Newsweek „ujawnił” twórcę Bitcoina. Domniemany twórca i „prawdziwy” Satoshi Nakamoto zaprzeczają

Newsweek „ujawnił” twórcę Bitcoina. Domniemany twórca i „prawdziwy” Satoshi Nakamoto zaprzeczają
07.03.2014 12:01

Newsweek, jeden z najbardziej znanych amerykańskich tygodników,w grudniu 2012 roku wyszedł po raz ostatni w druku. Trudnościfinansowe wydawcy i sytuacja na rynku prasy, coraz bardziej spychanymna margines przez media internetowe zmusiły tytuł doprzekształcenia się w czysto cyfrową formę, Newsweek Global. Wsierpniu zeszłego roku tygodnik znalazł jednak nowego wydawcę,który postanowił przywrócić papierowe wydania. Planowane na 7marca pierwsze od restartu tytułu wydanie miało być prawdziwymhitem. Wydawca przygotował coś, co miało wstrząsnąć całymświatem – artykuł pani Leah McGrath Goodman, ujawniającyprawdziwą tożsamość twórcy Bitcoina, znanego dotąd jedynie pod pseudonimem Satoshiego Nakamoto.

To nad czym zastanawiali się przez lata zwolennicy i wrogowiekryptograficznej waluty, która stała się w ostatnich latach jednymz najgorętszych tematów w Sieci, ujawnione miało być za sprawądziennikarskiego śledztwa Newsweeka. Autorem słynnegoartykułu pt. Bitcoin: A Peer-to-Peer Electronic Cash System,podpisującym się jako Satoshi Nakamoto,miał być 64-letni Japończyk, zamieszkały w Temple City wKaliforni, nazywający się… Satoshi Nakamoto. Co prawda od ponad40 lat miał przedstawiać się inaczej, po ukończeniu studiów(fizyki na kalifornijskiej politechnice) zmieniając brzmienienazwiska na Dorian Prentice Satoshi Nakamoto – ale to dziennikarceNewsweeka wystarczyło, by usprawiedliwić śledztwo, czy też jakktoś złośliwy mógłby powiedzieć, kreatywne łączenie faktów iskojarzeń.

350047850291488705

Adres e-mailowy Doriana Nakamotozostał uzyskany od firmy, w której kupował on modele kolejek, potym jak dziennikarka przeszukała bazę danych naturalizowanychAmerykanów, w której znalazła osobę, o profilu, który mógłbypasować do enigmatycznego twórcy Bitcoina. Wymieniła więc z nimkilka wiadomości, w trakcie korespondencji dowiadując się m.in. żepotrafi sobie radzić z technikami projektowania CAD (a to zdaniemdziennikarki oznacza dobrą znajomość matematyki). Kontakty, jakiepani McGrath Goodman zdołała w tym czasie nawiązać z krewnymiDoriana Nakamoto pozwoliły jej ustalić, że oni też sobiedobrze radzą z matematyką, że sam obiekt jej śledztwa pracowałdla różnych rządowych organizacji nad tajemniczymi projektami zzakresu obronności i komunikacji elektronicznej, a także że jestlibertarianinem i nie przepada on za systemem bankowym.

Wyproszone spotkanie dziennikarkiz panem Nakamoto nie potoczyło się jednak zgodnie z jej myślą –starszy mężczyzna nawet nie wpuścił jej do domu, otwierającjedynie wizjer w drzwiach – a potem wzywając policję. Jedynarozmowa, jaką dziennikarka zdołała przeprowadzić, odbyła się wasyście zaskoczonych policjantów, nie dowierzających, że mają doczynienia z samym twórcą Bitcoina, prowadzącym skromne życie wdomku ze starą matką. Dorian Nakamoto miał milczącoprzyznać się do swojej roli w projekcie Bitcoin, patrząc w chodniki odmawiając odpowiedzi na pytania. „Już się tym nie zajmuję inie mogę o tym dyskutować (…) to zostało przekazane innymludziom, oni się tym zajmują, ja nie mam już z tym nic wspólnego”.

