Jesteśmy głupsi od pradziadków? Internet zmienił przyswajanie wiedzy
Czy pamiętanie encyklopedycznych danych ma jeszcze jakikolwiek sens? Internet otworzył przed nami możliwości, o jakich poprzednie pokolenia nie mogły nawet marzyć. Łatwy dostęp do informacji ma doniosłe skutki – zmienia sposób, w jaki zapamiętujemy i przetwarzamy informacje.
"Głupiejemy!" – tak, jednym słowem, można podsumować niezliczone filmy, teksty czy wypowiedzi, dotyczące tzw. efektu Flynna. Zjawisko to zawdzięcza swoją nazwę nowozelandzkiemu psychologowi Jamesowi Flynnowi, który zajmował się m.in. badaniami związanymi z ilorazem inteligencji.
To właśnie James Flynn jako pierwszy opisał – choć nie on pierwszy zauważył – proces stopniowego wzrostu ilorazu inteligencji na przestrzeni czasu. W XX wieku wzrost ten wynosił mniej więcej trzy punkty na dekadę, co tłumaczono m.in. coraz lepszą jakością edukacji, poprawą warunków życia, a także zmianami kulturowymi w zakresie wychowania i kształcenia dzieci.
Efekt ten obserwowano mniej więcej do lat 70. XX wieku, po których – przynajmniej w niektórych z badanych obszarów – nastąpił zauważalny regres. Zamiast, jak dotychczas, rosnąć, wyniki zaczęły wykazywać tendencję spadkową, co po latach nazwano odwróconym efektem Flynna. Tłumaczono go na wiele sposobów, a wśród potencjalnych winnych wskazywany jest m.in. rozwój technologii, uwalniający nas od potrzeby zapamiętywania i ograniczający "głębokie" przetwarzanie informacji.
Rewolucja, którą przyniosły wyszukiwarki internetowe, usługi społecznościowe czy asystenty AI, zmienia sposób w jaki zdobywamy i analizujemy dane. Ale czy na pewno działa na naszą niekorzyść?
Problem z inteligencją czy sposobem jej pomiaru?
Sam odkrywca efektu Flynna (James Flynn sugerował, że nazwałby go efektem Tuddenhama, od pierwszego badacza, który dostrzegł zjawisko) analizując wyniki badań zauważył:
Testy IQ nie mierzą inteligencji, ale tylko drobny rodzaj abstrakcyjnej zdolności rozwiązywania problemów o niewielkim znaczeniu praktycznym.
Uwagę tę podkreślają krytycy testów inteligencji. Wskazują, że premiują one konkretny rodzaj myślenia, pomijając choćby kreatywność. Przyjmując ten punkt widzenia możemy założyć, że to nie poziom inteligencji spada, ale sposób jej pomiaru nie odzwierciedla zachodzących zmian. W niczym nie zmienia to faktu, że rozwój technologii, internet i związane z nim usługi wpływają na sposób, w jaki pracują mózgi współczesnych homo digitalis.
Płytki umysł
Masz wrażenie, że trudniej jest ci się skupić? Przeskakujesz pomiędzy zadaniami, zanim doprowadzisz je do końca? Zamiast dogłębnej analizy szukasz szybkich, podanych w skondensowanej formie wniosków? To typowe dla współczesnych nas, na co dzień doświadczających zmian, jakie w pracy naszego mózgu wprowadza technologia.
Zwrócił na to uwagę felietonista "New York Times" David Carr, który – po opublikowaniu w 2008 roku eseju "Czy Google sprawia, że jesteśmy głupsi?", rozwinął przedstawione w nim tezy w książce, wydanej również w Polsce pod tytułem "Płytki umysł. Jak internet wpływa na nasz mózg". Choć od prezentacji spostrzeżeń Davida Carra minęły już niemal dwie dekady, w kolejnych latach znalazły one potwierdzenie w licznych, szczegółowych badaniach, prowadzonych przez specjalistów z zakresu psychologii czy medycyny.
Zmysły – sojusznik pamięci
Nie powinno to dziwić, gdy weźmiemy pod uwagę, jak złożony jest choćby proces czytania. W przypadku drukowanego tekstu nasz mózg nie tylko musi nadać znaczenie obrazowi widzianych liter, ale – przetwarzając je – rejestruje ich położenie zarówno w kontekście jednej strony, jak i całej książki.
Przesuwanie kolejnych kartek, przytrzymywanie zamykających się stron czy wracanie do jakiegoś fragmentu, wymagające przekartkowania – wszystko to oddziałuje na nasze zmysły i tworzy w pamięci ślady, które nie powstają w przypadku czytania tekstu widzianego na ekranie. Czytając tę samą książkę – w wersji drukowanej i w formie e-booka np. na czytniku, w tym pierwszym przypadku zapamiętamy więcej. W podobny sposób - oddziałując na więcej zmysłów i w bardziej kompleksowy sposób angażując nasz mózg - działa również odręczne pisanie.
Tylko czy aby na pewno możliwość skupienia się na czytaniu jest – sama w sobie – istotną wartością? Pytanie to zadaje choćby polski pisarz, Jacek Dukaj, który w zbiorze esejów "Po piśmie" snuje rozważania na temat zmierzchu kultury słowa pisanego, ustępującej pola obrazom i emocjom.
Nie czytamy, skanujemy
Łatwy i szybki dostęp do informacji zmienił sposób funkcjonowania naszej pamięci – badania bazujące na neuroobrazowaniu wskazują, że nauczyliśmy się częściowo ignorować nowe informacje: nie zapamiętujemy ich, bo wiemy, że w każdej chwili możemy dotrzeć do nich ponownie.
