystanie webOS-a w swoich telewizorach wziął LG.

Od strony technicznej mamy praktycznie to samo, co w wypadku samsungowego Tizena: linuksowy kernel i biblioteki (w tym biblioteka Qt), a nad tym przeglądarka, w której uruchamiane są webowe aplikacje. W aktualnej wersji webOS-a jest wykorzystywany jest taki sam silnik jak w przeglądarce Chrome (tj. Blink), aplikacje pisane są w JavaScripcie i HTM5 i mają dostęp do całego zestawu producenckich API.

Podobnie jak w wypadku Samsunga, instalacja oprogramowania odbywa się z własnego sklepu producenta, noszącego nazwę SmartWorld. Większość oprogramowania jest oczywiście mało smart, dominują telewizyjne kanały i usługi. Katalog aplikacji został podzielony na pięć kategorii:

  • Gry – chyba nie trzeba tłumaczyć, kilkadziesiąt prostych gier, w większości 2D, przypominających czasy starych gier na Nokię. Co ciekawe, w katalogu nie ma Angry Birds, co tylko podkreśla sztuczność tych wszystkich platformowych podziałów – przecież webową wersję Wściekłych Ptaków stworzono. Jest za to kultowe linuksowe Frozen Bubble.
  • Rozrywka – to przede wszystkim kanały telewizyjne, serwisy VoD, różne usługi multimedialne. Jest tu oczywiście Netflix, YouTube i Amazon Prime, ale jest też Napster. Ciekawostką jest dostępność na webOS-a innej smart-platformy, instalowanej tu jako aplikacja, tj. Opera TV. Nie ma Facebooka, ale jest rosyjskie Vkontakte.
  • Życie – groch, mydło i powidło, czyli miernik szybkości internetu, poradnik wiązania krawatu, akwarium z rybkami, symulator kominka, trener jogi i porady kulinarne. Samo życie.
  • Edukacja – to kilka aplikacji edukacyjnych dla dzieci na krzyż, oraz, co dość zaskakujące, aplikacja służąca do przełączenia telewizora w tryb deweloperski.
  • Nowości/Informacje – mogłoby być w rozrywce, gdyby nie to, że zwykle przygnębia. Poświęcone informacjom kanały i usługi telewizyjne.

W całym katalogu LG SmartWorlda naliczyliśmy około 400 aplikacji. W porównaniu do oferty Samsunga, wydaje się on mocniejszy jeśli chodzi o te proste gry, słabszy jeśli chodzi o modne aplikacje z innych platform. Nie znajdziemy tu Skype ani Spotify, a większość oprogramowania jest kiepsko oceniana, jedynie 18 aplikacji otrzymało pełne pięć gwiazdek. LG też sobie zastrzega prawo do przykrawania oferty, więc nie wszystkie aplikacje zobaczymy na każdym telewizorze i w każdym kraju.

Panasonic – My Home Screen 2.0

Firefox OS miał być tym mobilnym systemem, który przywróci wolność zdominowanemu przez duopol Androida i iOS-a światowi smartfonów. Skończyło się jak wiadomo słabo – ludzkość nie była gotowa na webowe aplikacje mobilne, nie doceniła też próby uwolnienia mobilnego oprogramowania z klatek oficjalnych sklepów z aplikacjami. To co zostało z Firefox OS-a przejął Panasonic, rozwijając na jego podstawie całkiem zwinny i ładny system SmartTV o nazwie My Home Screen, łączący intuicyjny minimalizm ze sporymi możliwościami personalizacji. W środku nie ma wielkich zmian, ot linuksowy kernel i biblioteki, nad tym silnik Firefoksa (Gecko), a nad tym wszystkim warstwa interfejsu użytkownika i aplikacji, wszystko programowane w JavaScripcie i HTML5.

