Wymóg ciągłego bycia online czyli jak tu nie oszaleć

Ostatnio zauważyłem, że coraz częściej jest wymagane praktycznie przez wszystko do bycia cały czas w trybie online – program na komputerze – wymaga pobrania treści z internetu, aplikacja na telefonie – bądź online jeśli chcesz w ogóle z niej móc korzystać, korzystanie z jakiejś informacji – musisz mieć e-mail/profil zaufany/elektroniczny podpis/elektroniczny dowód osobisty itp. Itd., korzystanie z zajęć zdalnych – uczeń/student musi mieć oprócz internetu specjalne konto, włączony mikrofon i kamerę, dostajesz promocję w sklepie – załóż konto lub musisz pobrać specjalną aplikację w której masz do niej dostęp tylko przez internet.

Fakt, wielu ludzi ma większość z tych rzeczy, ale czy to Was nie denerwuje? Mam na myśli, że jeśli nie masz czegoś co korzysta z internetu, to dzisiaj Cię nie ma. Kiedyś ludzie doskonale radzili sobie i bez internetu. Zaraz ktoś o mnie powie „stary dziadek”, albo coś w tym stylu, ale wychowałem się w latach 90-tych i dobrze mi z tym, kontakt ze znajomymi i rodziną był bezproblemowy, promocje wtedy też były i można było normalnie z nich korzystać, jak ktoś nie mógł czegoś zrobić bezpośrednio w szkole to też były na to sposoby nie wymagające internetu.

Podam Wam ciekawy przykład, uniwersytetu. Koronawirus sprawił, że zajęcia nie mogły odbywać się normalnie. No dobra, wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że zajęcia odbywały się przez wideokonferencję, uczelnia praktycznie wymuszała na studentach bycia na nich o określonych godzinach i tyle. Nie obchodziło ich, że ktoś może nie mieć dostępu do komputera/internetu/kamerki/mikrofonu. Masz być i tyle. Tak samo było z informacjami od prowadzących – przychodziły o różnych godzinach, a oni wymagali, aby student je znał na bieżąco typu „Jutro na zajęcia proszę zrobić zadania X,Y,Z” – wiadomość przyszła o 20:36, a zajęcia miały być o 08:45... Kolejną szopką były testy i egzaminy - masz je wykonać przy włączonej kamerce i nawet pokazać swoje otoczenie, aby prowadzący miał pewność, że nie ściągasz z jakiejś książki lub czegoś innego inaczej nie zostaniesz dopuszczony. Wiadomo mają prawo podejrzewać człowieka o takie rzeczy, tylko ktoś tu chyba zapomniał o RODO i o prawie do odmowy bez ponoszenia konsekwencji w przypadkach, gdy narusza to jego godność osobistą i dobra osobiste, na takie coś to są paragrafy…

Teraz trochę o kontaktach międzyludzkich. Popatrzcie – aby dzisiaj komunikować się z kimkolwiek nawet jeśli to osoba z bardzo bliskiej okolicy, to praktycznie siedzą osobniki na portalach społecznościowych i wystukują wiadomości, nawet ludzie na spotkaniach typu randka. Kilka dni temu widziałem jak facet i kobieta spotkali się, przywitali się „Cześć kochanie”, „Witaj słoneczko”, usiedli na ławce pod moim oknem, zamienili parę słów i w pewnym momencie u niego pojawił się znajomy dzwonek komunikatora, zresztą u niej też. Praktycznie na tym skończyło się spotkanie – oboje siedzieli w komunikatorach przez dłuższy czas, a potem się pożegnali i poszli zacząłem się zastanawiać czy to była faktycznie randka na żywo, czy przez internet, czy może się umówili na wspólne siedzenie w komunikatorach… Trudno powiedzieć.

Teraz czas na programy komputerowe i na telefony. Czasami potrzebuje się jakiegoś konkretnego programu, nazwijmy go „A”, pobierasz instalator z internetu. Uruchamiasz. Program zainstalowany na urządzeniu i sobie z niego korzystasz, a spróbuj wyłączyć internet, to w „A” pojawia się komunikat, że aplikacja potrzebuje połączenia internetowego lub błąd komunikacji z serwerem itp. Itd., już nie wspomnę o grach na telefon.

Miałem program na komputerze który miał mi pomóc w zrobieniu sobie biblioteki muzyki, niestety jak chciałem korzystać bez internetu, to mogłem tylko o tym pomarzyć. Program wylądował w koszu, a w jego miejsce przyszedł inny, normalny.

Kolega ostatnio pobrał sobie grę na smartfona. Plik miał około 200MB, ale przewidywał, że to raczej tylko rodzaj launchera i będzie potrzeba pobrania zawartości dodatkowej. Rzeczywiście tak było, więc telefon odłożył, aby spokojnie się pobrało. Pomijam fakt, że „lekko” się zdziwił jak się okazało, że gra w całości ma ponad 5GB, ale doszedł do wniosku, że pewnie dzięki temu jest możliwe granie także bez uruchomionego internetu. Niestety nie było możliwe. Obaj byliśmy tego samego zdania, że to chore i pozbył się apki.

Innym razem pobrałem sobie fajny program (na telefon), który miał mi pomóc w treningu pewnych zagadnień z angielskiego – 3 zadania były dostępne normalnie, reszta wymagała ciągłego połączenia z internetem – aplikacja poszła do kosza.

Takich przykładów jest na pęczki i można byłoby napisać chyba o nich całą książkę (o ile już ktoś tego nie zrobił). Nie rozumiem tego całego pędu za internetem i nie raz mi ten wymóg mocno podniósł ciśnienie. A co wy myślicie na ten temat? Macie podobne zdanie czy inne?

Pozdrawiam