reklama

ZTE Blade Vec 4G – test niedrogiego smartfonu unibody z LTE

Strona główna Lab Smartfony i tablety

O autorze

Chińska firma ZTE nie słynie ze smartfonów bezkompromisowych, które oferowałyby zarówno wysoką jakość wykonania, jak i naprawdę dużą wydajność. Gdy spojrzymy na cenę testowanego modelu ZTE Blade Vec 4G od razu wiadomo, że i w tym przypadku raczej nie będziemy mieli do czynienia z tego typu produktem. Czy jest to kolejny Android jakich wiele na półkach sklepowych, czy jednak jest nas w stanie do siebie przekonać czymś specyficznym? Postaram się na to odpowiedzieć w niniejszej recenzji.

Niczym szczególnym na pewno nie jest zestaw dostarczony przez producenta. Oprócz telefonu składa się na niego ładowarka o prądzie ładowania 1.0 A, a także słuchawki douszne sprawiające całkiem dobre wrażenie. Dołączono nawet skróconą instrukcję obsługi, ale nie znajdziemy w niej języka polskiego, za co należy się pierwszy minus. Co gorsza, nie znajdziemy tam również języka angielskiego, bo skupiono się jedynie na krajach skandynawskich. Jak się okazuje, to niejedyna wpada producenta związana z tłumaczeniem, ale o tym za chwilę.

Jasny ekran i nierówne wykonanie

Przód ciemnej bryły zajmuje w głównej mierze ekran, oraz okalająca go ramka. Przyglądając się telefonowi można uznać, że nie została ona dobrze wykończona – świadczyć o tym mogłyby ślady przywodzące na myśl nierówne krawędzie. Jest to jednak tylko złudzenie, bo całość jest wykonana naprawdę dobrze, a zastosowanie plastiku pozwoliło na obniżenie wagi do poziomu zaledwie 133 gramów. Nad ekranem znajduje się maskownica głównego głośnika, przednia kamera 2 Mpix i czujnik oświetlenia. Pod nim natomiast… bardzo dużo zupełnie zmarnowanego miejsca. Nie ma tam przycisków, bo te są ekranowe i wyświetlane w ramach interfejsu systemowego. Mimo to od ekranu do końca telefonu jest jeszcze ponad 1,5 cm niewykorzystanej powierzchni. A przecież do najmniejszych telefon ten nie należy – wymiary wynoszące 142,3 x 70,4 x 7,8 mm czynią z tego ZTE urządzenie nieco dłuższe niż stosowany przeze mnie na co dzień LG G2… który posiada ekran o 0,2” większy. Dodam jednak, że wymiary te nie przeszkadzają w noszeniu telefonu w kieszeni, a dzięki swojemu kształtowi jest on dosyć wygodny w codziennym użytkowaniu.

Wszystkie przyciski zlokalizowano z prawej strony, wyżej są te od głośności, a pod nimi włącznik. Zwracają one na siebie uwagę w bardzo nieprzyjemny sposób – są bardzo luźne i w efekcie przy poruszaniu telefonem robią niemalże za grzechotkę. Dałoby się to jeszcze przeboleć, ale defekt ten przypomina o sobie także podczas prowadzenia rozmów telefonicznych, a to powoduje, że na pewno o nim nie zapomnimy. Lewa krawędź jest niemalże pusta, znajduje się tu jedynie tacka na kartę micro SIM otwierana za pomocą dołączonej do zestawu igiełki – tak, mamy do czynienia z urządzeniem unibody. Nie wymienimy tu baterii, nie znajdziemy także slotu dla karty microSD, co dla niektórych osób może ten telefon dyskwalifikować.

W nieco nieprzemyślany sposób umieszczono złącza microUSB i złącze słuchawkowe. Pierwsze wylądowało u góry, przez co nieco trudniej obsługuje się ZTE po np. podłączeniu do komputera, ale prawdziwe katusze tej decyzji odczuwamy dopiero przy wykorzystywaniu go w formie nawigacji samochodowej. Drugie złącze umieszczono z kolei na dole. Też źle, bo przy wyciąganiu telefonu z kieszeni musimy go za każdym razem obracać. Podsumowując: jest źle, a wystarczyło złącza te umieścić odwrotnie, aby całość znacznie zyskała w codziennym zastosowaniu. Sytuację ratuje ogólny kształt: zaokrąglone góra i dół powodują, że ten Blade jest wygodny i nie wbija się nam w rękę.

