Test Lenovo Legion Y530-15. Laptop dla gracza, w biznesowych szatach

Strona główna Lab Ultrabooki i notebooki

O autorze

Założę się o dobrą czekoladę, że gdyby zapytać kilku losowo wybranych użytkowników serwisu dobreprogramy, z czym kojarzy się im sprzęt dla graczy, patrząc przekrojowo, to zdecydowana większość rzuciłaby coś w stylu: agresywną stylistyką, diodami lub, ewentualnie, szeroko pojętym barokiem. A jednak, prezentując swoją najświeższą linię produktową, firma Lenovo odważyła się pewne schematy przełamać. Oto Legion Y530-15 – dedykowany właśnie graczom notebook w formacie 15,6'', który mógłby swobodnie wtopić się w stadko konstrukcji dla biznesu. Nie, nie żartuję.

A skąd w takim razie założenie, że to w ogóle jest sprzęt dla gracza? Cóż, argumentów za tym przemawiających można rzucić bez liku, i nie chodzi tu o enigmatyczne deklaracje producenta, ale chociażby: sześciordzeniowy procesor Intel Core i7-8750H, dedykowaną kartę graficzną NVIDIA GeForce GTX 1050 4 GB, 8 GB pamięci DDR4, szybki dysk półprzewodnikowy PCI Express o pojemności 256 GB czy, wreszcie, matrycę Full HD typu IPS. Nie da się ukryć, są to cechy typowe dla średniej klasy laptopów tworzonych z myślą o grach, na rok 2018. Ten konkretny model po prostu nie wygląda jak owoc drugiej szansy projektantów Multipli, inspirowany Transformerami. Czy to dobrze, czy to źle, oceńcie sami. Ja narzekać nie zamierzam.

Jakość wykonania, klawiatura i touchpad

No właśnie, jak już zdążyłem zasugerować, obudowa Legiona Y530-15 jest całkowicie czarna. Wykonana w całości z tworzywa sztucznego – dodam. Przy czym tworzyw występuje tu kilka rodzajów. Niestety o ile ciężko mieć zastrzeżenia w kontekście ich wyglądu czy spasowania, o tyle odporność, czy to na zarysowania czy zabrudzenia, nie zawsze jest pierwszoligowa. Klapę można dosłownie porysować paznokciem, pomimo porowatej faktury a'la frez. Gumowany panel roboczy przyciąga natomiast wszelkie odciski spoconych palców, a ich usunięcie wymaga czyszczenia na mokro – to naprawdę uciążliwe, chyba że komuś popalcowany laptop nie przeszkadza.

Ale komputer jako całość prezentuje się niczego sobie, co, nawiasem mówiąc, wprowadza swoisty dysonans. Jego wymiary wynoszą 361 x 267 x 24,2 mm, waga zaś – 2,3 kg. Tak więc, jak na notebook dla graczy, wyposażony w matrycę 15,6'', urządzenie może uchodzić za smukłe i kompaktowe. Jest też, przynajmniej moim zdaniem, bardzo przyjemne dla oka. Tylko spece od inżynierii materiałowej nieszczególnie się popisali, choć z drugiej strony sztywność zostaje zachowana. Jeśli nie jesteście zdeklarowanymi pedantami, to raczej powinniście być zadowoleni.

Tym bardziej, że wpadki na poletku materiałowym z nawiązką rekompensują świetne manipulatory, a więc klawiatura oraz touchpad. Klawisze są duże, ich oznaczenia, również dzięki białym diodom LED – czytelne, a znając specyfikę klawiatur wyspowych, ciężko narzekać na zbyt niski skok. Jednocześnie, pomimo zastosowania pełnej konfiguracji z blokiem numerycznym włącznie, uniknięto jakiś wybitnie nieergonomicznych ruchów w związku z układem. Ba, pełnowymiarowe kierunki należy w laptopie dla gracza docenić szczególnie, nawet w obliczu zmniejszenia bloku numerycznego.

Przechodząc do touchpada, wrażenia są równie dobre. Płytkę wykonano z tworzywa o nienagannym ślizgu, przez co ruchy palca nie są niczym skrępowane. Mało tego, działanie sensorów, w tym rejestracja gestów, na czele z moim ulubionym przewijaniem dwoma palcami, także nie budzi jakichkolwiek zastrzeżeń. Na upartego – odrobinę lepsze mogłyby być tylko przyciski. Ich fizyczna charakterystyka to oczywisty plus, podobnie jak wyraźnie wyczuwalny próg aktywacji i informacja zwrotna. Tylko dlaczego to ustrojstwo jest tak piekielnie głośne? Kliki aż grają w uszach.

