Test nawigacji Navitel E500 Magnetic. Czy w dobie smartfonów warto ją kupić?

Strona główna Lab Inne

O autorze

Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu zakup samochodowej nawigacji jako odrębnego urządzenia nikogo nie dziwił. Fabryczne nawigacje dostępne były tylko w najbardziej luksusowych pojazdach, a w dodatku były bardzo drogie. Smartfony za to nie były dostatecznie wydajne, aby umożliwiać płynne korzystanie z map, oferowały stosunkowo małe wyświetlacze, a pakiety mobilnego internetu niezbędne na przykład do korzysta z Map Google, były dużo droższe niż dziś.

Przez lata sytuacja zmieniła się do tego stopnia, że dzisiaj wybór odrębnego urządzenia, które posłuży tylko za samochodową nawigację nie jest już tak oczywisty. W roli nawigacji świetnie sprawdzi się większość współczesnych smartfonów, operatorzy komórkowi oferują nam po kilkadziesiąt gigabajtów transferu w ramach pakietów, a i coraz więcej samochodów, także tych bardziej przystępnych cenowo, wyposażanych jest w własne systemy nawigacji.

Jak więc dzisiaj uzasadnić zakup odrębnej nawigacji samochodowej, w dodatku z niskiej półki cenowej? Do zastosowania sprzętu tego typu miał mnie przekonać Navitel E500 Magnetic, który na kilka tygodni wpadł w moje ręce. Zapraszam do lektury dalszej części testu, aby przekonać się, czy jest to warta zakupu nawigacja samochodowa i czy jest sens sięgać po nią, zamiast zamontować na szybie smartfon?

Co dostajemy w opakowaniu?

W pudełku, poza samą nawigacją znajdziemy samochodową ładowarkę z przewodem o długości około 110 centymetrów, krótki kabelek USB do komputera (przyda się, bo zapewniono nam darmową, dożywotnią aktualizację map), pokrowiec na samą nawigację oraz samochodowy uchwyt do szyby. Ten ostatni jest najlepszą rzeczą, która na nas w tym zestawie czeka. Świetnie trzyma się szyby, ma szeroki zakres regulacji oraz, co najważniejsze, nawigację przymocujemy do niego magnetycznie, bez żadnych zatrzasków.

Co więcej, zasilanie można podpiąć bezpośrednio do uchwytu właśnie, dzięki czemu jeśli zamontujemy go w pojeździe „na stałe”, będziemy mogli zapomnieć o podłączaniu do nawigacji przewodu – zasilanie przekazywane jest wprost z uchwytu, przy pomocy kilkunastu pinów. Mocowanie magnetyczne jest świetne i nie należy się go obawiać. Jest wystarczająco mocne, by nawigacja nie spadła na dziurach, a jednocześnie sprytnie przemyślane, dzięki czemu podczas montażu nie trzeba się szczególnie starać, tylko „byle jak” trafić nawigacją w uchwyt, a mocowanie samo naprowadzi się na odpowiednie tory.

Sama nawigacja nie wyróżnia się niczym szczególnym. Z przodu zobaczymy dwa paski z błyszczącego, czarnego plastiku (pomysł średnio praktyczny z uwagi na odbijające się podczas jazdy światło), natomiast resztę obudowy wykonano z materiału matowego. Włącznik znajduje się na górnej krawędzi, głośnik z tyłu, zaś z lewego boku znajdziemy gniazdo słuchawkowe minijack, slot na kart pamięci microSD oraz wejście USB – do połączenia z komputerem lub zasilania podczas jazdy, jeśli z jakichś przyczyn nie interesuje nas możliwość zasilania z uchwytu.

Konfiguracja nie zajmie wiele czasu

Generalnie nawigacja jest gotowa do działania od pierwszego uruchomienia. Kilkanaście sekund ładowania mapy po włączeniu zasilania kończy odczytana przez Zbigniewa Urbańskiego powitalna kwestia i można rozpocząć programowanie trasy. Wcześniej warto jednak zajrzeć do ustawień, gdzie skonfigurować będzie można działanie asystenta pasa ruchu (niewielkiej ikony wskazującej podczas jazdy, który należy zająć pas by wykonać manewr), czy prędkości, powyżej której informowani będziemy o przekroczeniu tej dopuszczalnej.

Poza tym wybrać można głos lektora. Poza tym Zbigniewa Urbańskiego, znajdziemy tu jeszcze trzy inne głosy polskie. Teoretycznie przy każdym z głosów widnieje ikona pozwalająca odsłuchać jego próbkę przed podjęciem decyzji. W praktyce niestety ani razu nie udało mi się Navitela E500 zmusić, by odtworzył próbkę dźwięku. Pozostaje więc wybór nowego głosu, a później sprawdzenie go w praktyce już podczas jazdy.