To wystarczyło pani McGrathGoodman, by zbudować całąopowieść, w której wymieszano opowieści z prywatnego życiaDoriana Nakamoto, uwagi o jego osobliwej mentalności iumiejętnościach, które uzasadniać miały połączenie go zSatoshim Nakamoto (Satoshi używał odwrotnej notacji polskiej, coświadczyć miało zdaniem autorki, że jest on starym programistą –nowi najpewniej nie rozumieją takich osobliwości, rozważać miałtakże koncepcję miejsca na dysku,czym przecież nikt się nie przejmuje w tym tysiącleciu). Połączonoto z historią zaangażowania w Bitcoina Gavina Andresena, jednego zczołowych programistów projektu, który jako jedyny na początkumiał bezpośredni internetowy kontakt z człowiekiem podpisującymsię Satoshi Nakamoto.Do tego dodano trochę naiwnych wyjaśnień, czym jest Bitcoin, jakbardzo jest on podatny na kradzieże i oszustwa, i jak to bitcoinyspadły z 1200 dolarów do raptem 130 dolarów (niestety autorka niechciała napisać, gdzie mogła kupić bitcoiny tak tanio).

By uwiarygodnić artykuł,dołączono do niego zdjęcia samego Doriana Nakamoto, zdjęcie jegodomu i samochodu, z widocznymi tablicami rejestracyjnymi, orazsugestiami, że stary japoński fizyk ma gdzieś ukryte setkimilionów dolarów w Bitcoinach.

Nawet wierni czytelnicy Newsweekaprzecierali oczy ze zdumienia, pisząc, że to odrażający artykuł,który wystawia na niebezpieczeństwo niewinnego człowieka i jegorodzinę. Dzięki podanym danym, kilkanaście minut po publikacjitekstu w internetowym wydaniu magazynu, w Sieci pojawiły się bowiemwszystkie dane pana Nakamoto, wraz z jego szczegółowym adresem.Kilka godzin później pod jego domem czekała już sfora reporterów.Domniemany twórca Bitcoina powiedział do nich – nie mamz tym nic wspólnego. Poczekajcie, chcę darmowy lunch. Pójdę z tymgościem. „Gościem” byłdziennikarz AP, który zaprosił japońskiego fizyka do restauracjina sushi. Ich kilkugodzinna rozmowa zaowocowała publikacją,w której Dorian Nakamoto, choć potwierdza niektóre szczegóły zartykułu Newsweeka, to całkowicie zaprzecza, by miał z Bitcoinemcokolwiek wspólnego – o kryptowalucie usłyszał dopiero kilkatygodni temu, gdy skontaktowała się z nim pani McGrath Goodman(przekręcając zresztą jej nazwę na „bitcom” i będącprzekonanym, że zajmuje się tym jakaś jedna firma).

Pan Nakamoto podkreślił też,że on sam nie najlepiej mówi po angielsku, i w obecności policjipowiedział jedynie, że nie zajmuje się inżynierią – i żepodpisał dokumenty zakazujące mu ujawniania szczegółów jegopracy, nawet gdy już pracę tę zostawił za sobą. O nic innego niechodziło. Nigdy nie słyszał o Gavinie Andersenie, a choć jegoumiejętności programistyczne pozwoliłyby mu napisać protokółBitcoina, to jednak jest zdania, że każdy programista by topotrafił.

Wkrótce po opublikowaniu dementiDoriana Nakamoto, w Sieci pojawił się krótki wpis na webowym forumning.com, tam gdzie w 2009 roku Satoshi Nakamoto przedstawił po razpierwszy Bitcoina. Wpisu dokonano z tego samego konta użytkownika,co kilka lat temu – brzmiał on: Nie jestem DorianemNakamoto. Twórca forumpotwierdził, że konto jest rzeczywiste i nie zaobserwowano przy nimżadnej podejrzanej aktywności, np. próby włamania.

Winna całego zamieszaniadziennikarka podtrzymuje tymczasem swoją wersję wydarzeń. SamNewsweek nie skomentował oficjalnie informacji AP. My kwestiitożsamości twórcy Bitcoina też komentować nie będziemy.Zastanawiamy się jedynie, czy naprawdę w pogoni za skandalem (lubjak to się mówi, ważnym interesem społecznym)można stawiać na szali cudze życie? Jeśli panu Nakamoto, lub jegolicznej rodzinie cokolwiek złego się stanie, to czy Newsweek weźmieza to odpowiedzialność?

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Oceń jakość naszego artykułuTwoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (12)