Playtest Resident Evil 5

Strona głównaPlaytest Resident Evil 5
08.12.2008 08:10
Redakcja
Redakcja

Demo mocno wyczekiwanego Resident Evil 5 pojawiło się na japońskim Marketplace. Teoretycznie Europejczycy powinni jeszcze na nie poczekać, ale i tak najwięksi zapaleńcy założyli konta na Kraj Kwitnącej Wiśni, by ściągnąć demonstracyjną wersję gry. Ciśnienie było spore, wszak na nową odsłonę zombie-tasiemca od dawna ostrzą sobie zęby miliony fanów z całego świata. Jednak nieszczęśliwie dla firmy Capcom, udostępniony przez nich kawałek grywalnego kodu nie okazał się taką bombą, jakiej się spodziewaliśmy.

Głosy graczy są różne – część entuzjastów poprzedniej odsłony serii jest zadowolona, z drugiej strony wielu przeżyło zawód. Być może to dlatego, że demo „piątki” sprawia wrażenie, jakby pokazywało jedne z mniej ciekawych fragmentów gry. A przynajmniej chcielibyśmy, by tak było. Do wyboru dostajemy dwa krótkie etapy, najprawdopodobniej wczesne. W pierwszym z nich od razu widzimy dobrze znaną scenę – opętani mieszkańcy Czarnego Lądu wiwatują przemawiającemu do nich człowiekowi. Chwilę potem następuje krwawa egzekucja nieszczęśnika, który ośmielił się przeciwstawić przywódcy. Potężny kat szybkim ruchem pozbawia go głowy, krew się leje, tłum się cieszy. Ach, Afryka.Gdy scena dobiegnie końca, trzeba – a jakże – wybić w pień całe zbiorowisko, do którego wkrótce dołączy przerośnięty kat z trzymetrowym toporem. Czyli zaczynamy akcję. Pierwszą ze znamiennych cech gry, jaka rzuca się w oczy, jest pomoc uroczej asystentki Shevy. Dziewczyna dziarsko strzela do przeciwników, kopie, bije, drapie, a co najważniejsze – często ratuje nas z opresji. Jak jej to wychodzi? Całkiem nieźle, raczej nie jest dla nas kulą u nogi, choć czasem niestety będziemy musieli udzielić jej wsparcia. Mimo że nie trzeba cały czas pilnować jej jak dziecka, nie można o niej zapominać i miejscami jednak porzucić jej lecznicze zioło, czy zostawić jakiś przedmiot do podniesienia. Za to następnym razem ona się odwdzięczy i sama zasadzi kopa maltretującemu nas przeciwnikowi.[img=11496]Wszystko pięknie, ładnie, ale coś z tą Shevą jest nie tak... Pomijam, że ma drażniący głos i mam jej przez to dość już po tym krótkim demie. Nie odpuszczę natomiast, że zabiła resztkę horroru w horrorze. Ja wiem, że odeszliśmy od formuły wyskakujących w najmniej odpowiednim momencie zombiaków i że Resident Evil nie ma przyprawiać o zawał serca, ale jednak jest to survival horror. Pasowałoby, by trzymał w napięciu. Tymczasem „piątka”, sądząc po demie, jest już niczym więcej, jak zwykłą strzelaniną. Obecność Shevy to gwóźdź do trumny, w której spoczywają resztki elementów grozy tej gry. No powiedzcie – jak tu się czegokolwiek bać, jak produkować adrenalinę, kiedy obok mamy superlaskę, która towarzyszy nam podczas całej przygody i co rusz ratuje nasze cztery litery? Jak czuć się zaszczutym przez bandę opętanych Murzynów, gdy ona swoją obecnością i gadaniem burzy cały klimat? Aż chciałoby się powiedzieć: „milcz, kobieto, i nie rujnuj dramaturgi...”[break/]Dobra – zatem nie rozpatrujemy RE 5 w kategorii horroru, tylko gry akcji z masą strzelania. A i na tym polu niestety nie radzi sobie najlepiej. Nasze obawy zostały potwierdzone: niektóre zastosowane przez twórców patenty być może nie raziły cztery lata temu, kiedy to wyszła poprzednia część serii, jednak teraz są mocno nie na czasie. Niemożność jednoczesnego strzelania i chodzenia to największy ból. Aby wypłacić serię przeciwnikowi, trzeba się zatrzymać, wycelować i dopiero wcisnąć spust. Pięknie. To samo dotyczy przeładowania broni czy uleczenia się – nie można tego robić w biegu. Należy stanąć i z podręcznego menu wybrać interesujący nas przedmiot, bez pauzowania gry (jak to odbywało się w poprzednich Residentach). Panowie z Capcom, mam dla Was komunikat. Jest rok 2008. Takie archaizmy dzisiaj nie zdają egzaminu. Wiecie?[img=11249]Jeden archaizm pociąga za sobą drugi. Przeciwnicy są chyba świadomi tego, że Chris, nasz bohater, umie strzelać jedynie stojąc w miejscu i jawnie dają mu fory. Najpierw sprawiają wrażenie bardzo napalonych na jego krew – twardo szarżują, złowieszczo wymachując przy tym toporkami i innymi narzędziami. I tak sobie dziarsko biegną, by kilka metrów przed nim przejść z biegu do spokojnego spacerku. Oczywiście daje to możliwość wycelowania w nich i otworzenia ognia. Trochę groteskowo wygląda wściekły tłum, który w jednym momencie zwalnia, otwierając się na grad ciepłego ołowiu. Gorzej, gdy zdoła podejść do Chrisa, gdyż ten nie umie ani odskoczyć, ani zrobić uniku, ani szybko biegać. Komedia.Resident Evil 5, o zgrozo, nie zachwyca również graficznie. Śledząc obrazy i filmy z gry można było się spodziewać, że dostaniemy produkt masakrujący gałki oczne. Demo dało lekkiego kopniaka tym oczekiwaniom, gdyż od strony wizualniej prezentuje się ładnie, ale nie olśniewająco. Całość utrzymana jest w beżowo-zielonkawej kolorystyce, dość monotonnej. Tekstury wypadają w porządku, otoczenie również, ale żadnych wodotrysków zwyczajnie tutaj nie ma. Ot, solidna grafika bez większych wad, z ładnie wymodelowanymi postaciami (mowa o Chrisie i Shevie, przeciwnicy to już niższa liga) i cieszącymi oko wybuchami, ale nic ponadto. [img=11241]Udostępnione szerokiej publiczności demo pochodzi z lipca, a więc młode już nie jest. Daje to nadzieje na to, że finalny produkt zostanie poprawiony. Do wyrzucenia są na pewno wspomniane relikty przeszłości, jak strzelanie w miejscu, dziwnie zachowujący się tłum itp. Myślę, że możemy też spodziewać się podciągniętej grafiki, choć w tej materii i tak nie będzie cudów. Na plus z pewnością już teraz zaliczam tryb kooperacji – fajnie gra się z drugą osobą kontrolującą ruchy Shevy. I pomimo że demo RE 5 mnie zawiodło, to trzeba przyznać, że to bardzo przyjemna strzelanina. Nie w stylu starych Residentów ani innych przedstawicieli gatunku, ale jednak przyjemna. Radzę właśnie tak na tę grę patrzeć. Jeśli nie będziemy po niej oczekiwać hitu na miarę czwartej części serii, to się nie rozczarujemy.

Programy

Aktualizacje
Aktualizacje
Nowości
Udostępnij:
Wybrane dla Ciebie
Komentarze (0)