Czas rozpocząć podróż

Konfiguracja nie jest tu jednak najważniejsza. To, co interesuje wszystkich najbardziej, to jak nawigacja sprawdza się podczas jazdy. Ruszamy więc w podróż, a wcześniej ustalamy cel. Tu nie brakuje wielu opcji. Wskazać można dokładny adres, punkt na mapie, wprowadzić współrzędne geograficzne, skorzystać z bogatej bazy punktów POI (np. bazy marketów czy stacji benzynowych) lub sprawdzić historię poprzednich celów lub ulubionych.

Programowanie nowej trasy to ten moment, kiedy zdamy sobie sprawę z jednej ogromnej zalety i sporej wady Navitela E500. Najpierw zaleta – dzięki świetnemu uchwytowi, nawigację wystarczy swobodnie wziąć do ręki, wprowadzić wszystkie ustawienia, a następnie odwiesić na szybę. Przebiega to bardzo szybko i jest wygodne. Jednocześnie niestety rozpoczynamy przygodę z niedopracowanym w wielu miejscach oprogramowaniem, a widać to najlepiej już podczas wprowadzania adresu – reakcja klawiatury jest czasem błyskawiczna, a czasem wymaga odczekania nawet kilku sekund.

Gdy punkt docelowy zostanie już znaleziony, nawigacja przeliczy trasę i zaproponuje nam najczęściej trzy drogi, którymi do celu można dojechać. Przyciskami na ekranie wybieramy tę, która nam odpowiada i możemy ruszać w drogę. Wcześniej w razie potrzeby można jeszcze na ekranie wyświetlić dodatkowe informacje. Przejrzeć mapę z trasą, sprawdzić listę kolejnych manewrów oraz uruchomić symulację przejazdu.

Nie zastanawiając się wiele ruszamy w drogę. Jeśli robimy to po raz pierwszy, istnieje szansa, że na razie nic nie przykuje naszej uwagi. Jeśli jednak jest to któraś z podróży z rzędu, może okazać się, że E500 z jakichś przyczyn ma problem z szybkim znalezieniem sygnału z satelit i właściwym pozycjonowaniem pojazdu na mapie. Wystarczy odczekać dłuższą chwilę (czasem do kilkudziesięciu sekund), aby problem zniknął.

Wreszcie – jedziemy. Mapa jest dyskusyjnej urody, ale z drugiej strony względny minimalizm nie powoduje przeładowania informacjami na ekranie. Na mapie widać trójwymiarowe budynki (choć ich wysokości nie ma żadnego związku z rzeczywistymi) oraz numery posesji – to przydatne, gdy szukamy konkretnego domu, także w trybie pieszym, który jest tu dostępny. Wszystkie informacje o jeździe są widoczne na pionowym pasku z lewej strony.

Patrząc od góry są to kolejne dwa manewry, bieżąca prędkość, pozostały czas jazdy (z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, niekonsekwentnie względem pozostałych informacji wyświetlający obok wartości cyfrowej ogromny skrót min w przypadku minut), pozostała odległość oraz przewidywany czas dojazdu. W prawym górnym rogu mapy widnieje natomiast informacja o obowiązującym w danej chwili ograniczeniu prędkości, a na górze i dole ekranu znalazło się miejsce dla nazw ulic, odpowiednio kolejnej, w którą mamy wjechać oraz bieżącej.

Tyle z teorii, ale jak w praktyce wygląda nawigowanie? Niestety generalnie dość kiepsko. Na plus zaliczyć należy głoszenie komunikatów z odpowiednim wyprzedzeniem przed skrzyżowaniem czy rozjazdem oraz bardzo szybkie programowanie trasy na nowo, jeśli celowo ją opuścimy (na przykład w wyniku objazdu spowodowanego robotami drogowymi). Istotniejsze w mojej ocenie są jednak minusy. Pierwszą rzeczą, która nie daje spokoju jest intonacja lektora podczas jazdy. Wypowiadane komunikaty brzmią momentami jak zlepki oderwanych od siebie wyrazów, a nie naturalne zdania, a co gorsza – intonacja jest tak dziwna, że poleceniom bliżej jest do pytań sugerujących niepewność lektora, niż jasnych zdań twierdzących. Jakież było moje zdziwienie, gdy przy pierwszym manewrze usłyszałem: Za 300 metrów skręć? w lewo?!

Najpierw pomyślałem, że może to moja fanaberia, toteż poprosiłem o ocenę kilku przyjaciół ale ich spostrzeżenia były podobne – z intonacją i płynnością wypowiedzi lektora jest coś nie tak. Dla jasności należy natomiast dodać, ze rzecz nie dotyczy tylko głosu pana Urbańskiego, ale wszystkich polskich, które można w nawigacji uruchomić.