Tył to zupełnie inna bajka. Z jednej strony zobaczymy tutaj ozdobną fakturę, a na niej logo ZTE, zaś u góry główną kamerę. Z drugiej jednak, wspomniana faktura jest przykryta mieniącą się powierzchnią. Ta szybko okazała się najsłabszym elementem całego urządzenia: po zaledwie kilku dniach dosyć delikatnego obchodzenia się z telefonem pojawiła się na niej spora rysa wyraźnie wyczuwalna pod paznokciem. Etui to w tym przypadku coś niezbędnego, a szkoda, bo wzornictwo jest naprawdę miłe dla oka. Ogólnie mówiąc cała konstrukcja jest bardzo sztywna. To zaleta większości urządzeń unibody. Nic tutaj nie skrzypi, ani nie ugina się pod naciskiem. Gdyby nie wykończenie tylnej ścianki, w tej kategorii można byłoby przyznać piątkę.

Ekran zastosowany w Blade VEC 4G to 5-calowy panel IPS TFT o rozdzielczości 1280 x 720 pikseli. Daje nam to gęstość na poziomie 294 ppi i choć przy wielu znacznie lepszych urządzeniach wydaje się wartością niewielką, w zupełności wystarcza w większości zastosowań. Tekst i ikony wyświetlane na ekranie są ostre, bez problemu możemy na nim nawet czytać książki. Ekran ten wypada nad wyraz dobrze także w świetle słonecznym, bo dzięki wysokiemu poziomowi jasności pozostaje on nadal czytelny i użyteczny. O prawdziwej czerni możemy zapomnieć, biel wydaje się nieco zaniebieszczona. Kolory są dobrze nasycone i nie sprawiają wrażenia nienaturalnych, całkiem dobrze wypadają także kąty widzenia, choć utrata jakości w poziomie jest większa niż w pionie. Producent nie chwali się żadnym szkłem ochronnym, ale całość jest wytrzymała i nie udało mi się jej zarysować przy codziennym użytkowaniu. Co więcej, ekran należy do tych bardzo miłych w dotyku – palec sam po nim sunie, co znacznie zwiększa komfort korzystania z urządzenia. Wadą jest niesamowite zbieranie śladów, ale te są widoczne jedynie w świetle słonecznym przy wygaszonym wyświetlaczu, nie stanowią więc problemu.

System niemal jak od Google

Smartfon pracuje pod kontrolą Androida 4.4.2 KitKat i choć posiada aplikację do aktualizacji OTA, najprawdopodobniej nie zobaczymy na nim wersji Lollipop. Nie został on wyposażony w rozbudowaną nakładkę producenta – co prawda znajdziemy tutaj jej pewne elementy, ale są one bardzo nieliczne. Co ciekawe, pomimo tego rozwiązania interfejs nie zachowuje się całkiem płynnie. Widać to po przycinających się animacjach szybkich ustawień czy podczas przechodzenia do ustawień. Na szczęście nie natrafiłem na żadne problemy związane ze stabilnością działania.

ZTE nie dołącza do swojego urządzenia zbyt wielu dodatkowych aplikacji. Początkowo uważałem to za wadę, bo opieranie się jedynie na czystym Androidzie świadczy o tym, że producent walczy jedynie sprzętem, ale gdy sprawdziłem ich działanie, ocena była inna – może to i dobrze? Dla przykładu aplikacja do wyświetlania informacji pogodowych nie pozwala na wyszukiwanie miasta. Udostępnia pewną gotową listę stolic europejskich i niektórych miast w Polsce, ale są one zapisane dosyć przewrotnie. O ile możliwe było dodanie miasta „Paryż”, o tyle stolica Dolnego Śląska to już skrótowe, niezbyt dobrze wyglądające „Wro”. Sytuacja wygląda lepiej, gdy zajrzymy np. do menadżera plików – choć wydaje się prosty, pozwala np. na rozpakowywanie i tworzenie archiwów czy wyszukiwanie, wielu użytkownikom w zupełności wystarczy. Odtwarzacz wideo potrafił odtworzyć jedynie wideo zakodowane w H.263 w pliku MP4 (sławny już Big Buck Bunny), z innymi formatami i kodekami już sobie nie poradził.