Być może z powodu internetu stałem się mniej cierpliwym czytelnikiem, lecz mimo to uważam, że na wiele różnych sposobów stałem się mądrzejszy. Większa liczba połączeń prowadzących do różnych dokumentów, artefaktów, ludzi przekłada się na większą liczbę wpływów zewnętrznych na moje myślenie (…).
Powoduje to, że coraz trudniej przychodzi nam skupienie się nad dłuższym, bardziej rozbudowanym zadaniem, wymagającym pracy na większym zbiorze informacji. Pochłaniamy je szybko i w dużych ilościach, ale małymi porcjami.
Epoka multitaskingu
Zaznacza się w tym miejscu różnica w porównaniu z drukiem – w przypadku tekstu na ekranie często nie czytamy go, ale przeglądamy. Wzrok nie przebiega wzdłuż kolejnych wierszy tekstu, ale skanuje widoczny obszar. Nasze spojrzenie zatrzymują na dłużej nagłówki, tytuły czy wyróżnione fragmenty, odchodzimy przy tym od przetwarzania obrazu wzdłuż osi lewo-prawo na rzecz przesuwania się od góry do dołu – dokładnie tak, jak w przypadku szybkiego przeglądania treści na smartfonie.
Wszystko to sprawia, że coraz częściej musimy mierzyć się ze zjawiskiem, z którym nasz mózg nie radzie sobie najlepiej: wielozadaniowością.
Pełne skupienie uwagi na informacjach pochodzących z różnych źródeł czy też wykonywanie kilku czynności jednocześnie jest dla mózgu praktycznie niemożliwe, ponieważ ma on trudności z szybkim i ciągłym przełączaniem się na inne tryby działania (…). Nasza uwaga jest (…) bardzo selektywna, a wykonywanie dwóch zadań jednocześnie – mało efektywne. Można zaryzykować stwierdzenie, że naturalny stan umysłu człowieka żyjącego w zachodniej kulturze to rozproszona uwaga, powierzchowna analiza, uboższe rozumienie treści.
Selekcja informacji i efekt Zeigarnik
Choć media pełne są analiz i badań, wspierających wniosek, że "internet psuje naszą pamięć", warto spojrzeć na tę kwestię nieco szerzej i przywołać spostrzeżenie, jakiego – siedząc w jednej z wiedeńskich kawiarni – dokonała przed wiekiem radziecka psycholożka Bluma Zeigarnik.
Naukowczyni spostrzegła, że obsługujący gości kelnerzy doskonale pamiętali nawet rozbudowane, długie zamówienia. Odtwarzali je bezbłędnie – do czasu, aż klient zapłacił rachunek. Uiszczenie należności powodowało, że kelnerzy natychmiast o nim zapominali. Spostrzeżenia te potwierdzono serią eksperymentów: nasz mózg lepiej zapamiętuje niedokończone zadania, co nazwano efektem Zeigarnik.
Nabiera on znaczenia, gdy pracę naszego mózgu możemy wspomóc technologią. Jak zauważyła dr Betsy Sparrow z Columbia University, uczestnicy przeprowadzonego przez nią badania postawieni przed trudnym wyzwaniem, myśleli nie o przywołaniu potrzebnych danych z pamięci, ale o dostępie do komputera (w eksperymencie nie używano smartfonów) i miejscu, gdzie informacje mogą być zapisane.
AI w edukacji
W takiej sytuacji technologia przestaje być wrogiem, niszczącym ewoluujące od czasów wymyślenia pisma mechanizmy, związane z nauką, przekazywaniem i przyswajaniem wiedzy. Zamiast winić postęp techniczny za sposób, jaki na nas wpływa, warto zastanowić się nad możliwościami, jakie zapewnia.
Przykładem takiego podejścia jest choćby Estonia, wdrażająca strategię AI Leap, zakładającą wykorzystanie sztucznej inteligencji w szkołach. To współczesna kontynuacja wcześniejszej inicjatywy Tiger Leap z 1996 r., dzięki której w ciągu kilku lat wszystkie estońskie szkoły zostały wyposażone w komputery i dostęp do internetu.
Tak jak Tiger Leap zbudował niegdyś fundamenty cyfrowego społeczeństwa, AI Leap ma dostarczyć kolejnemu pokoleniu Estończyków kompetencje niezbędne w epoce ekspansji AI. Program ma zapewnić wiedzę i umiejętność praktycznego wykorzystania sztucznej inteligencji w różnych dziedzinach życia, a jednocześnie podnieść poziom edukacji, zaprzęgając AI do wsparcia nauczycieli i personalizacji procesu nauczania.
Podobny kierunek ewolucji edukacji wskazuje m.in. założyciel OpenAI (firma odpowiedzialna za ChataGPT) Sam Altman, promujący - we współpracy z rządami licznych krajów - inicjatywę Education for Countries. Jak zauważa Altman, znaleźliśmy się w sytuacji, gdy postęp techniczny dostarcza narzędzia o możliwościach większych, niż większość użytkowników jest w stanie - bez odpowiedniego przygotowania - wykorzystać.
Inaczej nie znaczy gorzej
Dlatego warto postawić pytanie, czy utrata pewnych kompetencji na rzecz innych na pewno łączy się z regresem? Dziś nikt, poza entuzjastami rekonstrukcji historycznych, nie wie, jak regulować knot w lampie naftowej, odłupywać krzemień tak, by tworzył ostrą krawędź czy ostrzyć gęsie pióro w sposób, pozwalający na w miarę wygodne pisanie.
Zmiany związane z rozwojem technologii sprawiły, że przestaliśmy umieć to, czego nie potrzebujemy. Niewykluczone, że - z perspektywy czasu, w przyszłości - podobnie będziemy oceniać ewolucję mechanizmów związanych z zapamiętywaniem czy czytaniem.