Podobnie jak w przypadku Genius Pen Mouse, to urządzenie wyposażono w trzy przyciski, które spełniają funkcje standardowych dwóch przycisków myszy oraz aktywatora funkcji FlyingScroll. Warto zaznaczyć, że Ring Mouse rozwija skrzydła podczas obsługi niektórych aplikacji, dla których sterownik ma specjalne funkcje. Są to między innymi: Internet Explorer, Windows Media Player, Windows Picture and Fax Viewer, PowerPoint czy Adobe Reader. Urządzenie sprawdza się zarówno jako substytut myszy, jak i pilot do Media Center i kontroler wspomagający wyświetlanie prezentacji.
Wszystko ładnie wygląda na papierze, ale w praktyce to urządzenie się zupełnie nie sprawdza. Założenia są słuszne i jak najbardziej wygodne, i na tym zalety urządzenia się kończą. Na dużych ekranach brakuje precyzji potrzebnej do trafiania kursorem gdzie trzeba, a na domiar złego śledzenie dotyku zwyczajnie przerywa. Spójrzmy prawdzie w oczy — projekt może i wyprzedza swój czas, ale sensor zastosowany do wykrywania ruchów kciuka zachowuje się, jakby był z poprzedniego stulecia. Podobnie inne materiały — guma trzymająca mysz na palcu nieprzyjemnie przypomina zegarki Casio na gumowym pasku i w podobnym stopniu powoduje pocenie się skóry. Przyciski nieprzyjemnie się ruszają, co źle świadczy o spasowaniu elementów obudowy, i mam nieodparte wrażenie, że w testowanym egzemplarzu centralny sensor jest krzywo zamontowany.
I co z tego, że mogę sterować komputerem trzymając rękę z pierścieniem gdzie mi się żywnie podoba, jeśli to sterowanie jest najbardziej frustrującą czynnością od czasów myszek z kulką.