Sony RX100 m6 — najlepszy aparat kompaktowy!

Przez ostatnie 4 tygodnie codziennie katowałem aparat cyfrowy Sony RX100 6 generacji, otrzymany do testów przez polskie przedstawicielstwo firmy. Nie ukrywam, że mocno czaiłem się na tą serię tuż po premierze RX10 m4, kiedy to marka Sony postanowiła znanej serii RX100 podarować większy zoom optyczny. Jako że nie zrezygnowałem dotąd z pasji fotografii przyrodniczej oraz wciąż mam parcie na duże przybliżenia, wręcz musiałem sprawdzić owo urządzenie. Smaczku również dodawał fakt, iż porzucając moją obecną lustrzankę i wdając się w trudną walkę w poszukiwaniu ,miniaturowego sprzętu, celowałem właśnie w tak małe, kompletne urządzenia.

Osoby zaznajomione z serią RX100, dobrze wiedzą, że producent co rok wypuszcza model z małymi różnicami między zeszłą a tegoroczną edycją. Zazwyczaj są to minimalistyczne różnice, choć w tym wypadku postawiono na lepszą optykę, dodatkowy zoom oraz zdjęcia seryjne podwyższone do 24 migawek na sekundę. Muszę przyznać, iż dopiero po tych testach zdałem sobie sprawę w co tak naprawdę warto inwestować, by mieć sprzęt do wszystkiego, choć nie napawała mnie do tego dość wysoka cena urządzenia, która obecnie oscyluje w granicach 5000 zł. Ale o tym później …

Budowa / wykonanie

Najbardziej obawiałem się w testowanym modelu śliskiego korpusu, pozbawionego jakiegokolwiek punktu zaczepienia na palce. Dotychczas korzystałem z modeli z odpowiednią wypustką, ułatwiającą pewny chwyt a w tym modelu, a wręcz całej serii … czegoś takiego niestety nie uświadczymy. Monolityczna budowa korpusu jest pozbawiona wgłębień lub wypustek do sprawnego chwytu, a ten możemy uzyskać tylko na dwa sposoby. Albo akceptując taką budowę i złapanie aparatu obiema dłońmi, lub … dodatkowy wydatek w postaci odpowiedniego gripu. Trochę zabolał mnie ten fakt, ale w ciągu 2 tygodni testów udało mi się jakość obejść bez dodatkowego udogodnienia.

Bardzo spodobał mi się kompaktowy rozmiar RX100 m6, który bez problemów możemy przenosić w kieszeni spodni. Wymiarami nie odbiega on za wiele od średnio-półkowego telefonu, choć wszerz nieco odstaje. W kwestii zastosowanych przycisków, pokręteł oraz wyświetlacza, wciąż bazujemy na tych samych komponentach co w przypadku 1, 2, 3, 4 oraz 5 generacji. Zmiany w stosunku nowego modelu są bardziej kosmetyczne niż wprowadzające istotną rewolucję do serii. Osobiście muszę nadmienić kilka dobrych słów o odchylanym ekranie, który bardzo przydał mi się w trakcie testów do fotografii, jak i sprawnego nagrywania materiałów filmowych.

Ten daje nam możliwość ustawienia go w pionie w różnych konfiguracjach, uzyskując aż do 180 stopni wychylenia. W praktyce oznacza to, że możemy nim podejrzeć potrawę podczas robienie ujęć kulinarnych, jak i w trybie selfie, nagrywać wideo blogi. Bardzo ucieszyłem się z tej funkcji, gdyż w późniejszym filmie można będzie zobaczyć jak aparat reaguje w kwestii rozpoznawania twarzy, które na ekranie aparatu zdawało się świetnie robić swoją robotę.

Drugim ułatwieniem, które przypadło mi do gustu, choć nie pałałem do niego znaczną miłością, był przycisk automatycznego wysuwania wizjera elektronicznego, który z automatu uruchamia aparat. Po przesunięciu zaczepu wizjer automatycznie wyjeżdża z zaślepki, co w przeciągu 1 sek inicjuje rozruch aparatu, który jest gotowy do pracy. Niestety, ale nie rozumiem czemu nie można było zastosować podobnego mechanizmu w kwestii schowania wizjera, gdyż w przypadku jego zamknięcia, będziemy zmuszeni go wcisnąć fizycznie do obudowy. Boję się, że w przypadku częstego chowania, ten ulegnie szybkiemu zniszczeniu.

