Twitch wycofuje się z nachalnego promowania wybranych twórców. Wygrała społeczność

Strona główna Aktualności
Źródło: Depositphotos
Źródło: Depositphotos

O autorze

Znacie zapewne takie powiedzenie, że bogatemu to i byk się ocieli. Tak funkcjonował dotąd Twitch, któremu zdarzało się wplatać reklamy największych, promowanych przez siebie twórców w transmisje innych użytkowników. Włodarze platformy obiecują skończyć z tego rodzaju akcjami.

Twitch od niepamiętnych czasów promował swoich ludzi, ale prawdziwa burza na ten temat wygrzmiała dopiero pod koniec 2018 r. Wtedy ruszyła agresywna kampania reklamowa sylwestrowej transmisji Richarda „Ninja” Blevinsa, jednego z najpopularniejszych streamerów na świecie, który postanowił celebrować Nowy Rok, grając w Fortnite na Times Square.

Z oczywistych przyczyn nie spodobało się to innym znaczącym twórcom, takim jak „Dr Disrespect” czy „BikeMan”. Zażądali oni usunięcia reklamy ze swych profili. Ten drugi dodał, że szanuje rywala jako człowieka, ale nie godzi się z jego reklamowaniem bez uprzednich ustaleń.

Wprawdzie sam „Ninja” do końca próbował przekonywać, że jego event to tak naprawdę próba popularyzacji całej platformy Twitch, ale przyciśnięty przez społeczność, w końcu usunął wpis z wyjaśnieniami. Serwis tymczasem, jakby nieprzejęty wcześniejszymi uwagami, dolał jeszcze oliwy do ognia, w analogiczny sposób zachęcając do oglądania Imane „Pokimane” Anys.

Teraz nieoczekiwanie ogłoszono zmianę polityki. – Od grudnia pojawiły się dwa przypadki reklam na Twitchu, które naszym zdaniem pomagają wyeksponować ciekawe wydarzenia u niektórych naszych twórców. Zdajemy sobie sprawę, że te dobre intencje wzbudziły obawy u innych twórców Twitcha, że reklamy te mogą przeciągać uwagę widzów gdzie indziej i że nieumyślnie zrobiliśmy coś złego – napisano oficjalnie na Twitterze, obiecując przy tym zaprzestanie takich działań.

Czyżby analitycy zebrali statystyki z dotychczasowych kampanii i zauważyli, że budowanie dużej, zadowolonej społeczności sprawdza się lepiej niż usilne wypychanie na piedestał kilku osób, które i bez tego przyciągają miliony widzów? Wszystko na to wskazuje; wygrała społeczność.

© dobreprogramy