Porty wejścia-wyjścia

Sporym zaskoczeniem jest położenie portów wejścia-wyjścia. Otóż na lewym i prawym boku, gdzie nominalnie umieszcza się większość gniazd, znajdziemy tylko po jednym złączu USB 3.0 typu A, a także analogowe gniazdo audio (niestety czteropolowe). Pozostałe interfejsy wrzucono na tył, pomiędzy wyloty powietrza. Są to, odpowiednio: USB typu C, mini-DP, kolejne USB 3.0 typu A, HDMI 2.0, Ethernet, gniazdo zasilające oraz blokada Kensington. Zabrzmi to nieco PR-owo, ale tutaj doprawdy niczego nie brakuje. Podłączenie zewnętrznego ekranu 4K HDR? Nie ma problemu.

Odrębną kwestię stanowi ergonomia. Tylne I/O sprawdza się najlepiej podczas pracy biurkowej, ale mierzący 15,6'' Legion Y530-15 to ewidentnie nie jest zamiennik desktopa. Resztę dopowiedzcie sami.

Ekran i praca na zewnątrz

Przy czym jeśliby zacząć drążyć temat, w jakim scenariuszu testowany notebook spisuje się najlepiej, to szybko okazałoby się, że jest to, wbrew pozorom, maszyna głównie do użytku domowego. To z kolei za sprawą użytej matrycy. Przypomnę, producent postawił na panel Full HD typu IPS, a konkretniej: BOE NV156FHM-N61. Jako iż wyświetlacz ten ma umiarkowanie tylko efektywny filtr antyodblaskowy, a do tego nie najwyższą jasność, równą dokładnie 282,5 nita, widoczność w słońcu pozostawia bardzo wiele do życzenia. Właściwie to na ekranie nie widać wówczas niczego.

Sam ekran nie jest ponadto, delikatnie mówiąc, liderem w dziedzinie jakości obrazu. Pokrycie przestrzeni barw sRGB wynosi 85,3% przy całkowitej objętości gamutu aż 126,2%. Kształt bryły sprawia, że zielenie i czerwienie są mocno przesycone, jednak zniekształcona gamma lokalna powoduje problemy z poziomem jasności w gradiencie szarości. Ostatecznie wyświetlane obrazy stają się nie tylko dalekie od rzeczywistości, ale także kompletnie wyprane z głębi.

Tyle dobrego, że matryca nie smuży w większym stopniu, czyli nadaje się do intensywnej rozgrywki, choć osoba przyzwyczajona do szybkich paneli TN pewnie i tak zakręci nosem.

Układ chłodzenia

Teraz najważniejsze – układ chłodzenia. Nie jest tajemnicą, że głośna praca i, ewentualnie, problemy z utrzymaniem stosownie wysokich częstotliwości zegarów taktujących są zmorą bardzo dużej części laptopów do gier. Lenovo wybrało dość ciekawe rozwiązanie tego problemu: opisywany notebook ma monolityczny system chłodzenia z trzema rurkami cieplnymi i dwoma wentylatorami promieniowymi, które zasysają powietrze poprzez perforowany spód obudowy, a wyrzucają tyłem i na boki. Co więcej, aby ograniczyć nagrzewanie obudowy, całość polakierowano na czarno.

W praktyce Legion Y530-15 może uchodzić za sprzęt chłodny, a przez to dobrze radzący sobie pod maksymalnym obciążeniem, aczkolwiek niezbyt cichy, i to delikatne stwierdzenie.

Test stabilności w benchmarku 3DMark Time Spy urządzenie kończy z wynikiem 99,5%, co jest świetnym rezultatem. Procesor utrzymuje przy tym zegar na poziomie około 4 GHz, karta graficzna natomiast – 1658 MHz. Powtórzę, rezultaty są naprawdę dobre. Gorzej z kulturą pracy, bowiem sonometr potrafi wskazywać w tym czasie nawet 50 dBA, a to już wyznacznik zdecydowanego hałasu.