Aplikacja galerii oprócz przeglądania zdjęć pozwala na ich edycję – dzięki modułowi FX nałożymy odpowiednie filtry np. postarzając fotografię, a dzięki panelowi modyfikacyjnemu wykonamy ich retusz. Z poziomu telefonu możemy zdjęcia przycinać, prostować, odbijać w pionie i poziomie, a także obracać. Możliwe jest także dopasowywanie kolorów, regulacja ekspozycji i nasycenia, umieszczenie zdjęć w ozdobnych ramkach czy dekorowanie dodatkowymi obrazkami, np. wąsów lub sztucznej szczęki. Całość jest bardzo wygodna i nie sprawia najmniejszych problemów. Kolejnym atutem jest aplikacja Dolby, pełniąca rolę korektora dźwięku. Korzystając z niej możliwe jest oddzielne dopasowanie poziomów dla muzyki, gier, filmów i głosu, a także włączenie funkcji dodatkowych tj. normalizacji głośności, uwydatnianie dialogów i włączanie dźwięku przestrzennego.

Inną z przydatnych funkcji jest Mi-POP. Pod tą niewiele mówiącą nazwą ukrywa się aplikacja, w której możemy uaktywnić wirtualny pływający przycisk. Jest on rozsuwany, pozwala na wykonywanie tych samych operacji co przy pomocy przycisków paska nawigacyjnego, a więc osoby ceniące sobie dużą ilość miejsca będą zadowolone. Znajdziemy tu również prostą latarkę i menadżer zadań pozwalający na wyłączanie działających w tle aplikacji, sprawdzanie listy zainstalowanych programów, a także monitorowanie zasobów sprzętowych (szybkości procesora, RAM i pamięci masowej).

Wbudowany klient SMS nie pozwala na korzystanie ze zredukowanego zestawu znaków, w dialerze na szczęście dostępne jest podpowiadanie kontaktów. Domyślna przeglądarka to aplikacja z AOSP bazująca na Chromium 30 i dobrze obsługująca nowoczesne standardy internetowe. Oprócz tego dostępne jest Chrome, oraz inne aplikacje od Google: Dysk, Filmy Play, Gmail, klient sieci Google+, komunikator Hangouts, Kiosk Play, Książki Play, Mapy, Muzyka Play oraz YouTube. Dodatkowymi zewnętrznymi aplikacjami, których nie mogło zabraknąć jest Facebook i Twitter. Za obsługę dokumentów odpowiada z kolei pakiet Kingsoft Office. ZTE zainstalowało również podstawowego klienta e-mail, rejestrator dźwięków i radio FM, które urządzenie to oferuje po podłączeniu słuchawek. Słowem: jest wszystko, czego potrzeba.

Niestety ogromnym zaniedbaniem poczynionym ze strony producenta jest niekompletne i po prostu kiepskie przetłumaczenie dodatkowych opcji zawartych w systemie. W ustawieniach znajdziemy pozycję nazwaną „wirtualny klucz” z dodatkowym objaśnieniem w postaci opis: „automatyczne ukrywanie wirtualnego klucza”. Co to takiego? Po prostu chowanie paska nawigacyjnego z wirtualnymi przyciskami. Widzicie tutaj podobieństwo do tłumaczenia, jakie byłoby w stanie zaoferować np. Google Translate? To nie jedyne tego typu miejsce. Innym przykładem jest aplikacja o nazwie „szybkie wyjścia na ekranie blokady”. Chodzi oczywiście o skróty i choć tłumaczenie jest przekomiczne, pokazuje, w jak niedbały sposób producent podszedł do użytkowników z Polski. Na szczęścia sama aplikacja działa poprawnie i użytkownik może skonfigurować maksymalnie cztery skróty do wybranych aplikacji na ekranie blokady urządzenia.

