Sprawdziłem Huawei Video. To niestety żadna alternatywa dla YouTube'a czy Netfliksa

Strona główna Aktualności

O autorze

Huawei Video to świeża usługa VOD, która właśnie zadebiutowała na polskim rynku. Przy czym nie jest to zupełnie nowa platforma, a jedynie agregator już istniejących. Stety i niestety.

Historia platformy Huawei Video sięga 2018 roku, kiedy to pojawiła się we Włoszech i Hiszpanii. Nie jest więc tak, że Chińczycy na szybko przygotowali nową usługę w odpowiedzi na bana nałożonego przez Donalda Trumpa, ale to nie przypadek, że Huawei wziął się teraz za rozszerzenie dostępności o kolejne kraje.

Odcięcie od usług Google'a oznacza brak dostępu do aplikacji YouTube'a (choć filmy wciąż można oglądać z poziomu przeglądarki). A to dopiero początek problemów, bo w sklepie AppGallery brakuje takich apek jak Netflix czy HBO Go. Innymi słowy - na nowych huaweiach nie bardzo jest co oglądać, więc każde źródło filmów jest na wagę złota.

Czym w ogóle jest Huawei Video?

Huawei Video to odtwarzacz filmów, który agreguje treści z kilku mniej i popularnych źródeł. W tym momencie biblioteka platformy obejmuje filmy z takich serwisów jak:

  • Rakuten TV - wirtualna wypożyczalnia filmów;
  • FilmBox - serwis udostępniający filmy w modelu subskrypcyjnym;
  • BBC News - serwis informacyjny;
  • BazaarTV - serwis z filmami o modzie;
  • STINGRAY - serwis muzyczny transmitujący koncerty;
  • DailyMotion - platforma z autorskimi miniprodukcjami wideo;
  • ToonGoggles – serwis z kreskówkami dla dzieci;
  • The Explorers – serwis z filmami dokumentalnymi w 4K.

Aplikacja dostępna jest już na smartfonach z linii P40 oraz Mate 30. W kwietniu ma wylądować na starszych modelach z EMIUI 8.0 lub nowszym.

Jako że jestem już w trakcie testów Huaweia P40 Pro, skorzystałem z okazji, by przyjrzeć się tej apce bliżej.

Agregacja treści z wielu źródeł to zarówno wada, jak i zaleta Huawei Video

Minus jest taki, że biblioteka Huawei Video jest mało przejrzysta. Niektóre ze źródeł filmów są darmowe (np. DailyMotion), inne wymagają opłacania abonamentu (FilmBox czy STINGRAY), a w jeszcze innych za każdy film płaci się osobno (FilmBox).

To nie Netflix, gdzie użytkownik płaci jeden abonament i ma dostęp do całej biblioteki. W Huawei Video możesz opłacać 3 abonamenty, a podczas szukania filmu trafić na źródło, które wymaga uiszczenia jeszcze jednej dopłaty. Filmy z jednych źródeł są spolszczone, a z innych nie.

Inny problem to wrzucenie do jednego wora kinowych hitów i amatorskich programów internetowych. Po odpaleniu aplikacji wita mnie plansza promująca jeszcze ciepły film "Bliźniak" z Willem Smithem, a nieco niżej Huawei Video poleca mi - uwaga - sondaż dotyczący wyborów do Europarlamentu z 2019 roku...

W efekcie strona główna programu jest dla mnie bezużyteczna. Choć na szczęście można się przeklikać przez zakładki z kanałami i kategoriami, by dotrzeć do produkcji konkretnego typu.

Agregacja ma jednak swoje plusy

Przede wszystkim apka pozwala wygodnie zarządzać różnymi subskrypcjami. Gdy ma się podpiętą kartę płatniczą pod konto Huawei, wykupienie dostępu do bibliotek The Explorers, Filmbox, Qello Concerts czy TVB sprowadza się do jednego kliknięcia. Jedynie Rakuten TV wymaga założenia konta w osobnym serwisie.

Gdy już ktoś zdecyduje się na opłacanie kilku abonamentów, dostęp do treści z różnych źródeł zamknięty jest w jednej aplikacji ze spójnym interfejsem. To spore udogodnienie, bo - jak wiemy - w różnych aplikacjach nawet mechanizm przewijania filmów potrafi wyglądać inaczej.

Niestety z filmami z Huawei Video ciężko wyjść poza smartfon

Dopóki filmy ogląda się na telefonie, wszystko jest OK. Co jednak w sytuacji, gdy kilka cali to za mało? Tu sprawy się komplikują.

Huawei Video nie ma swojej wersji przeglądarkowej, o aplikacjach na inne systemy nie wspominając. Z uwagi na wspomnianego bana zapomnieć można także o wsparciu dla Google Casta i przesyłaniu obrazu na Chromacasta lub telewizor czy przystawkę z Androidem TV.

W zasadzie jedyna opcja na przerzucenie filmu na większy wyświetlacz to funkcja klonowania ekranu. Wówczas jednak każda klatka obrazu streamowana jest z poziomu telefonu, co odbija się na baterii.

Huawei Video to przyzwoita usługa, ale w obecnej sytuacji to za mało

Mam wrażenie, że ambicją Huaweia było stworzenie platformy, dzięki której użytkownicy decydujący się na zakup jego nowych smartfonów będą mieli cokolwiek do oglądania.

Szkoda, że Huawei nie stworzył usługi będącej kartą przetargową, która realnie mogłaby zachęcić klientów do wyboru jego smartfonu.

Gdyby firma zainwestowała w autorskie superprodukcje lub chociaż dogadała się z partnerami i zaoferowała atrakcyjniejsze ceny, mielibyśmy o czym dyskutować. A tak powstał jedynie ocieracz łez po Netfliksie i YouTubie. Szkoda.

© dobreprogramy
s