Testy wydajności

Jak już zdążyłem wspomnieć, nadesłana do testów konfiguracja została wyposażona w: procesor Intel Core i7-8750H i kartę graficzną NVIDIA GeForce GTX 1050 4 GB. Do tego dochodzi 8 GB pamięci DDR4-2666, niestety w konfiguracji jednokanałowej, a także dysk Samsung PM981 256 GB. Przy czym Legion Y530-15 sprzedawany jest także z procesorem Intel Core i5-8300H, kartą graficzną NVIDIA GeForce GTX 1050 Ti 4 GB i całym szeregiem rozmaitych konfiguracji pamięci RAM i nośników danych. Mając na uwadze przeznaczenie tego notebooka, jakim są gry, lepiej doinwestować grafikę, kosztem procesora. No ale sampel dostarczony do redakcji jest, jaki jest.

Wydajność w benchmarkach jest natomiast taka, jakiej po zainstalowanych komponentach można się spodziewać, ponieważ thrtottling, zgodnie z ustaleniami, nie występuje. To także pewien wyznacznik dla osób, które nie szukają laptopa do gier, ale możliwie niedrogiej stacji roboczej. Sześciordzeniowy Core i7-8750H siłą rzeczy nieźle radzi sobie z obróbką wideo czy kompilacją, a jeśli doliczymy do tego niezwykle szybki nośnik danych, wizja nabiera kształtu: Lenovo Legion Y530-15 w testowanej konfiguracji jawi się jako wydajne i responsywne narzędzie pracy. Osobiście zadbałbym jedynie o rozszerzenie pamięci operacyjnej. Proponowane przez producenta 8 GB to w dzisiejszych czasach ledwie podstawa, która, nie ma co ukrywać, ogranicza chociażby liczbę otwieranych w przeglądarce zakładek. A po co się jakkolwiek ograniczać wobec tak wydajnej platformy bazowej?

Zresztą ograniczeniem jest tutaj także pojemność dysku. Samsung PM981, choć bardzo szybki, oferuje tylko około 164 GB przestrzeni na dane użytkownika, uwzględniwszy system, sterowniki i partycję ratunkową. Ile natomiast potrafią ważyć gry, każdy zainteresowany doskonale wie.

Jeśli natomiast o samych grach mowa, cóż, możliwości GeForce'a GTX 1050 również nikogo zaskoczyć nie mogą, czy to na plus czy minus. Najbardziej wymagające graficznie produkcje, jak choćby Rise of the Tomb Raider, względnie płynnie uruchomimy dopiero na ustawieniach średnich. Przy wyższych detalach pograć można tylko w tak zwane gry e-sportowe, ale tam z kolei liczy się głównie maksymalizacja liczby wyświetlanych klatek, nie jakość grafiki, która i tak nie należy do topowych. Mały plus należy się za wykorzystanie wariantu GPU z 4 GB VRAM. Tym sposobem często udaje się podnieść jakość tekstur, pomimo gry przy umiarkowanej jakości ogólnej.

System operacyjny, oprogramowanie

Kontynuując niejako temat oprogramowania i gier, warto poruszyć temat systemu operacyjnego i narzędzi, które producent serwuje domyślnie. Mianowicie Legion Y530-15, co nie powinno być zaskoczeniem, pracuje pod kontrolą systemu Microsoft Windows 10 Home w wersji 64-bitowej. Nieoczekiwanie liczba autorskich aplikacji producenta, zwanych pieszczotliwie bloatwarem, jest symboliczna. Pomijając kilka niewielkich procesów w tle, służących do tak podstawowych zadań jak wyświetlenie nakładki informującej o zmianie głośności, Lenovo dostarcza tylko jedną aplikację, Vantage, i prościutki panel do rejestracji zakupionego notebooka w celu uzyskania wsparcia.

Taka asceza okazuje się jednak bardzo przemyślana, ponieważ Vantage zapewnia wszystko to, czego gracz może potrzebować. Narzędzie pozwala m.in. na: monitorowanie poziomu obciążenia głównych komponentów, wymuszenie maksymalnej prędkości obrotowej wentylatorów czy blokadę klawisza Windows. Jest zarazem lekkie, responsywne i względnie prawidłowo spolszczone.

Podsystem audio

A co z dźwiękiem? Legion Y530-15 ma głośniki stereo, firmowane logo znanej firmy Harman. System ten jest umiarkowanie głośny i, z uwagi na brak subwoofera, gra bez basowego tąpnięcia. Ale próżno doszukiwać się tu jakichkolwiek zakłóceń, separację poszczególnych tonów można uznać za dość przyzwoitą, a brzmienie okazuje się, sumarycznie, ciepłe i całkiem przyjemne. Gorzej ze słuchawkami, z tym że problem polega na ich podłączeniu. Jak już zdążyłem zaznaczyć, producent zastosował czteropolowe gniazdo, które integruje linie sygnałowe słuchawek oraz mikrofonu. Większość headsetów dla graczy ma oddzielne, trzypolowe wtyczki, w efekcie czego należy stosować adapter.