Pomijając kwestie techniczne oraz papierowe wzmianki o niesamowitej optyce i obiektywie ZEISS Vario-Sonnar T o przybliżeniu 24-200 mm i światłe F 2,8-4,5, fenomenalnej stabilizacji optycznej, szerokim zakresie AF (315 punktów) z detekcją fazy, funkcji wychwytywania oka w kadrze (portret) czy zdjęciami seryjnymi do 24 klatek na sekundę, chciałbym się skupić na tym, po co w ogóle byłem zainteresowany tym aparatem. Chodziło głównie o wygodę. Przesiadając się z dużej i ciężkiej lustrzanki cyfrowej, ciągłemu noszeniu ze sobą obiektywów i dręczeniu się na myśl, że do bagażu w góry muszę doczepiać dodatkowe obciążenie, zacząłem myśleć o wygodniejszej formie fotografii.

Początkowo skupiłem się na smartfonach, które już teraz mogą spokojnie konkurować z dobrymi cyfrówkami oraz podstawowymi lustrzankami, choć w kwestii jakości zdjęć i filmów, jeszcze długa droga przed nimi. Po kilkunastu testach inteligentnych telefonów wiem, jednak że przydają się one bardzo w podstawowej fotografii produktowej, lecz dla mnie blogera jakość zdjęć produktów musi być jak najlepszej jakości. Idąc w parze z minimalizmem oraz upchaniem wszystkiego w jakże małą obudowę, zdecydowałem się pobawić tym jakże ciekawym na rynku modelem, oferującym świetną jakość obrazu, spory zoom, nagrywanie w jakości 4K oraz z możliwością spowolnienia klatek. Praktyka była owocna, gdyż ukazała mi wady, jak i zalety tak małych systemów fotograficznych, ale nakreśliła mi odpowiednią ścieżkę, którą zapewne będę kroczył za jakiś czas.

Specyfikacja techniczna

  • Przetwornik obrazu – CMOS Exmor RS 1,0 cala (13,2 x 8,8 mm)
  • Obiektyw – ZEISS Vario-Sonnar T F2,8-4,5
  • Zoom optyczny – 8 x (24-200 mm)
  • Zoom cyfrowy – 32 x
  • Ekran podglądu – 3 cale (4:3)
  • Lampa błyskowa – tak
  • Łączność – microUSB, microHDMI, NFC, WiFi, BT
  • Zasilanie – akumulator wymienny, 1240 mAh
  • Wymiary – 101,6 x 58,1 x 42,8 mm
  • Waga – 301 gram (z akumulatorem i kartą pamięci)

Pełna specyfikacja znajduje się na stronie producenta.

Użytkowanie w praktyce

Zapewne wśród czytających znajdą się osoby, które zaczną pukać się w głowę, myśląc, że po co mi aż tak zaawansowana a przy okazji pełna sprzeczności jednostka, gdzie jakość materiałów niekoniecznie będzie szła w parze z wygodą użytkowania. Problem jest niestety taki, że na rynku minimalistycznych aparatów cyfrowych dominują jednostki z mniejszą lub zaszumioną matrycą a w najgorszym wypadku oferującą średniej jakości foto, jak i wideo. Do tego dochodzą problemy z nadmiernym nagrzewaniem się sprzętu lub wymogiem wymiany obiektywu na lepszy (systemy hybrydowe), których chcę po prostu uniknąć. Cel był i wciąż jest banalny – otrzymać sprzęt kompletny do fotografii produktowej, jak i filmowania oraz spełniający moje zachcianki w kwestii niskiej wagi. Efekt ten trudny jest do osiągnięcia, ale wraz z pierwszymi wrażeniami w ramach korzystania z RX100 m6 uważam, że sprzęt ten ma spore możliwości do zaprezentowania.