Wydajności czasami brakuje. Pamięć masowa to niemiły żart producenta

Producent zastosował tutaj budżetowy czterordzeniowy układ Qualcomm Snapdragon 400, taktowany zegarem 1,2 GHz, ze zintegrowanym GPU Adreno 305. Wydajność tego procesora jest wystarczająca do typowych codziennych zastosowań, choć trzeba pamiętać o tym, że nie będziemy mogli przy jego zastosowaniu zagrać w nowe, wymagające gry. Zaletą jest za to dosyć niski pobór energii, który pozytywnie odbija się na czasie pracy urządzenia. Telefon otrzymał 1 GB pamięci RAM, co jest jednak wartością zbyt małą: praca z wieloma aplikacjami bywa utrudniona, bo często są one na nowo ładowane. Wydaje mi się jednak, że problemy te są związane ze zmianami wprowadzonymi do czystego Androida przez ZTE, które powodują również wspomniane wcześniej przycinanie się animacji – znamy przecież przykłady urządzeń o podobnej specyfikacji (np. Motorola Moto G), które pracują płynniej.

Wyniki testów syntetycznych nie zaskakują: niecałe 18 tysięcy punktów w AnTuTu to norma jak dla tego układu, podobnie jak nieco ponad 2800 punktów w mobilnej wersji testu 3DMark. Bardzo dobrze wypada za to szybkość pamięci masowej: 116 MB/s przy odczycie i niemal 16 MB/s przy zapisie sekwencyjnym to wyniki nieco lepsze niż notuje wspomniana już Moto G. Nie znajdziemy tu co prawda slotu na kartę microSD, ale za to producent wyposażył smartfon w aż 16 GB wewnętrznej pamięci flash. Niestety, radość znika gdy okazuje się, że do dyspozycji użytkownika jest jedynie niecałe 9 GB… na co poszła niemal połowa pamięci? Tego dokładnie nie wiadomo, przecież nie ma tu zbyt wiele preinstalowanego oprogramowania, nie ma żadnych gier, a sam system nie powinien zajmować aż tak dużo.

Smartfon pozwala na komunikację za pomocą sieci LTE. W teście praktycznym uzyskane transfery były bardzo dobre: około 44 Mb/s przy pobieraniu i 14 Mb/s dla wysyłania w sieci Play. Oczywiście ogromne znaczenie ma tutaj obciążenie sieci, ale wyższego wyniku w danej lokalizacji nie udało się osiągnąć na żadnym innym urządzeniu. Wąskim gardłem okazuje się tutaj wydajność urządzenia, która spowalnia proces renderowania stron. Jakość rozmów telefonicznych jest poniżej przeciętnej. Głośność głośnika pozwala na rozmowy jedynie w cichym otoczeniu, dodatkowo słyszalne są liczne szumy i zniekształcenia. Negatywne odczucia pojawiły się także po drugiej stronie słuchawki – osoby, z którymi rozmawiałem przy pomocy tego ZTE narzekały, że ciężko było mnie zrozumieć, czasami usłyszenie tego co mówię było niemożliwe.

Główny głośnik ma sporą moc, choć na wyższych poziomach głośności muzykę zaczynają zagłuszać szumy i zniekształcenia. Niestety umieszczono go z tyłu i gdy telefon leży ekranem do góry, dźwięk jest nieco przytłumiony (na szczęście nie na tyle, aby np. przegapić połączenie przychodzące). Pozytywnie wrażenie zrobiły na mnie za to słuchawki dołączone do zestawu. Dźwięk z nich jest czysty, o sporej głośności. Bez problemów spisuje się również moduł GPS, który szybko łączy się z satelitami i nie gubi sygnału w trakcie przemieszczania się. Nie zabrakło oczywiście modułu Wi-Fi zgodnego ze standardami 802.11 b/g/n, choć jest to moduł jednozakresowy. Obsługiwany jest za to Bluetooth 4.0. Zabrakło NFC, ale biorąc pod uwagę cenę tego urządzenia, trudno przyczepić się do takiego braku. Zestaw czujników przedstawia się skromnie, bo składają się na niego jedynie akcelerometr i czujnik zbliżeniowy.