Czas pracy na baterii

Na zakończenie – czas pracy na baterii. Akumulator notebooka legitymuje się pojemnością 52,5 Wh. Jak na urządzenie klasy średniej, bo w takiej kategorii należy rozpatrywać Legiona Y530-15, wielkość baterii zdaje się być satysfakcjonująca. Niemniej czas pracy w terenie jest taki sobie.

Producent najwyraźniej uznał, że w laptopie do gier najwyższy priorytet stanowi wydajność, przez co jeden z domyślnie zainstalowanych sterowników Lenovo stale wymusza taktowanie turbo, nawet po odłączeniu komputera od gniazdka sieciowego. Wziąwszy Legiona Y530-15 w dłuższą podróż, warto pamiętać o ręcznym przełączaniu profilu zasilania na niższy, każdorazowo. Inaczej akumulator, przy włączonym Wi-Fi i przeglądaniu internetu, można wydrenować już w 2,5 godz. Dopiero po obniżeniu jasności ekranu do 50% i ściągnięciu suwaka trybu zasilania do 3/4 jego długości, w analogicznym scenariuszu udaje się osiągnąć około 3,5 godz., ale to wciąż niezbyt wiele.

Na temat grania na baterii nawet nie ma sensu się rozwodzić. Sterownik NVIDII robi co może, blokując płynność animacji na poziomie 30 kl./s, a mimo to monit obwieszczający potrzebę podpięcia sprzętu do zasilacza wyskakuje przed upływem godziny. Jak na laptop z kartą GeForce GTX 1050, to kiepski wynik, porównywalny ze zdecydowanie wydajniejszymi w grach konstrukcjami.

Podsumowanie

Uff... i niniejszym docieramy do końca. Nadszedł zatem czas na ich podsumowanie. Ogólnie rzecz biorąc, Lenovo Legion Y530-15 to jeden z tych sprzętów, które potrafią przeciągnąć człowieka przez uczuciową sinusoidę. Pomysł na stworzenie notebooka przystosowanego do gier, o stonowanej stylistyce, należy uznać za trafiony. Zwłaszcza, że uniknięto przy tym ogólnie pojętej sztampy. Wprost przeciwnie – dzięki smukłej konstrukcji i wąskiemu obramowaniu ekranu, komputer prezentuje się bardzo nowocześnie, lecz zarazem skromnie. Brawo. Ale odporność wykorzystanych materiałów nie jest najwyższa: laptop łatwo się rysuje i brudzi. Idąc dalej, cieszą bardzo dobre manipulatory i szeroki zestaw złącz, jednak pozycja tych drugich, moim zdaniem, do najbardziej ergonomicznych rozwiązań nie należy. Wreszcie, wysoka wydajność chłodzenia jest tu okupiona hałasem, a czas pracy na baterii, mówiąc eufemistycznie, mógłby być dłuższy.

A na tym nie koniec wyliczanki. I nie, nie chodzi mi tu o kolejne mniejsze lub większe słabostki kadłuba pokroju matrycy. Jest ważniejsze zagadnienie do rozważenia, a brzmi ono: efektywność w grach, które są ponoć docelowym przeznaczeniem Legiona Y530-15. Tylko czy aby na pewno? Potężny procesor Core i7-8750H świetnie sprawdza się na polu produktywności, ale akurat w grach jego zasoby leżą odłogiem, bo GeForce GTX 1050 to na dzień dzisiejszy już propozycja klasy podstawowej. Tak samo zaskakuje dobór dysku. Samsung PM981 256 GB, mimo iż szybki, ma zdecydowanie zbyt małą pojemność, aby być jedynym nośnikiem w pececie dla gracza, gdzie GTA V potrafi pochłonąć ponad 70 GB. Nie zapominajmy przy tym o jednokanałowej pamięci. Summa summarum nawet jeśli Legion Y530-15, jako kadłub, spisuje się akceptowalnie, to w tej konkretnej konfiguracji na pewno bym go nie polecił. Co innego wersja z Core i5-8300H, kartą GeForce GTX 1050 Ti i dyskiem HDD 1 TB, ale to oczywiście nie ona stanowi przedmiot niniejszej recenzji. Stąd końcowy werdykt.

© dobreprogramy
s