Wideo z lądowania Apollo 11 na Księżycu jest stracone. NASA je skasowała

Strona główna Aktualności
Wideo z lądowania na Księżycu stracone (Apollo 15, 1971, NASA)
Wideo z lądowania na Księżycu stracone (Apollo 15, 1971, NASA)

O autorze

Tydzień przed nadchodzącą pięćdziesiątą rocznicą lądowania amerykańskiej misji Apollo 11 na Księżycu, dom aukcyjny Sotheby przygotował zaskakującą licytację. Ofertą są trzy taśmy wideo z najstarszym nagraniem lądowania. Jest ono niepoddane żadnej formie obróbki, naprawy ani edycji. Ceną wywoławczą jest 700 tysięcy dolarów. Taśmy prędko wzbudziły sensację, a plotki wokół nagrania zmusiły agencję NASA do wydania oświadczenia w kwestii tego, czym mogą być odnalezione taśmy, a czym na pewno nie są.

Oryginały czy nie?

Licytowany artefakt został wyraźnie opisany jako nośnik nieprzetworzonego obrazu lądowania. Telewidzowie na całym świecie oglądali bowiem transmisję wysoce przetworzoną – chociażby wskutek zwykłej retransmisji między masztami telewizji naziemnej. Odbiorniki TV nie stroiły się wtedy na jakiś specjalny kanał "Księżyc", a na którąś z istniejących stacji telewizyjnych. Więc na taśmach nie znajduje się nagranie programu telewizyjnego, a raczej materiał źródłowy, używany przez stacje TV do nadawania swojego programu.

Konwersja optyczna

Dziś takie problemy są nam zupełnie obce, ale wtedy transmisja audio-wideo była całkowicie analogowa. Wszelka manipulacja obrazem również musiała być analogowa, ponieważ cyfrowa obróbka po prostu jeszcze nie istniała (pierwszy procesor powstanie dopiero za trzy lata!). Jak więc dokonano konwersji z SSTV? Otóż bardzo zaradnie. Transmisję z Księżyca wyświetlano na kineskopie o niskim czasie odpowiedzi (niższym, niż telewizyjny), a na tenże kineskop... po prostu skierowano kamerę. W ten sposób zapewniono odpowiednią rozdzielczość i odświażenie dla telewizji.

Świat bez megaherców i kodeków

Spróbujmy sobie przez chwilę wyobrazić, co byłoby potrzebne, aby uniknąć tak żenującego rozwiązania. Wejście z kamery musiałoby zostać skonwertowane za pomocą układu ADC (analog-to-digital), by z danych ciągłych otrzymać dane dyskretne. A następnie... no właśnie, co? Możemy albo kompresować obrazy na Księżycu, naszym skromnym komputerem pokładowym, albo zalać Ziemię górą danych, których nie nikt nie zdąży nigdzie zapisać. Wreszcie, dekodowanie na Ziemi jest mniejszym problemem, niż enkodowanie na Księżycu, gdzie nie możemy podpiąć się do gniazdka elektrycznego albo wziąć bardzo długiego (384 tysiące kilometrów średnio) przedłużacza. Niesamowite, jak technicznie „nadzy” okazujemy się bez naszych kochanych mikroprocesorów.

Telewizja: stratna z założenia

Wracając do przygód z Apollo: przetworzony obraz był zapisywany na taśmach oraz wysyłany na żywo do Houston. Tam konwertowano go już bezpośrednio do NTSC i transmitowano do sieci telewizyjnej, która retransmitowała sygnał naziemnie. Każdy dodatkowy "przystanek" na tej drodze dodatkowo zmniejszał jakość, dorzucał szum i śmiecił artefaktami – zupełnie jak płyta gramofonowa, przekazywana niechlujnie z rąk do rąk.

Taśmy wystawione na aukcji pochodzą z australijskiego ośrodka w Parkes. Stworzono tam inną metodę analogowej konwersji. Zamiast drogi optycznej, z kamerą skierowaną na dedykowany kineskop, użyto tam przerobionego magnetowidu Ampex, zdolnego do bezpośredniego zapisu z "powolnych" kamer na "szybki" format telewizyjny. Była to eksperymentalna metoda i nawet sam Rich Nafzger, szef projektu transmisji lądowania, o niej nie wiedział. Świadczy o tym, w jakim pośpiechu prowadzono wiele projektów spod szyldu Apollo, a wszystko to by wygrać w szaleńczym wyścigu kosmicznym z ZSRR.

A gdzie jest "raw data" z Księżyca?

Nie wolno zapomnieć o jeszcze jednej kwestii. Obraz SSTV z Księżyca nie był konwertowany od razu. Równolegle dokonywano zapisu nieprzetworzonej transmisji na taśmie magnetycznej. Gdyby transmisja na żywo i konwersja nie wypaliły, NASA dysponowałaby zapisem oryginału celem dokonania odpowiedniej obróbki później. 50 lat później, w reakcji na ogłoszenie domu Sotheby, entuzjaści początkowo liczyli właśnie na te oryginalne taśmy.

Nie, te nagrania nigdy nie zostały odnalezione. Choć trudno w to dziś uwierzyć, oryginalny zapis surowego strumienia danych z Księżyca... zaginął. W 2006 roku okazało się, że NASA zgubiła ponad 700 pudeł z taśmami, a wiele innych nagrań, znajdujących się w ich posiadaniu, jest źle skatalogowanych i upchniętych w zaniedbanych ośrodkach. Agencja, pod presją opinii publicznej, rozpoczęła akcję poszukiwawczą, zakończoną 10 lat temu.

Straciliśmy kawał historii

Jej podsumowaniem było stwierdzenie, że taśmy zostały nadpisane i użyte w innych projektach. Uznano je za kopię na wypadek awarii transmisji. Ponieważ jednak transmisja powiodła się, a taśma była droga, zapis wiekopomnego lądowania Apollo został po prostu skasowany. Jest to los który spotkał wiele bezcennych zapisów historycznych.

Wydaje się to szokujące. Ogrom kłopotów z transmisją, a zarazem beztroskie usunięcie kopii zapasowej po jej sukcesie, wyglądają na problemy dawnych lat, nieaktualne i niemożliwe do powtórzenia. Dziś wszak dysponujemy cyfrową obróbką obrazu i porządnymi narzędziami do backupu. Ale czy na pewno? Mowa nie tylko o Księżycu, ale także znacznie bardziej prozaicznych scenariuszach. Na przykład stare dyskietka 5¼ cala. A na nich – dane z zapomnianych dziś programów TAG, QR-Tekst, WordPerfect... Być może przyjdzie nam zatem jeszcze nieraz stracić wiele cennych, historycznych materiałów. O tym jednak następnym razem 🙂

© dobreprogramy