Death Gambit — metroidvania w Dark Soulsowym sosie

Prawie rok temu miałem możliwość zagrania w nowoczesną wersję osławionej serii metroidvanii - Dead Cells. Tytuł ten był przez wiele lat prężnie rozwijany a na początku sierpnia doczekał się nareszcie oficjalnej premiery. Mimo ciekawego podejścia do mechaniki oraz postawienia na znaczną zręczność u gracza, wielu zarzucało że ten "rouglike" niewiele ma wspólnego z pierwowzorem. Mam na myśli pewną proceduralność poziomów i postawienie na czysty grind. 

Z odpowiedzią na te zarzuty wyszło niedawno studio White Rabbit z ich nową produkcją - Death Gambit. Opowiada ona historię poległego wojownika który zostaje wskrzeszony by wypełnić powierzone mu zadanie. Tytułowa gra plasuje się jako dwuwymiarowe RPG akcji czerpiące garściami z wcześniejszych klasyków a mechaniką i standardami, wręcz dorównujące wymagającej serii dla masochistów - Dark Souls.

Polowanie na nieśmiertelnych

W grze wcielamy się w upadłego wojownika imieniem Gambit który podpisawszy cyrograf z samą śmiercią, postanawia wypełnić ciążące na nim zadanie. Trudno oszukać jest śmierć istotom potężnym, nawet nieśmiertelnym - a zadanie ich likwidacji spoczywa na barkach naszego bohatera. By zgładzić nieumarłe istoty przemierzamy tajemnicze lokacje, wręcz kipiące od średniowiecznych detali, pełne złowrogich istot oraz ich potężniejszych odpowiedników. 

Podczas naszej wędrówki wielokrotnie natkniemy się również na potężne monstra znane choćby z kultowego Shadow of Collossus, które do pokonania wymagać będą od nas masę zachodu, taktyki oraz unikalnego podejścia. Dadzą one nam natomiast masę frajdy gdyż nie opierają się o kilka domyślnych ataków, a wymagają od gracza sporej dawki zaangażowania. W grze tej twórcy postawili na dość wysoki poziom trudności, by w łatwy i przejrzysty sposób odsiać niedzielnych graczy od zapalonych maniaków. 

W rozgrywce nie mogło zabraknąć elementów mechaniki, postawionych na system zdobywania wyższych poziomów oraz ulepszania umiejętności oraz domyślnego ekwipunku. Do tego dochodzą trzy umiejętności magiczne, wielowątkowość broni białej oraz amulety. Otrzymujemy sporą dowolność w kwestii wyposażenia postaci w ekwipunek zwiększający statystyki, choć należy dobierać go w pewną rozwagą.

Bohater zbrukany

Na samym początku zabawy określamy klasę którą nasz bohater pokieruje. Do wyboru mamy odpowiedniki krótko oraz długo dystansowe. Możemy postawić na magię i uniki lub na osławioną walkę bezpośrednią i aktywną obronę. Wybór odpowiedniej klasy cechuje unikalne podejście gracza oraz pewne afiksy które z nim się wiążą.

Mam na myśli unikalne umiejętności oraz bazowe parametry które będziemy z czasem zwiększać. Do tego przychodzą elementy rozwojowe w postaci drzewka umiejętności które być może nie tak drastycznie podnoszą nasze statystyki, ale pozwalają z nieskalany sposób uniknąć większości zagrożeń. Z zabitych przeciwników wielokrotnie uciekać będzie ekstrakt który posłużyć nam będzie jako waluta lub element przywracania utraconego zdrowia.

Mimo iż nie jestem zwolennikiem gry na padzie, to nie wyobrażam sobie lepszego systemu sterowania. Death Gambit zdaje się został stworzony do zabawy padem, choć muszę jednocześnie przyznać że do tego tytułu idealnie przydaje się również pad od Steam Link.

O boshe!

Na pierwszy rzut oka nowa gra studia White Rabbit, to powrót do korzeni. Tytuł cechuje unikalna historia poprowadzona w tak dobry i wciągający sposób że gracz cały czas dąży do jej odkrycia. Zdarzają się w niej również przeskoki oraz niespodziewane sytuacje. Buduje to dodatkowo dramatyzm fabularny oraz dodaje unikalnego smaczku dla łaknących wielowątkowości, graczy. Gra wystarczy na około 8 godzin dla sprawnego gracza dobrze zaznajomionego z tytułami tego pokroju, choć mi początkowo przejście gry zajęło ponad 10 godzin. W drugim podejściu (tryb heroiczny) mam za sobą 15 godzin i świadomość że jeszcze daleko do końca...

To co najbardziej uraduje każdego z nas - maniaków pikseli - to olśniewająca stylistyka oprawy graficznej tytułu. Postawiono tu w dużej mierze na mrok lokacji oraz zamierzone retro. Mimo sporej pikselozy na ekranie nie razi ona swoim majestatem, odpowiednio dawkując swoje doznania wizualne. Na deser należy wspomnieć o fenomenalnej ścieżce dźwiękowej autorstwa Kyle’a Hnedaka która dodaje potężnego kopa przy bezpośrednich starciach. 

Podsumowanie

Muszę przyznać że bardzo wciągnąłem się w nową produkcję będącą czymś na kształt Dark Soulsów w klimacie metroidvanii. Death Gambit to fenomenalny tytuł postawiony na wielowątkową fabułę oraz dość wysoki poziom trudności. Tytuł mówi głośno sam za siebie że nie wybacza najdrobniejszych błędów, choćby z przypadku źle dobranej klasy lub elementu wyposażenia postaci. W moim przypadku wybór maga był złym pomysłem, podobnie jak wojownika. Praktyka ukazała mi wyjście z tej sytuacji... ale dopiero po spędzeniu kilku ładnych godzin z grą, którą z oczywistych względów polecę każdemu graczowi który czuje się na siłach że podoła zadaniu śmierci :) 

Grę na potrzeby recenzji otrzymałem od platformy GOG.com.