Jak wynika z dokumentacji, Intel DG1 ma 96 jednostek EU w architekturze Gen 12, czyli tej samej co w przypadku zintegrowanej grafiki nadchodzących procesorów Tiger Lake. Wiedząc, że na każdą EU przypada osiem jednostek cieniujących, łatwo obliczyć ich ostateczną liczbę – 768. Ostatecznie nietrudno zauważyć, że nie będzie to karta najwyższej klasy, a maksymalnie reprezentant średniej kategorii wagowej, i to raczej w jej dolnych partiach.
Co ciekawe, najmocniejsza integra w Tiger Lake również ma mieć 96 EU, co z kolei prowadzi do wniosku, że Intel DG1 to w istocie rzeczy taka właśnie integra, tyle że w samodzielnej wersji. Logika nakazuje spodziewać się wyższej częstotliwości zegara taktującego niż w wariancie zintegrowanym, ale siłą rzeczy trudno o jakieś spektakularne dysproporcje.
Przy taktowaniu rzędu 1700 MHz Intel DG1 mogłaby mieć teoretyczną wydajność w FP32 na poziomie 2,6 TFLOPs. Dla odniesienia, GeForce GTX 1650 osiąga 3,0 TFLOPs, a chętnie montowany w niedrogich lub ultramobilnych laptopach MX150 – około 1,1 TFLOPs. Widać wyraźnie, w jaki segment celuje producent. Chodzi oczywiście o komputery przenośne, które zazwyczaj sprzedawane są z słabowitymi UHD Graphics (24 EU). Tam DG1 ma szansę odnieść sukces.
Rozsądnym ruchem ze strony Intela wydaje się oferowanie producentom notebooków zestawów składających się z procesora i karty graficznej DG1. Jeśli dział księgowy nie zaszaleje z ceną, to pozycja najtańszych układów graficznych Nvidii zostanie poważnie zagrożona—a jednocześnie użytkownicy nie będą musieli już wybierać pomiędzy wysokonapięciowym procesorem z kiepską grafiką a niskonapięciowym słabiakiem oferującym przyzwoite iGPU, aka Ice Lake.