W Poznaniu eksplodowała hulajnoga elektryczna. Czy te pojazdy są niebezpieczne?

Strona główna Aktualności
Alexander LEWKOWICZ / East News
Alexander LEWKOWICZ / East News

O autorze

Hulajnogi elektryczne na dobre zagościły w krajobrazie polskich miast. Wiele osób kupiło własne pojazdy lub korzystają z możliwości łatwego wypożyczenia tych urządzeń. Podobnie jak rower miejski, skuter czy samochód „na minuty”, hulajnoga elektryczna daje nam możliwość poruszania się na własnych warunkach, w dogodnym tempie i wybraną drogą, czego nie zaoferują nam autobusy czy tramwaje.

Wygoda ma swoją cenę i nie chodzi tu o cenę wypożyczenia hulajnogi. W środę późnym wieczorem w poznańskim mieszkaniu wybuchł akumulator hulajnogi elektrycznej. Jak zwykle w podobnych sytuacjach, hulajnoga była podłączona do ładowarki, gdy doszło do zapłonu. Nikomu nic się nie stało, mieszkańców bloku nie trzeba było ewakuować, a niewielki pożar w stacji ładowania udało się szybko ugasić. Prawdopodobnie największą stratą są potłuczone przez ciśnienie szyby.

Czy Poznań to jedyny przypadek?

Na pewno jest to pierwszy wybuch w Polsce na taką skalę, ale hulajnogi elektryczne wciąż są tu pewną nowością. W krajach, w których te urządzenia są bardziej rozpowszechnione, zanotowano już kilkadziesiąt eksplozji ich akumulatorów. Prawdopodobnie najbardziej znany jest wybuch w w Pekinie w sierpniu 2018, uwieczniony na kamerze monitoringu domowego. W Szanghaju pod koniec stycznia eksplodowała ładująca się hulajnoga, podłączona w portierni biurowca. Były też niestety ofiary śmiertelne. Wypadek z udziałem hulajnogi miał miejsce także 5 lutego.

Najwięcej doniesień o takich wypadkach pochodzi z Państwa Środka, ale nie tylko tam elektryczne hulajnogi podbiły serca mieszkańców miast. W San Francisco zapaliła się hulajnoga z wypożyczalni Lime, działającej także we Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie (trwają negocjacje z innymi miastami). Tu ryzyko jest większe ze względu na model biznesowy Lime. Wypożyczający płacą Lime niewielkie kwoty za możliwość używania hulajnogi, Lime zaś płaci po 5 dolarów osobom, które przez noc naładują hulajnogi w swoich mieszkaniach. Nieświadoma zagrożenia osoba, zamiast 5 dolarów może dostać małą bombę. Zarząd firmy Lime znalazł problem i wycofał z użycia pojazdy z wadliwymi akumulatorami. W każdym razie rodzina z Poznania nie jest odosobniona.

Warto też zwrócić uwagę na to, że liczba wypadków tego typu spada. W Singapurze (5,6 mln mieszkańców w 2016) w roku 2017 było ich prawie 50, w 2018 połowę mniej.

Prawo wielkich liczb

Wybuch hulajnogi sprawił, że wiele osób zadaje sobie pytanie: czy można na nich bezpiecznie jeździć? Skoro znane są przypadki samozapłonu akumulatorów, czy możemy spokojnie korzystać z zasilanych nimi urządzeń? Raczej tak. Biorąc pod uwagę, ile elektrycznych pojazdów jeździ po drogach polskich miast, jeden poważny wypadek to bardzo małe szanse na zagrożenie życia. Firma Lime oszacowała, że problem z niebezpiecznymi akumulatorami w San Francisco dotyczyły mniej 0,01 proc. urządzeń. To jeden akumulator na ponad 10 tys. używanych, a przy tym nie mamy gwarancji, że wada doprowadzi do eksplozji.