Wytrzymała bateria, za to kiepska kamera

Spoglądając w specyfikację producenta można pomyśleć, że coś tu zostało wyraźnie zaniedbane – aż 5-calowy ekran i akumulator o pojemności zaledwie 2300 mAh? Podobne połączenie można znaleźć np. w Nexusie 5 i wiadomo, że nie spisuje się ono zbyt dobrze. ZTE to jednak o wiele bardziej energooszczędny procesor, a także mniejsza rozdzielczość. Wyniki są więc zaskakująco dobre: urządzenie było w stanie pracować tak długo jak LG G2, a więc dwa pełne dni umiarkowanego użycia. Oczywiście uruchomienie zaawansowanych gier spowoduje znacznie skrócenie pracy, ale przy typowym wykorzystaniu nie będziemy musieli się martwić o to, że telefon odmówi współpracy przed końcem dnia. Ponarzekać można za to na zupełnie bezużyteczne dane wyświetlane w ustawieniach: brakuje danych o procentowym użyciu energii przez poszczególne aplikacje, a te dotyczące sieci Wi-Fi czy zużycia przez ekran są mało wiarygodne.

Odwrotnie wygląda sprawa z kamerą, jaką zaproponował nam producent. Ta główna posiada matrycę 13 Mpix, autofocus i diodę doświetlającą, ale tak naprawdę wszystko to na niewiele się zdaje. Zdjęcia są raczej przeciętnej jakości, brak im szczegółów, a ciemny obiektyw powoduje, że bardzo łatwo o zdjęcia zamazane, lub pełne szumów za sprawą wysoko dobranego ISO. Oczywiście wystarczy ona do podstawowych zastosowań, a także wykonania zdjęć np. notatek, ale nie jest to zamiennik nawet średniej klasy aparatu kompaktowego. W parze ze słabą jakością zdjęć idzie również słaba jakość wideo – nagrywanie można by nazwać takim w Full, ale już zdecydowanie bez HD. Odbywa się ono z szybkością 30 klatek na sekundę. Przednia kamera ma zaledwie 2 Mpix, wystarcza jednak do prostych zastosowań i pracy na potrzeby komunikatorów. Fani dobrej jakości selfie nie mają tu jednak czego szukać.

Aplikacja aparatu jest prosta w obsłudze i dosyć czytelna. Pozwala na wykonywanie zdjęć w trybie normalnym, automatycznym, który dobiera parametry za nas, a także HDR. Dostępne opcje to także zdjęcia panoramiczne, wykrywanie uśmiechu i automatyczne upiększanie zdjęć. Już z jej poziomu możemy nałożyć na obraz dodatkowe efekty jak np. neon, akwarelę, sepię czy mono. Ustawienia zaawansowane pozwalają na włączenie siatki i geotagowanie zdjęć, ale znacznie ciekawszym rozwiązaniem jest tryb ekspert, uruchamiany poprzez naciśnięcie na odpowiednią ikonę po lewej stronie ekranu. W tym trybie użytkownik widzi odpowiedni pasek pozwalający na wykonanie równego zdjęcia, a dzięki dodatkowym opcjom może regulować czułość, balans bieli, rodzaj oświetlenia i sposób pomiaru światła. Gdyby zastosować lepszy obiektyw, aplikacja ta mogłaby być bardzo użyteczna.

Podsumowanie

Stworzony przez firmę ZTE model Blade Vec 4G jest pełen kompromisów: przyjemne, ale nie do końca praktyczne wykończenie, stosunkowo nowy (jak na standardy Androida) system o licznych niedoróbkach w tłumaczeniu, a także szybkie LTE sparowane z przeciętnym procesorem. Całość kreuje nam obraz smartfonu, który nijak nie może wyróżnić się spośród wielu podobnych do niego modeli. Zachętą jest bez wątpienia cena – w tym przedziale co prawda znajdziemy wiele produktów znacznie bardziej znanej konkurencji, ale będą one cierpiały na liczne braki i niedostatki, poczynając od braku wsparcia 4G, poprzez brak automatycznego dopasowywania jasności, a kończąc na słabych akumulatorach. Decydując się na ten model musimy dokładnie wiedzieć, czego szukamy i czego oczekujemy od telefonu.

© dobreprogramy
reklama

Komentarze

reklama
Polecamy w WP TechnologieWP TechnologieNie wiemy, co jemy - państwowe badania to kropla w morzu. Projekt FoodRentgen chce to zmienić