Windows 10 to system niemalże idealny. Uświadamiają o tym postulaty użytkowników

Strona główna Aktualności
(fot. Shutterstock.com)
(fot. Shutterstock.com)

O autorze

Jaki naprawdę jest Windows 10? Kompletnie skopany czy bliski ideału? Patrząc na aktywność społeczności, coraz bardziej przekonuję się, że jednak dominuje opcja numer dwa.

Windows 10 to naprawdę intrygujący przypadek. Z jednej strony słychać głosy, że jakość ma porównywalną z asortymentem sklepów Wszystko po 2 zł, z drugiej zaś – jak już przychodzi do wskazania Microsoftowi konkretnych poprawek, to społeczność wymyśla kosmetykę pokroju nowego menu Start. Teraz dziennikarze skądinąd całkiem poczytnej Softpedii mają inny palący problem: pewna część ikon systemowych przypomina im Windowsa 95.

Tak, zgadliście, pan redaktor Bogdan Popa serwuje blisko 3,5 tys. znaków, dopraszając się o lifting ikon. I wcale nie jest odosobniony w dziedzinie postulatów tego kalibru. Reddit, największe forum internetowe na świecie, rozgrzewa właśnie debata nad odświeżonym logo Microsoftu. W Centrum opinii wylewają się tematy pokroju podpisywania zdjęć w domyślnym edytorze.

Wniosek nie może być inny: jak widać, ten Windows 10 wcale nie jest taki fatalny, jak go piszą. Wiecie, człowiek w Burundi nie myśli o topowym iPhonie. Nie myśli o jakimkolwiek smartfonie. Chce przede wszystkim chleba, co wynika wprost z piramidy Maslowa. A skoro użytkownicy dziesiątki mają czas, aby zajmować się estetyką czy gadżetami, to dobitnie znaczy, że nie mają większych uwag. System spełnia podstawowe założenia i ma odpowiednią stabilność. Ich zdaniem.

Power user to nie target

– Panie drogi, ale przecież ten model sterownika łączący tryb użytkownika z kernelem to jakaś ciężka prowizora jest, a rozpadówę w stosie sieciowym łatają co aktualizację i ani razu skutecznie – wtrąci się teraz ktoś bardziej świadomy. Jasne, że tak. Tylko, statystyczny użytkownik Windowsa 10 ma to najwidoczniej tam, gdzie Boguś z BMW miał kodeks ruchu drogowego.

Rozmawiałem ostatnio ze znajomą. Typ raczej nieszczególnie technologiczny, o czym świadczy fakt, że przez ponad dekadę korzystała z jakiegoś Paviliona na Turionie TL-60. Miejscowy informatyk lata temu wgrał jej tam Windowsa 7 i tak zostało. Laptop o dziwo dobrze zniósł próbę czasu. Nawet grafika z wadliwej przecież serii GeForce 8000 nie dała rady się odkleić. Bądź co bądź, korpo dało jej nowe Lenovo z Windowsem 10 właśnie i się dziewczyna rozentuzjazmowała.

Bo ten Windows taki ładny i tryb ciemny można włączyć, więc oczy wieczorem nie bolą, a w ogóle to super jeszcze dlatego, że laptop się nie włącza przez kwadrans. Jak myślicie, czy taka osoba pisząc opinię choćby moment pomyśli o chaosie w specyfikacjach WDDM? A może o tym, że Microsoft od 2002 roku nie umie się porozumieć z producentami dźwiękówek w sprawie architektury audio? Nie ma szans. Za to archaiczne, kontrastujące z interfejsem ikonki systemowe prędzej czy później pewnie rzucą się w oczy. Gdyby zaglądała w dalsze zakamarki.

Microsoft głupi nie jest

Ślepy też nie. W Redmond, niczym w każdej innej korporacji, siedzi cały sztab ludzi, którzy analizują potrzeby rynku i oczekiwania konsumenta. Jeszcze w styczniu 2016 roku, kiedy Windows 10 był cieniem obecnego produktu, IDC przeprowadziło na terenie USA badanie poziomu satysfakcji. Spośród osób, które zadeklarowały się jako użytkownik Windowsa 10, tylko 10 proc. nazwało swoje doświadczenie bardzo niekorzystnym. Dla odniesienia, 60 proc. wybrało opcję bardzo korzystne lub korzystne. Czyli, jakby nie patrzeć, większość jest zadowolona.

Z czego właściwie? Ano z tego, że im komputer działa bez zarzutów. Przynajmniej na tyle, na ile ocenić pozwala posiadany punkt odniesienia, będący na ogół starociem wyniesionym do komórki. Gdyby nie działał, to wiązankę wulgaryzmów usłyszelibyśmy zza oceanu. Proste.

Alternatywa? A na co to komu

Wyobraźcie sobie teraz, że na takiego ukontentowanego użytkownika wyskakuje z butelki dżin, który oferuje mu przesiadkę na dowolny sprzęt i system. Dochodzi do wymiany zdań á la rozmowa z irytującym telemarketerem. Czy jest pan zadowolony ze swojej patelni? / Jestem. / A czy wie pan, że na naszej superpatelni Pingwin nic już pan nigdy nie przypali i że jest dziecinnie prosta w czyszczeniu? / Nie mam z tym problemu. / Ale my dajemy drugą gratis... / S...j.

Dyskutować można dopiero z tymi, którzy wiedzą, jaki rozgardiasz panuje pod maską. Że sama struktura ustawień to bajzel przy którym nawet Anthea Turner rozłożyłaby ręce. Ale ile jest takich osób w skali społeczności Windowsa 10? Lwia część widzi tylko ładnie zorganizowany pulpit, efektowne dynamiczne kafelki w menu Start, zintegrowaną aplikację Poczty czy edytor zdjęć z gotowymi filtrami. Więcej im literalnie do szczęścia nie potrzeba, poza kolejnymi bajerami. Zatem z punktu widzenia laika zwykłego użytkownika dziesiątka rzeczywiście jest bliska ideału.

Jasne, dla bezwzględnie pojmowanej jakości kodu to zjawisko negatywne, pogłębiające dodatkowo druciarstwo w back-endzie. Trudno jednak wymagać, aby jakakolwiek korporacja inwestowała w garstkę zapaleńców. LED-y pojawiły się na płytach głównych nie dlatego, że ktoś miał widzimisię, ale z uwagi na potwierdzone badaniami oczekiwania masowego klienta.

Niegdyś przedstawiciel pewnej dużej firmy wygadał mi się, że gaming w nazwie produktu to +30 proc. do sprzedaży. I choć dla wąskiej grupy entuzjastów to choinka i kicz, masy entuzjastycznie klaszczą. Tymczasem dopóki rosną słupki, dopóty w korporacji będzie panować sielanka.

© dobreprogramy