Test Huawei MateBook X Pro. Laptop z kamerką ukrytą w klawiaturze

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Firma Huawei ma w ofercie świetne smartfony, które należą do czołówki na rynku. Jednak czy laptopy okażą się równie dobre? Z pewnością MateBook X i MateBook D to godne polecenia urządzenia. Mimo iż nie są pozbawione wad, to uważam, że mogą okazać się jednym z lepszych wyborów.

Przyznam się, że naprawdę spodobały mi się poprzednie laptopy Huaweia, więc miałem spore wymagania do tego, który ma być najlepszych w portfolio. Po miesiącu z MateBookiem X Pro postanowiłem opisać moje wrażenia.

Jakość wykonania, klawiatura i touchpad

Pierwsze wrażenia dotyczące topowego laptopa Huaweia zamieściłem w oddzielnym tekście. Opinia dotycząca jakości wykonania nie uległa zmianie. Wciąż bowiem uważam, że MateBook X Pro jest jednym z lepiej złożonych laptopów na rynku. Nie mam żadnych zastrzeżeń dotyczących spasowania elementów czy użytych materiałów. Wrażenie robi także wyważenie konstrukcji, które umożliwia otworzenie górnej klapy jedną ręką.

MateBook X Pro jest naprawdę zgrabnym i lekkim laptopem – 14,6 mm grubości i tylko 1,33 kg. Mógłbym go codziennie nosić w torbie, nie odczuwając jego obecności. Co więcej, ze względu na rozmiary zajmuje niewiele więcej miejsca niż zeszyt A4. Laptop wygląda na drogiego i takim też urządzeniem jest. W testowej konfiguracji został wyceniony na 7500 złotych.

Po podniesieniu pokrywy ekranu zobaczymy sporych rozmiarów touchpad, który kojarzy mi się z gładzikami stosowanymi w nowych MacBookach Pro. Brakuje mu jednak do wygody i możliwości gładzików tworzonych przez Apple. Nie posiada technologii Force Touch, które w MacBookach służy do wykrywania siły nacisku. Obsługuje jednak gesty, nie przeszkadza podczas pisania na klawiaturze i ma przyjemny, lekki skok. Sprawnie opiera się odciskom palców.

Klawiatura rozciągnięta jest prawie od lewego do prawego boku. Pozostawione zostały tylko wąskie krawędzie. Przed chwilą narzekałem, że gładzik nie jest tak świetny, jak w nowych MacBookach. Natomiast jeśli miałbym wybrać klawiaturę, to od mechanizmu motylkowego, mocno promowanego przez Apple, preferuję klawisze w laptopie Huaweia. Po pierwsze, pracują ciszej. Po drugie, mają trochę większy skok, więc faktycznie czuję, że je wciskam. Po trzecie, prawdopodobnie nie zacinają się od okruszków.

Na klawiaturze MateBooka X Pro pisze mi się bardzo dobrze. Z pewnością to jedna z lepszych klawiatur, z jakich miałem przyjemność korzystać. Nie zabrakło podświetlenia. Dostępne są dwa tryby – delikatniejsze lub mocniejsze podświetlenie. Pierwszy sprawdza się w nocy po wyłączeniu światła w pokoju, drugi lepiej wypada przy słabym, sztucznym świetle.

Wyróżniającym elementem klawiatury jest... wysuwana kamerka. Wystarczy wcisnąć klawisz, który znajduje się pomiędzy F6 i F7, aby zyskać dostęp do kamerki. Rozwiązanie z pewnością docenią osoby preferujące prywatność – nie muszą już zaklejać kamerki. Jednak jeśli często korzystamy z kamerki, to jej umiejscowienie okazuje się mało praktyczne. Twarz rejestrowana jest od dołu, jakby kamerka znajdowała się w połowie klatki piersiowej. Ponadto jeśli wówczas pisałem na klawiaturze lub korzystałem z gładzika, to widoczne były moje palce. Warto jeszcze zwrócić uwagę, że mamy do czynienia z mechanizmem, który z czasem może się wyrobić lub po prostu uszkodzić.

