Wszystko to za sprawą wykorzystania potencjału znaków, które doklejane są do kopiowanego tekstu, ale nie są później widoczne podczas renderowania go w innym programie. Aby zobrazować na czym polega problem, w Sieci pojawiło się proste demo. Wystarczy wpisać dowolny tekst, na przykład nazwę użytkownika w pierwszym oknie, następnie skopiować ten z drugiego i wkleić w trzecim, by na końcu okazało się, że mimo pozornie skopiowania wyłącznie przykładowego zdania, w rzeczywistości między wierszami wkleiliśmy także informację o wprowadzonej wcześniej nazwie użytkownika.
Autorowi skryptu oczywiście nie trzeba wierzyć na słowo. Obejrzeć można źródła, bo całość dostępna jest na GitHubie, ale również skorzystać z innych narzędzi, na przykład dostępnego w Sieci Diff Checker, który wyraźnie pokaże, w którym miejscu wklejonego tekstu znalazły się niedrukowalne znaki odpowiedzialne za przemycenie dodatkowej treści. Działanie opiera się o zamianę wprowadzonego tekstu na ciąg binarny, który później konwertowany jest w taki sposób, by reprezentował znaki o zerowej długości, czyli takie, które w tekście się znajdują, ale nie są widoczne podczas renderowania. Całość zamyka się w dosłownie kilku liniach kodu.
Taką możliwość przenoszenia ukrytego tekstu można potraktować z jednej strony tylko jako ciekawostkę, ale z drugiej warto uświadomić sobie, że w ten sposób można dodawać do treści na przykład informację o jej autorze źródłowym, aby stworzyć dzięki temu pewnego rodzaju tekstowy znak wodny. W założeniu całość powstała jednak jako jedna z metod na przesyłanie sobie na swój sposób utajnionych wiadomości pomiędzy członkami zespołu oraz po to, by pokazać, że nawet tak prosta czynność jak kopiowanie i wklejanie tekstu może wiązać się z pewnymi niespodziankami.