Przy tej całej estetyczności My Home Screena 2.0, pod względem dostępności aplikacji wypada on bardzo skromnie. Panasonic najwyraźniej nie bardzo się nawet stara zachęcić niezależnych deweloperów do rozwijania oprogramowania na swoją platformę, znalezienie dokumentacji i SDK jest znacznie trudniejsze niż w wypadku Samsunga czy LG. Sama platforma deweloperska sprawia zresztą wrażenie martwej – ostatni news jest z 2015 roku.

Niemniej jednak zwykły użytkownik znajdzie oczywiście na telewizorach marki Panasonic dwie najważniejsze aplikacje, tj. Netflixa oraz YouTube, a obok nich coś, co nazywa się Market – i służy do instalowania aplikacji. Znajdziemy tam następujące kategorie:

  • Wideo i filmy – interfejsy różnych serwisów i usług wideo, np. Dailymotion, Digital Trends.
  • Muzyka – kilka odtwarzaczy i serwisów streamingowych, w oczy rzuca się klient SHOUTcast Nullsoftu.
  • Sport – garstka serwisów sportowych i nie tylko sportowych, np. Fishing TV, jeśli ktoś ma ochotę oglądać łowienie ryb.
  • Gry – proste gry 2D, trudno znaleźć jakieś głośne tytuły.
  • Dzieci – programy edukacyjne, jakaś nauka literek, rozpoznawanie zwierzątek itp.
  • Społeczności – webowe klienty Facebooka, Twittera, a nawet Picasy.
  • Nowości i pogoda – serwisy pogodowe i newsowe. Pogodowych jest tu akurat całkiem sporo.
  • Zdrowie i fitness – właściwie same serwisy internetowe poświęcone tej tematyce.

Reasumując, My Home Screen 2.0 wygląda naprawdę słabo, jeśli chodzi o zaopatrzenie w aplikacje. Telewizory Panasonica w największym stopniu można by było nazwać „feature-telewizorami”, poza tym co zaoferuje producent, wiele nie dostaniecie. Łączna liczba aplikacji nie przekracza 200 pozycji i raczej nie ma się co spodziewać, by gwałtownie wzrosła.

Android TV

Na sam koniec zostawiliśmy platformę SmartTV Google’a. A może należałoby powiedzieć – jedyną platformę SmartTV, w rozumieniu „smart” jakie przyznajemy smartfonom. To po prostu przeróbka Androida pod kątem telewizorów i przystawek telewizyjnych, będąca czymś więcej, niż tylko nakładką na firmware telewizora. Zielony robocik w całości przejmuje kontrolę nad sprzętem, zmuszając producentów sprzętu do dostosowania się do wymogów systemu Google’a.

A tych producentów jest coraz więcej – telewizory z Android TV sprzedają obecnie Sony, Philips, Sharp i TCL. Na Androidzie TV działa też świetna konsolka Nvidia Shield. Wszystkie z takim samym oprogramowaniem, i co najważniejsze, wszystkie z preinstalowanym sklepem Google Play, dającym dostęp do ponad miliona aplikacji stworzonych na Androida.

A może nie do końca miliona. Sytuacja wygląda tak, że poprzez standardowy interfejs aplikacji sklepu zainstalować można na telewizorze z Androidem TV tylko specjalne aplikacje na Androida TV. W oficjalnej kolekcji jest ich niewiele, niespełna 50 – wśród nich oczywiście Netflix, ale też trochę „prawdziwego” oprogramowania, na czele z Kodi, VLC, Spotify, Plexem i całkiem niezłym odtwarzaczem Equalizer+.

Nie ma jednak najmniejszego powodu do tego, by ograniczać się do tej garstki. Jeśli podepniecie telewizor z Android TV do swojego konta Google, będziecie mogli instalować na telewizorze dowolne aplikacje ze sklepu. Wystarczy będzie wybrać go w oknie dialogowym wyświetlanym po kliknięciu przycisku Zainstaluj. To nie wszystko – wystarczy w ustawieniach dopuścić instalację z innych niż sklep Play źródeł i będziemy mogli zainstalować na telewizorze dowolny plik .apk na Androida. Ikona aplikacji może się nie pojawić na ekranie startowym, aby temu zaradzić należy doinstalować aplikację Sideload Launcher.

