Na kanale Surf Life Saving Western Australia pojawiają się wpisy informujące o rozmiarze, gatunku i lokalizacji rekinów. Naukowcy wyposażyli w nadajniki akustyczne 338 osobników, dzięki czemu zawsze wiadomo, jeśli któryś z nich zbliży się na niebezpieczną odległość, określoną na około pół mili, od plaży. Bateria w nadajniku wystarczy na 10 lat monitorowania. Jest to z pewnością skuteczniejsza metoda, niż stosowane dotychczas patrole, wykorzystujące łodzie i helikoptery. Rybacy dostali nawet pozwolenie na zabijanie rekinów większych niż 3 metry w pewnych strefach, co oczywiście rozzłościło działaczy na rzecz ochrony środowiska naturalnego — w końcu kilka gatunków rekinów jest na liście zagrożonych.
A dlaczego Twitter? Informacje zamieszczone tam docierają do plażowiczów dużo szybciej, niż ostrzeżenia rozsyłane „tradycyjnymi” mediami, czyli w gazetach i w audycjach radiowych. Ponadto, teraz wyposażeni w smartfony i zawsze połączeni z Internetem Australijczycy nie mają wymówki i nie mogą twierdzić, że ostrzeżenie do nich nie dotarło. Jeśli nie wiedzą o obecności rekina, oznacza to, że nie zainteresowali się tematem. System pozwoli też na monitorowanie przemieszczania się rekinów i być może ustabilizuje turystykę w Australii.