Test nowej Nokii 3310. Czy warto było wyciągać Titanica?

Strona główna Lab Inne

O autorze

Powrotowi marki Nokia na rynek smartfonów towarzyszyła premiera urządzenia, które z całą pewnością nie ma nic wspólnego z samymi smartfonami, a jednak wzbudziła dużo większe zainteresowanie niż chińskie urządzenia z Androidem opatrzone logo fińskiego producenta. Mowa oczywiście o nowej Nokii 3310. Mieliśmy okazję ją przetestować i odpowiedzieć na pytanie: czy telefon ten to rzeczywiście ciekawa propozycja, czy też żart, który zaszedł za daleko?

W oddzielnym artykule już wcześniej opisywaliśmy możliwości nowej Nokii 3310. To właśnie jej funkcjonalność jest bowiem największym znakiem zapytania. Wiadomo już zatem, że nowa Nokia 3310 to telefon prosty, który sprosta jedynie najbardziej podstawowym wyzwaniom. Niczego więcej jednak nie oczekiwać po tej klasie sprzętu, o aspiracjach do bycia smart wszak od początku nie było mowy.

Nokia 3310 – specyfikacja

Wymiary: 115,6×51×12,8 mm
Łączność: 2G, GSM 900/1800 MHz, Bluetooth 3.0
Pamięć: 16 MB, gniazdo microSD z obsługą kart o pojemności do 32 GB
Wyświetlacz: 2,4 cala, rozdzielczość 240×320 pikseli
Akumulator: 1200 mAh, około tygodnia pracy na jednym ładowaniu
Aparat: 2 MP z lampą LED
Gniazda: microUSB, minijack 3,5 mm
OS: Nokia Series 30+, własnościowe firmware

Czy jednak Nokia 3310 to dobry telefon? Już w momencie premiery odbiór samego wyglądu był mieszany: dla jednych jajowaty kształt był kiczowaty, dla innych był ciekawą polemiką z oryginalną Nokią 3310. Po testach skłaniamy się raczej do popierania tej drugiej opinii. Nowa Nokia może się podobać, choć nie zabrakło tu niewykorzystanego potencjału. Dotyczy to przede wszystkim wyświetlacza. Aż prosi się, by wyświetlacz sięgał aż po zaokrągloną obwódkę, tak się jednak nie stało, przez co kolorowy ekranik TFT został oprawiony w grubą i mało atrakcyjną ramkę.

Nokia 3310 ma rozmiary 115,6×51×12,8 mm, jest zatem smukła. A także wykonana z plastiku, który sprawia wrażenie solidnego, choć przeciętnej jakości. Jeżeli zaś chodzi o wytrzymałość, z której słynął pierwowzór, to jest nieźle – urządzenie bez problemu przetrwa upadek z wysokości ok. 1,5, choć raczej nie ma mowy o tym, że nowa Nokia, podobnie jak oryginał, była synonimem wytrzymałości. Obudowa jest na ogół dobrze spasowana, choć ugina się mocno i nieco skrzypi pod naciskiem na tylnej części, tuż pod aparatem.

Rzeczony wyświetlacz o wielkości 2,4 cala ma rozdzielczość 240×320 pikseli, co daje zagęszczenie pikseli rzędu 167 na cal kwadratowy i jest kiepskim wynikiem. Punkty są widoczne gołym okiem nie tylko na obrazkach, ale także w samym interfejsie firmware. Szczególnie kiepsko wyglądają czcionki – nawet w dużych fontach nad przyciskami fizycznymi widać wyraźnie piksele, nie wspominając nawet o witrynach wyświetlanych przez preinstalowaną Operę Mini. Sam dostęp do Internetu jest zresztą tylko ciekawostką, z której nie sposób korzystać na serio, co jednak trudno uznawać za priorytet w tej klasie urządzeń.

Ważniejsza jest zatem jakość rozmów, którą należy pochwalić. Podczas testów rozmówcy chwalili jakość i wskazywali, że dźwięk przetwarzany przez mikrofon jest głośny i czysty. To samo można powiedzieć o dźwięku emitowanym z głośnika. Ten zresztą jest także bardzo głośny – aż do przesady, gdyż przy maksymalnej głośności dzwonka klasyczna melodia wręcz się lekko przesterowuje. Nie ma jednak wątpliwości, że do rozmów Nokia 3310 nadaje się bardzo dobrze.