Pod względem złączy jest… nowocześnie. Na lewym boku mamy więc minijacka i dwa USB Type-C. Po przeciwnej stronie znalazło się USB 3.1. To już wszystko. Zabrakło nawet gniazda na kartę pamięci. Huawei dorzuca jednak adapter, która posiada USB 3.1, USB Type-C, HDMI i D-Sub. Szkoda, że i tutaj też zabrakło gniazda na kartę pamięci.

Ekran, wydajność i problem z odprowadzeniem ciepła

Uwagę przykuwają wąskie ramki, którymi został otoczony ekran. Taki zabieg sprawia, że mimo iż wyświetlacz ma 13,9 cali, to cała konstrukcja pochwalić może się wymiarami wynoszącymi 304 × 217 mm. Proporcje ekranu wynoszą 3:2 i oferuje on rozdzielczość 3000 × 2000 pikseli. W normalnym użytkowaniu poszczególnych pikseli nie można dostrzec.

Ekran został wykonany w technologii LTPS, zapewnia kąty widzenia wynoszące 178 stopni, oferuje 100 proc. pokrycia gamy kolorów sRGB i maksymalną jasność 450 nitów. Kolory prezentują się bardzo dobrze. Natomiast jasność pozwala na komfortową pracę nawet w jasnych pomieszczeniach.

Wyświetlacz jest dotykowy, wykrywa do 10 punktów jednocześnie. Dla mnie ta funkcja w przypadku klasycznego laptopa z Windowsem to tylko ciekawostka. Byłaby bardziej użyteczna, gdyby górną pokrywę można było obrócić o 360 stopni. Z drugiej jednak strony, próba połączenia laptopa i tabletu w jednym urządzeniu, zawsze niesie ze sobą kompromisy. Nigdy laptop nie będzie świetnym tabletem i także tablet nigdy nie będzie świetnym laptopem.

W wersji, która trafiła do mnie na testy, znalazł się procesor Intel Core 8 generacji. Model Core i7-8550U zbudowany jest z czterech rdzeni, które w optymalnych warunkach, powinny osiągać maksymalne taktowanie na poziomie 4,0 GHz. Nie zabrakło zintegrowanej karty Intela, a także karty graficznej NVIDIA GeForce MX150, która aktywowana jest w bardziej wymagających zadaniach.

Użytkownik do dyspozycji otrzymuje 16 GB RAM i bardzo szybki dysk SSD o pojemności 512 GB. Trzeba przyznać, że zestaw naprawdę dobry. Owszem w wielu zadaniach zapewnia on wysoką wydajność. Jednak ze względu na smukłą obudową lub źle zaprojektowany system chłodzenia, albo to i to, niewiele trzeba, aby praca wentylatorów stała się słyszalna.

Owszem, aktualna wysoka temperatura za oknem jest pewnym wyzwaniem dla laptopów, ale MateBook X Pro jak na sprzęt za taką sumę pieniędzy, zapewnia za niski komfort pracy. Pracuje głośniej od tańszego MacBooka Air. Wielokrotnie praca wentylatorów stawała się słyszalna nawet po uruchomieniu kilku kart w przeglądarce internetowej. Jeszcze gorzej jest pod obciążeniem.

Nawet podczas gry w Fortnite, popularną i nie wymagającą dużo od sprzętu produkcję, Huawei zaczynał nieprzyjemnie głośno pracować. Dodatkowo obudowa po kilkunastu minutach zrobiła się tak ciepła, zwłaszcza na górze i górnych klawiszach, że musiałem odpuścić dalszą rozgrywkę.

Oprogramowanie i czytnik linii papilarnych

Laptop działa pod kontrolą Windowsa 10 w wydaniu Pro, czyli tym teoretycznie skierowanym dla bardziej wymagających użytkowników. Mniej zaawansowane osoby mogą docenić bardziej rozbudowane możliwości odłożenia aktualizacji. Pozostałych dodatków raczej nie odczują podczas normalnego użytkownika.

