r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Uber ma pecha: autonomiczne auto rozbite, kolejny skandal

Strona główna AktualnościBIZNES

Uber zawiesił testy autonomicznych samochodów w Arizonie. Pechowa firma ma za sobą kolejny wypadek drogowy. Tym razem w Tempe automatyczny SUV Volvo został przewrócony na bok. Dopóki nie zakończy się dochodzenie w tej sprawie, autonomiczne auta Ubera nie będą poruszać się po drogach Arizony i Pensylwanii.

Trzeba jednak wiedzieć, że tym razem to nie auto Ubera było odpowiedzialne za wypadek. Inny kierowca nie ustąpił pierwszeństwa autonomicznemu SUV-owi, a zderzenie spowodowało, że przewrócił się na bok. Na szczęście nikomu nic się nie stało. W aucie Ubera nie było pasażerów. Za kierownicą siedział człowiek, ale jeszcze nie wiadomo czy to on prowadził, czy automat. Nie zmienia to faktu, że internauci już utożsamiają Ubera z niebezpieczeństwem.

Nawet jeśli to nie Volvo Ubera było winne, kolejny wypadek dokłada się tylko do złej sławy firmy. W grudniu autonomiczne auta Ubera zostały „wygnane” z dróg Kalifornii. Firma przeniosła się z testami do Pittsburgha (Pensylwania), a potem także do Arizony, gdzie samochody zostały ciepło przyjęte. Ponadto nad Uberem wciąż krąży widmo ogromnej przegranej w sądzie. Ze strony firmy Alphabet (Google), do której należy Waymo (przedsiębiorstwo produkujące samodzielne auta w Arizonie) wpłynął już pozew sądowy o wykradanie tajemnic konstrukcyjnych. Uber oficjalnie twierdzi, że oskarżenia są bezpodstawne, ale coś w nich może być – w końcu Uber podkradł jednego z pracowników Waymo.

r   e   k   l   a   m   a

Trzeba też dodać, że o ile wypadki autonomicznych aut Ubera wyglądają dość poważnie, te od Waymo brały udział tylko w drobnych stłuczkach – zazwyczaj ktoś im wjeżdżał w tył w korku.

Do tego możemy dołożyć kolejny skandal. Po oskarżeniach o seksizm i aferze związanej z unikaniem policjantów wypłynęła jeszcze jedna sprawa – tym razem z 2014 roku. Kolejny pracownik oskarżył Ubera o seksizm, tym razem na podstawie wizyty w lokalu z eskortami w Seulu.

W koreańskiej stolicy bawił się CEO Ubera Travis Kalanick, skrzypaczka i jego ówczesna dziewczyna Gabi Holzwarth i pięciu pracowników firmy. Jak wyglądała zabawa nietrudno się domyślić – panowie mogli wybrać eskorty z grupy oznaczonych numerami kobiet. Była z nimi też szefowa marketingu Ubera, dla której doświadczenie było niekomfortowe z przyczyn dość oczywistych. Nie każdej kobiecie podoba się widok innych kobiet z przyklejonymi metkami, oglądanych jak zabawki na wystawie. Pracowniczka Ubera zapowiedziała, że złoży skargę. Do dziś nie wiadomo, jak została potraktowana.

Ta historia wypłynęła dopiero teraz za sprawą byłej dziewczyny Kalanicka. Nie wiadomo jak skarga została potraktowana wewnątrz Ubera, ale Holzwarth twierdzi, że 3 tygodnie temu zadzwonił do niej jeden z uczestników tej imprezy, Emil Michael, dyrektor biznesowy. Michael podobno bał się, że ta historia wypłynie i prosił skrzypaczkę, by twierdziła, że tamtej nocy byli w zwykłym barze z karaoke. Z jego strony padła też rzekomo propozycja, by znaleźć haki na dziennikarzy i walczyć ze złą opinią o Uberze. Podobno wcześniej Kalanick bał się, że szefowa marketingu, która była z nim wtedy w Korei, „ma prawnika i czegoś chce”.

© dobreprogramy
r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a

Komentarze

r   e   k   l   a   m   a
r   e   k   l   a   m   a
Czy wiesz, że używamy cookies (ciasteczek)? Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianach ustawień.
Korzystając ze strony i asystenta pobierania wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.