To samo tyczy się SMS-ów: firmware obsługuje słownik T9, a fizyczne przyciski numeryczne są od siebie oddalone i wystarczająco wypukłe, aby pozwalać na szybkie i precyzyjne pisanie wiadomości. Znacznie gorzej jest niestety z czterokierunkowym joystickiem z przyciskiem pośrodku: poruszanie się po interfejsie za jego pomocą jest niewygodne za sprawą nikłego skoku i bliskości ramek z przyciskiem, który zatwierdza decyzje. Dość powiedzieć, że w nowej wersji Snake’a poruszamy się za pomocą przycisków 4 i 6, a nie joystickiem. Przyciski fizyczne w pierwszej Nokią 3310 były znacznie wygodniejsze.

Nokia 3310 została wyposażona w 16 MB pamięci, co umożliwia przechowywanie zaledwie kilku zdjęć. O korzystaniu z telefonu bez karty pamięci microSD (o maksymalnej pojemności 32 GB) można zapomnieć. Największą zaletę pod względem specyfikacji stanowi oczywiście akumulator: pozwala on na około tydzień przeciętnego użytkowania, polegającego głównie na obsłudze połączeń i komunikacji SMS-owej oraz pojedynczych kilkuminutowych sesjach w Snake’a.

Kwestia aparatu ma się podobnie jak internetowe zastosowania telefonu: trudno traktować go inaczej niż ciekawostkę. Matryca ma rozdzielczość 2 MP i nawet w dobrych warunkach zdjęcia są rozmazane i wyglądają jak po przepuszczeniu przez jeden z modnych silników pokroju Prismy. Mimo tego, że urządzenie jest wyposażone w diodę, która ma doświetlać zdjęcia przy słabym oświetleniu, jej skuteczność jest znikoma. Widoczne powyżej zdjęcia możecie zobaczyć także w nieskompresowanej wersji.

Szczegółowo o możliwościach firmware oddzielnym artykule pisała już Ania, warto jednak poszerzyć jej spostrzeżenia o samą ergonomię. Oprogramowanie, jakie trafiło na nową Nokię jest bowiem dość mało intuicyjne i można odnieść wrażenie, że dostęp do konkretnych opcji został obmyślany przez osobę, która chciała uniknąć podobieństw do rozwiązań rodem z klasycznych telefonów.

Uwagę zwraca już choćby fakt braku skrótu do blokowania klawiatury pod przyciskiem gwiazdki. Podobnych niedociągnięć jest znacznie więcej, np. aplikację odtwarzacza muzyki obsługuje się wyłącznie za pomocą joysticka, co ze względu na niski komfort jest umiarkowanie trafionym pomysłem. Końcowy rezultat jest taki, że do firmware Nokii 3310 trzeba po prostu przywyknąć. Zaletą jest natomiast wygodne kopiowanie kontaktów ze smartfonu za pośrednictwem Bluetooth.

Czy zatem Nokia 3310 jest produktem udanym? Z pewnością zwraca na siebie uwagę, jednak zdecydowanie większą wartość ma jako kolekcjonerski gadżet, niż jako urządzenie faktycznie służące do codziennej komunikacji. Trudno bowiem znaleźć inną przewagę nad urządzeniami w rodzaju Nokii 216, 222 czy 230, niż właśnie marketingowa otoczka kultowości, której celem było przede wszystkim zwrócenie uwagi na premiery smartfonów Nokii.

Nowa Nokia 3310 to po prostu zwykły telefon, który ma zresztą sporo wad. HMD popełniło błędy, których raczej nie zrównoważą sentymenty. Nie zmienia to faktu, że urządzenie i tak zapewne sprzeda się świetnie nie tylko wśród użytkowników, którzy szukają prostego telefonu. Mimo że jest on daleki od ideału, ma w sobie „to coś” – być może świadomość trzymania w dłoni znaku naszych czasów, kiedy producenci w poszukiwaniu inspiracji coraz chętniej spoglądają w przeszłość, a być może zwykłe zaspokajanie zamiłowania do kolekcjonowania gadżetów.

© dobreprogramy
s