Jedyną poważną wadą zainstalowanego systemu operacyjnego są reklamy. Po kliknięciu na menu Start zobaczymy sporych rozmiarów blok kafelków, w którym znajdują się systemowe aplikacje, ale także sporo propozycji zainstalowania oprogramowania firm trzecich. Winny nie jest Huawei, a sposób w jaki Microsoft chce zarabiać na swoim systemie operacyjnym. No cóż, pozostaje tylko oczyścić menu Start i można już normalnie korzystać z Huaweia.

Przez okres testów nie spotkałem się z żadnym problemem. System działa szybko i stabilnie. Nie doświadczyłem także żadnych problemów podczas instalowania aktualizacji April Update – laptop po wyjęciu z pudełka działał pod kontrolą Windows 10 Creators Update.

Producent dorzuca od siebie tylko jedno narzędzie. PC Manager służy do aktualizowania sterowników, sprawdzania poprawności pracy podzespołów, a także ma wbudowaną funkcję przesyłania plików ze smartfonem – można korzystać ze zwykłego połączenia Bluetooth lub z opcji Huawei Share.

Wśród zabezpieczeń biometrycznych znalazł się czytnik linii papilarnych, który został zintegrowany z przyciskiem zasilania. Rozwiązanie nie jest niczym nowym, ale jest naprawdę wygodne. Wystarczy tylko włączyć laptop, aby już podczas uruchamiania zostały pobrane wzorce palca. Nie musimy następnie wprowadzać hasła czy ponownie dotykać czytnika linii papilarnych na ekranie logowania. Czytnik działa sprawnie i nie ma kłopotów z odczytaniem wzorców palca.

Akumulator i głośniki

MateBook X Pro został wyposażony w głośniki z systemem Dolby Atmos Sound, który ma świadczyć o wysokiej jakości dźwięku. Przyznam, że faktycznie Huawei potrafi dostarczyć dobrego dźwięku. To jeden z najlepiej grających smukłych laptopów, jakie miałem w dłoniach. Głośniki wypadają po prostu bardzo dobrze, dostarczając wyraźnego dźwięku. Całkiem dobrze radzą sobie z niskimi tonami.

Akumulator 57,4 Wh zapewnia czas pracy wynoszący 6-7 godzin na jednym ładowaniu. Wynik dotyczy zrównoważonego korzystania i nie sięgania po pełną moc obliczeniową. Wspomniany czas osiągałem podczas przeglądania Internetu w otwartych kilku kartach, czasami obejrzeniu kilku filmików na YouTube i sporadycznym słuchaniu muzyki ze Spotify na słuchawkach. Ekran ustawiony był na około 50% jasności.

Podsumowanie: czy warto kupić MateBooka X Pro?

Z pewnością Huawei MateBook X Pro jest świetnym laptopem. Zapewnia jakość wykonania z najwyższej półki, bardzo dobry ekran czy wygodną klawiaturę. Do listy zalet należy także dodać 16 GB RAM i bardzo szybki dysk SSD o pojemności 512 GB. Mimo iż lista złączy jest uboga, to producent dołącza adapter. Szkoda, że w tym wszystkim zabrakło czytnika kart pamięci. Świetnie wypadają głośniki, a czytnik zintegrowany z włącznikiem okazał się komfortowym rozwiązaniem.

Niestety, pojawiło się kilka wad. Największą jest kultura pracy. Wentylatory włączają się stanowczo zbyt często, a ponadto podczas mocniejszego obciążenia, obudowa robi się zbyt ciepła. W związku z tym, że MateBook X Pro ma problem z bardziej wymagającymi zadaniami, to zacząłem się zastanawiać. Skoro za 5500 złotych można mieć słabszą konfigurację, która zachowa najlepsze cechy głównego modelu (no może nie licząc 16 GB RAM, dysku 512 GB i karty GeForce), to może nie warto płacić więcej? W końcu nie jest to laptop dla gracza i nie nadaje się do długiej pracy, która wymaga większej mocy obliczeniowej.

© dobreprogramy