Choć trudno w to uwierzyć, jakość odczytywanych komend jest jednak niczym w stosunku do kolejnej wady, a mianowicie spójności przekazywanych informacji. Jadę stałą prędkością, prostą drogą i na wskaźniku na ekranie nawigacji widzę informację o zbliżającym się za 900 metrów zakręcie w lewo, wtem odzywa się lektor: Za 650 metrów? skręć w lewo?!

Myślę sobie – jak to dobrze, że ktoś przemyślał, że odczytywanie komunikatu swoje trwa. Lektor zaczął mówić przy 900 metrach do skrętu, pewnie skończy właśnie na owych 650, by głosowa informacja pokryła się z ekranem, w momencie, gdy na niego spojrzę pod odczytywaniu polecenia. Niestety nic bardziej mylnego. Lektor kończy monolog, gdy do zakrętu nadal pozostało około 770 metrów. Przypadek? Niestety nie, takie niespójności w Navitelu E500 Magnetic występują nieustannie, a nietrudno chyba wyobrazić sobie jak bardzo może być to mylące w mieście.

Z grzeczności pominę już przy tym, że każdy wjazd na drogę szybkiego ruchu jaki odwiedziłem w czasie testu jest dla pana Zbigniewa wjazdem na estakadę, a dla pani Alicji – na most, nawet jeśli takich budowli nie ma w zasięgu wzroku. To akurat jest jednak prawdopodobnie błędem wynikającym z dokładności mapy, no a tę możemy w końcu do woli aktualizować, więc błędy może wkrótce znikną.

Są jeszcze dodatki

Funkcja nawigacji to w Navitelu E500 Magnetic tylko część funkcjonalności. Urządzenie pozwala również odtwarzać muzykę i co ciekawe, wraz z wypowiedziami lektora wysyłać ją bezprzewodowo do samochodowego radia dzięki transmiterowi FM. Podczas korzystania z tej opcji nie można mieć wielu zastrzeżeń. Paradoksalnie, poboczne funkcje Navitela E500 sprawują się dobrze.

Niestety również tutaj nie obyło się bez wpadki. Jeśli chcemy skorzystać z transmitera FM, ale nie planujemy równolegle odtwarzać muzyki, czeka nas niemiła niespodzianka. Transmiter nadaje falę tylko w czasie odczytywania komunikatu. Oznacza to, że kiedy ustalimy już z radiem samochodowym wspólną częstotliwość, to po czysto i wyraźnie odczytanym komunikacie nadajnik w E500 wyłączy się, a radio samochodowe zaserwuje nam szum okolicznego lasu lub innych, przeplatających się na tej częstotliwości rozgłośni. Trochę to nieprzemyślane. Skoro już nawigacja umożliwia serwowanie komunikatów przez radio, to dlaczego połączenie nie może być stałe, aby po odczytanym komunikacie w głośnikach samochodu była cisza?

Dla kogo E500 Magnetic?

Długo myślałem nad tym, komu polecić Navitela E500 Magnetic. Niestety nie znalazłem na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. W dobie nawigacji dostępnej w każdym smartfonie (również za darmo dzięki świetnym Mapom Google), odrębne urządzenia nawigacyjne mogą stanowić atrakcyjną propozycję głównie dla osób, które ze smartfona nie korzystają, dysponują naprawdę mało wydajnym modelem (być może ze zbyt małym wyświetlaczem do wygodnego korzystania w samochodzie) lub z powodu własnego kaprysu wolą, by nawigacją w pojeździe zajmowało się odrębne urządzenie.

Akceptuję to, że taka grupa klientów istnieje i absolutnie nie zamierzam z tym walczyć. Dobrze, że na rynku wciąż dostępne są nawigacje samochodowe, które takie zapotrzebowanie wypełniają. Nie zmienia to jednak faktu, że E500 jest po prostu nawigacją co najwyżej średnią. Nie ma dyskusji co do tego, że świetnie rozwiązano tu kwestię mocowania do szyby. Przewód, który na stałe (jeśli nie na co dzień, to przynajmniej na czas podróży) można umieścić w uchwycie, a do niego nawigację przymocować magnetycznie, jest znakomity.

Niestety jednak nie samym dopracowanym uchwytem i dobrym wykonaniem można tu zawalczyć o klienta. Minusów jest wiele i choć nawigacja doprowadzi nas do celu i nie pogubi się, jeśli będziemy zmuszeni zboczyć z zaplanowanej trasy, to jednak wady są zauważalne i na co dzień mogą doskwierać. Wynikają one jednak w znakomitej większości z oprogramowania, które da się przecież ulepszyć aktualizacjami. Póki co uważam więc, że 350 złotych można wydać dużo lepiej i Navitela E500 rozważyłbym tylko w ostateczności – przynajmniej do czasu rozwiązania chociaż części kłopotów za pomocą aktualizacji oprogramowania.

© dobreprogramy