Wyprowadzony w pole — geek na wsi

Za górami, za lasami...

Właściwie nie aż tak daleko, bo wyprowadzka na wieś oddaloną 20 km od miasta wojewódzkiego, to przecież "rzut kamieniem". 3 km od kilkutysięcznego miasteczka, to perspektywa jeszcze lepsza, bo jak się uprę, to na zakupy pieszo nawet dojdę. To wszystko nie było ważne, bo przecież żyjemy w globalnej wiosce i bez względu na miejsce mam dostęp do całego świata. Czy aby na pewno i czy zawsze warto być on-line?

Nie ma w sieci, czyli nie istnieje

To niesamowite jak czasy się zmieniają. Tak szybko się przyzwyczajamy do technologi, że brak możliwości rozwiązania problemu za jej pomocą wywołuje niemalże ból fizyczny. Na budowie domu miałem zasięg i smartfona zawsze pod ręką - aż strach pomyśleć, że odrzuciłem kilka działek budowlanych, gdzie zasięgu nie było. Zasięg, jak już mówiłem był... był niezbędny. Nie rozstawałem się z telefonem, gdy po raz dziesiąty tłumaczyłem, że zdaję sobie sprawę z braku mojej urokliwej kamienistej uliczki w nawigacji kolejnego dostawcy. Czułem rezygnację w głosach kierowców opierających na niezawodnych do tej pory mapach. Dodam, że ulica nie jest nowa i mój dom nie jest jedynym przy niej - zdarza się, nie tylko u mnie.

Inną sprawą jest możliwość sprawdzenia na bieżąco w necie wszystkiego, co tłumaczą budowlańcy. Ta pozorne szczęście ma jedną wadę: na forach każdy może postępować według zasady "nie znam się, ale się wypowiem". Na szczęście uprzejma ekipa miała cierpliwość kiedy zadawałem głupie pytania internetowych "specjalistów".

Mała wioska pomiędzy polami i dogodnym dojazdem brzmi nieźle. Jednak bliskość miast niech nikogo nie zwiedzie: mieszkańcy tej społeczności, którzy mi raportowali ile moi budowlańcy siedzieli zamiast pracować byli lepsi niż kamery IP. Jednak szeroko otwierali oczy, kiedy mówiłem o inteligentnym domu pasywnym, odzysku ciepła, czujnikach i sterowaniu automatyką. Uwielbiam nowinki, więc jeśli ktoś jest zainteresowany, to dzielę się nimi. Proponowałem zainteresowanym, że prześle linka do kilku szybkich informacji na Whatsappie - "przepraszam na czym? Nie możesz mailem?"

Lokalna sieć, czyli podejdź do płota

Dementuję jednak jakoby nieznajomość pewnych aplikacji czy technologii czyniła kogoś gorszym. Wręcz przeciwnie - zastąpienie komunikatora rozmową uzmysłowiło jaką lokalną pułapką może być nowoczesny dom. Nawet sporadyczny brak prądu w zimowe wieczory paraliżuje ogrzewanie, programatory, mechaniczną wentylację, czujniki. Wiatry mogą pozrywać anteny zrywając kontakt ze światem. Pewnych lokalnych smaczków nie dowiesz się na grupie budowlanej na fejsie. Należało zainstalować w pełni analogowy kominek, dokupić item w postaci siekiery, zaopatrzyć się w drewno i odpalić szkoleniowo Youtuba, żeby nie zrobić sobie krzywdy. To zabawne, jak z zabieganego mieszczucha, powoli przy pomocy internetu i pomocy sąsiadów można upgradować się do małego budowlańca, ogrodnika czy drwala. Nagle się okazuje, że nie tylko zakup telefonu jest wyzwaniem polegającym na porównaniu wyświetlaczy, pamięci i innych bebechów. Po zakupie kosiarki, piły i siekiery miałem dość testów, recenzji i forów, gdzie ludzie niczym fani firmy z jabłkiem oraz koreańskiego giganta dyskredytują wzajemnie swoje sprzęty ogrodnicze.

Syn, drzewo, dom z wifi

Radość z zakończenia budowy wiązała się ze świadomością możliwości stworzenia multimedialnego domu pomimo widokiem czystej natury za oknem. Orientowałem się wcześniej, czy sąsiedzi mają internet, ale przy ogólnej dostępności, w ferworze walki umknęło mi, że o światłowodzie mogę zapomnieć. Kable kładzione lata wstecz, niestety już nie wydolą przy moim nastawieniu na internet i tv na jednym łączu...ale bez przesady - żyjemy w bezprzewodowej erze, więc musi być jakieś rozwiązanie. Dzisiaj już nie ma problemu z pakietem 200GB, 300GB transferu, ale co z TV? Toż to zaraz się transfer skończy przy streemingu. Z pomocą przyszło sprytne urządzonko z dwoma mocniejszymi antenami i wbudowanym modemem na kartę sim, dwudniowe testy z optymalnym miejscem w domu pod zasięg LTE i fioletowy operator ze swoim szeroko krytykowanym pakietem telewizji nie pobierającym danych z pakietu. Pół roku użytkowania i nie mam zastrzeżeń co do działania TV przez apkę na android boxie. 100 GB na inne głupoty też wystarcza. Sukces jest, bo mam okno na świat. Z drugiej strony nieograniczona możliwość oglądania, surfowania, scrollowania w pewnym momencie już nic pozytywnego nam nie daje, ale wiąże przy ekranie na coraz dłużej.

Pracuj, szukaj, kupuj... powtórz!

Wyścig i uzależnianie się od techniki niestety nie zależy od miejsca. Masz dalej do sklepu, więc coraz więcej zamawiasz przez internet, bo szkoda czasu na ubieranie i pakowanie dzieci do samochodu, żeby potem ulec magii wyboru w marketach tracąc kolejne godziny. Niestety alternatywą jest przesiadywanie przed monitorem przeszukując sklepy internetowe. Jaki to ma związek z przeprowadzką? Nawet na łąkę obok domu można "przytargać" cały szum internetu i zapomnieć o otaczającym świecie. Powoli wrastając w nowe miejsce zadałem sobie sprawę, że na siłę chciałem zabrać stare nawyki do nowego miejsca, gdzie, zamiast cały czas przyspieszać, czasem warto nieco... zwolnić.