W Polsce (prawie 38 mln mieszkańców w 2017) mamy za sobą jeden poważny wypadek i zapewne kilka mniej groźnych. Pojazdów zaś mogą być dziesiątki tysięcy, może nawet setki. Niestety wypożyczalnie nie podają rozmiarów wszystkich swoich elektrycznych flot, ale może to być nawet około tysiąca w jednym mieście. W Poznaniu Lime udostępnia 200 hulajnóg „na minuty”. Sprzedaż też jest spora. Na Allegro znajdziemy kilkaset aktualnych aukcji, na których kupionych zostało czasem kilka sztuk (Przypominam, że mamy zimę). Opłaca się nawet utrzymywać specjalne salony z pojazdami elektrycznymi, w których możemy kupić napędzaną hulajnogę, deskorolkę lub rower. Przy takiej skali poważny wypadek, jaki miał miejsce w Poznaniu, nie powinien nas zniechęcać. Są bardziej niebezpieczne czynności, które na co dzień wykonujemy – choćby jazda samochodem. W 2017 roku w wypadkach z udziałem samochodów zginęło 2831 osób.

Trzeba też pamiętać, że otacza nas mnóstwo urządzeń z akumulatorami, które często ładujemy i którym także zdarza się samozapłon. Wielokrotnie informowaliśmy o większych i mniejszych eksplozjach akumulatorów w smartfonach. W 2016 roku ogromny problem miał z tym Samsung, ale też Apple, Xiaomi i wielu innych.

Urządzeniom z większymi akumulatorami też zdarzają się takie problemy. Na forum dla miłośników wszelkiej maści pojazdów elektrycznych znajdziemy sporo informacji o pożarach akumulatorów w elektrycznych rowerach, skuterach i tym podobnych. Różnie bywa też z dronami i powerbankami. Nie powstrzymuje to nas przed korzystaniem z nich, więc zapewne z hulajnogami też się nie pożegnamy.

Normy bezpieczeństwa obowiązują wszędzie

Oczywiście ryzyko samozapłonu akumulatora jest różne dla różnych serii i partii, dlatego warto zwrócić uwagę na to, czy kupowany lub wypożyczany pojazd elektryczny spełnia odpowiednie normy. W Europie jakość rowerów elektrycznych i im podobnych urządzeń określa norma EN 15194. Nakłada ona między innymi ograniczenie na moc silnika – maksymalnie 250 W i napięcie do 48 V. Wybierając hulajnogę, koniecznie zwróćcie uwagę na certyfikację EN 15194 akumulatora Li-Ion. Zwiększycie w ten sposób swoje bezpieczeństwo.

Większość wypadków z akumulatorami hulajnóg elektrycznych miała miejsce podczas ładowania, co prowadzi nas do drugiego ważnego elementu – ładowarki. Urządzenie do ładowania powinno mieć certyfikat IEC i zabezpieczenie przed przeładowaniem akumulatora, a najlepiej, jeśli układ ma też zabezpieczenie przed przegrzaniem (mają je akumulatory laptopów i smartfonów). Dla własnego bezpieczeństwa warto kupić droższy sprzęt, ale spełniający normy. Jeśli mamy taką możliwość, dobrze jest ładować hulajnogę w wentylowanym pomieszczeniu.

W opisie wybuchu, który miał miejsce w Poznaniu, zabrakło informacji o jakości sprzętu, co prowadzi nas do kolejnego czynnika ryzyka. Wiele osób kusi „tuning” elektrycznej hulajnogi, zmiana oprogramowania, zwiększenie napięcia i tym podobne zabiegi, mające wydobyć z nich większą moc. Choć jest to kuszące, trzeba też oszacować ryzyko i liczyć się z tym, że sprzęt może się zepsuć, podpalić otoczenie i zaszkodzić jeżdżącym. Może jednak nie warto podejmować tego ryzyka dla kilku dodatkowych watów.

© dobreprogramy