W ten sposób zyskujemy nieograniczony dostęp do całej biblioteki oprogramowania na Androida – oczywiście nie wszystkie aplikacje będą działały idealnie, nie mamy tu przecież do dyspozycji ekranu dotykowego, ale generalnie efekty są niezłe, oczywiście jak na dostępny procesor aplikacyjny.

Coś bowiem za coś – praktycznie nieograniczone możliwości Androida bardziej obciążają sprzęt, niż ultralekki system Panasonica. Zachłyśnięcie zasobami Google Play nie może przesłonić tego, że telewizorom po prostu brakuje mocy obliczeniowej na wiele aplikacji – ich „cztero” czy nawet „ośmiordzeniowe” procesory są zwykle słabsze od tego, co mamy dziś w smartfonach.

Trzeba też pogodzić się z możliwymi usterkami i brakami, które wynikają z gorszej niż w wypadku konkurencji integracji sprzętu i oprogramowania. Android TV nie jest bowiem oprogramowaniem Sony czy Philipsa. W razie problemów producenci telewizorów muszą czekać na przygotowanie łatek przez Google, co czasem trwa przez długie miesiące.

Droższe telewizory niewiele tu zmienią. Przykładowo kosztujący około 7,5 tys. złotych Sony KD-65XE9005 wykorzystuje procesor czterordzeniowy MediaTek MT5891, 2 GB RAM i 16 GB pamięci na dane. Producenci po prostu oszczędzają na czym mogą, a przecież w wypadku smartTV mało kto tak naprawdę pyta o procesor.

Jakiego SmartTV potrzebujesz?

Jak widać, sytuacja ze SmartTV jest w 2018 roku wciąż bardziej skomplikowana, niż byśmy chcieli. Możemy wybierać między telewizorami, na których działają skrojone na miarę, ale bardzo ubogie w zasoby oprogramowania systemy producentów, a telewizorami z Androidem TV, pyszniącymi się dostępem do Google Play, ale zbyt słabymi sprzętowo, by udźwignąć bardziej wymagające aplikacje i gry Androida. Wybór będzie zależał więc od osobistych potrzeb i upodobań, ale możemy przedstawić pewne zalecenia:

Jeśli chcesz telewizor z systemem skrojonym na miarę, to system operacyjny i biblioteka aplikacji będą ostatnim, o co się zapytasz sprzedawcy. Lepiej się skupić na jakości obrazu i dźwięku, energooszczędności, wygodzie interfejsu użytkownika, a platforma Smart i tak posłuży tylko do zainstalowania Netflixa czy YouTube.

Wybierz więc telewizor z Tizenem, webOS-em czy Firefox OS-em, jeśli za najważniejszą uważasz jakość obrazu i masz konsolę do gier czy przystawkę telewizyjną w salonie. Jeśli potrzebujesz aplikacji mobilnych, to lepiej tu posłuży przystawka Nvidia Shield – pod względem mocy obliczeniowej deklasuje to, co oferują telewizory z Android TV.

Jeśli jednak cenisz minimalizm w salonie, a zarazem chcesz telewizor, który będzie robił coś więcej niż tylko wyświetlanie obrazu, który pozwoli grać w popularne mobilne gry bez żadnych dodatkowych przystawek, i który uruchomi nie tylko tego wymęczonego Netfliksa, ale też platformę Kodi z jej setkami wtyczek – wówczas sięgnij po Android TV. Licz się jednak z tym, że za 2-3 lata będziesz miał wciąż niezły wyświetlacz i bardzo słabą platformę uruchomieniową dla aplikacji. W końcu czas eksploatacji telewizorów jest znacznie dłuższy niż czas eksploatacji smartfonów.

© dobreprogramy