W trakcie testów postawiłem na fotografię przyrodniczą, bawiąc się pełnym zakresem przybliżenia, jak i makrofotografią, która jest możliwa w tym modelu, choć mnie osobiście nie zachwyciła wynikami. Dodatkowo wypróbowałem w praktyce jak radzi sobie tryb zdjęć seryjnych, gotując wręcz testowany aparat, wysoką temperaturą po ciągłym trzymaniu spustu migawki. Do tego doszła kwestia materiałów wideo w 4K, nagrywanego audio oraz spowolnienia czasu nawet do 1000 klatek na sekundę, co wiązało się niestety ze znacznym spadkiem jakości materiałów filmowych. Mimo to przez okres uzyskania sprzętu na testy, rozpracowując aparat, ani razu nie zaglądałem do stworzonych w ten sposób materiałów fotograficznych oraz filmowych. Postanowiłem zawierzyć jakości oraz dobremu słowu marki Sony i dopiero dzisiaj – w ramach pisania tej recenzji, wziąłem te materiały na warsztat.

Po przesianiu zdjęć ruszonych oraz tych, co w warunkach nocnych sporo umniejszały na jakości, wybrałem odpowiednie, które znajdą się w tej recenzji w formie przedstawionej i skompresowanej na potrzeby bloga oraz tych w stanie nieedytowanym, które znajdziecie w linku do galerii zewnętrznej. Podobnie było z wideo, które szczególnie w warunkach nocnych na ekranie dało się zaobserwować istną żonglerkę jakościową, która ostatecznie wyszła bardzo słabo. Mam na myśli istne ziarno, które strasznie zniesmaczyło mi zabawę, no ale przejdźmy do meritum.

Multimedia w praktyce

Jeśli uważacie, że tak małym urządzeniem nie da się zrobić niezłej jakości ujęcia, to jesteście w dużym błędzie, gdyż Sony RX100 6 generacji, radzi sobie całkiem nieźle. W kwestii zdjęć makro musimy co prawda trzymać się od obiektu w odległości większej niż 5 cm, ale to wystarczy, by wykonać ładne zbliżenia. W przypadku fotografii klasycznej świetnie sprawdza się w praktyce funkcja stabilizacji matrycy, idealnie wpływając na stabilniejsze i mniej poruszone ujęcia. W praktyce galeria wygląda tak:

Zdjęcia bez kompresji portalowej, można znaleźć w mojej GALERII. Tryb seryjny działa również bez zarzutu, skupiając swoją ostrość na elemencie na środku kadru, bądź na zaznaczonym przez nas przez ekran dotykowy. Natomiast kwestia filmowa to w ramach mojej pracy, to ważny aspekt testowanego przeze mnie modelu. Zachwyciłem się jakością nagrań w dzień, zmniejszonym drganiem ekranu (stabilizacja) oraz spowolnieniem czasu, lecz w przypadku ujęć nocnych mamy do czynienia ze strasznym zaszumieniem i ściemnieniem materiałów. Można nieco to wyprostować w programach filmowych, ale pozostaje niesmak. Poniżej mały pokaz możliwości:

Przy nagrywaniu sekwencji filmowych i dużej jasności ekranu, bateria dostaje dość mocnego kopa od prądożernego systemu aparatu. W takim wypadku możemy liczyć na wykonanie 250 zdjęć na jednym ładowaniu lub skupieniu się na nagrywaniu w 4K przez około 45 minut. Po tym czasie aparat przestanie reagować, gdy stan akumulatora sięgnie 1%. Na szczęście można się poratować powerbankiem – jednocześnie ładując i korzystając z aparatu, lecz najlepszym wyborem będzie zakup dodatkowych akumulatorków.

Podsumowanie

Seria Sony RX100 zawsze cechowała się niezłym zgraniem komponentów w małych, lecz zgrabnych obudowach. Producent należycie żonglował jakością i możliwościami sprzętowymi w taki sposób by móc uzyskać jak najlepszą jakość przy dość małym kompromisie. Mnie osobiście nieco zabolało zainstalowanie tak mało pojemnego akumulatora, choć w kwestii pozostałych komponentów jestem bardzo na tak. I choć ostatecznie nie przeraża mnie tak wysoka cena, jak ~5000 zł za kompletny aparat cyfrowy, to chyba będę zmuszony spasować. Fotografia mobilna, którą tak mocno wspieram, może okazać się najlepszym wyjściem, jeśli zainwestuję w droższego flagowca z niezłym zoomem, wysokiej klasy optyką oraz udaną stabilizacją … choć nie ukrywam, że gdybym miał nieco więcej kaski, na pewno bym skorzystał z tego sprzętu Sony.

PS: na rynku niedawno ukazał się następca - Sony RX100 m7.